wtorek, 27 lutego 2018

Tijan Meyer - Anti-stepbrother. Antybrat

Tijan Meyer - Anti-stepbrother. Antybrat

Tytuł książki: Anti-stepbrother. Antybrat
Oryginalny tytuł: Anti-stepbrother
Autor: Tijan Meyer
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 448
Data wydania: 19.01.2018

Rodzina Summer Stoltz powiększa się, kiedy jej ojciec ponownie bierze ślub. Kevin, jej przyrodni brat, jest obiektem westchnień wszystkich dziewczyn w szkole, w tym również jej. Dziewczyna liczy, że pod wspólnym dachem uda im się nawiązać relację. Kiedy kończą liceum i Kevin jedzie do college’u, Summer bez wahania podąża za nim. Tam jednak poznaje Cadena Banksa, który należy do bractwa jej przyrodniego brata i zaczyna darzyć go sympatią.

Chyba nikogo nie zdziwi, że spośród głównych bohaterów najbardziej polubiłam Cadena. Kierujący się ważnymi wartościami w życiu, znajdujący się zawsze w odpowiednim miejscu i czasie, dojrzały, odpowiedzialny, a do tego jeszcze przystojny – postać prawie idealna. Co do Summer mam mieszane uczucia i wywołuje ona we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony podobała mi się jej zawziętość, waleczność i poczucie humoru, ale z drugiej strony była też bardzo naiwna, część jej tekstów, które miały również być zabawne, w moim odczuciu były dziwne i dziecinne. Więc oprócz tego, że czasem mnie rozbawiła to również mocno irytowała.

Kolejną rzeczą, która niezbyt mi się podobała – były dialogi, a przynajmniej znaczna ich część. Często odnosiłam wrażenie, że są sztuczne, płytkie i po prostu mocno niedopracowane. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby konwersacje bohaterów tak mi się nie podobały. Nie oczekiwałam nie wiadomo jak wyszukanego słownictwa, ale po prostu zabrakło mi w nich naturalności.

Dla odmiany przejdę teraz do tego, co mi się podobało w tej książce. Na pewno to, co w moim odczuciu pozytywnie ją wyróżnia to, to że uczucie między bohaterami rozwija się powoli i naturalnie. Często w tego typu książkach dzieje się to zbyt szybko, tu jednak wszystko działo się w odpowiednim, niewymuszonym tempie. Kolejną rzeczą, która pozytywnie mnie zaskoczyła to niewielka ilość scen erotycznych. A jeśli już się pojawiały to nie były wulgarne, czy niesmaczne.

Oprócz głównego wątku w postaci rozterek miłosnych głównej bohaterki, pojawiają się też wątki poboczne i uważam, że autorka dobrze zrobiła wprowadzając temat urazu mózgu. Meyer pokazała w swojej książce, jaki ma to wpływ zarówno na osobę chorą jak i jej najbliższych. Choć nie o tym jest ta książka to uważam jednak, że autorka mogła trochę bardziej to rozwinąć.

Podsumowując „Antybrat” to nie jest wybitna pozycja, ale z pewnością znajdzie swoich wielbicieli, szczególnie wśród fanów New Adult. Jest lekturą lekką i mimo pewnych wad, uważam ją za dobrą książkę.

Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



poniedziałek, 26 lutego 2018

[Przedpremierowo] C.J. Tudor - Kredziarz

[Przedpremierowo] C.J. Tudor - Kredziarz

Tytuł książki: Kredziarz
Oryginalny tytuł: The chalk man
Autor: C.J. Tudor
Wydawnictwo: Czarna owca
Ilość stron: 384
Data premiery: 28.02.2018


Rok 1986. Małe angielskie miasteczko i piątka 12-letnich dzieci. Eddie, Hoppo, Gruby Gave, Mickey Metal i Nicky. Ich dzieciństwo wypełniają typowe zabawy dla tamtych czasów – jazda na rowerze, zabawa na placu zabaw, budowanie szałasu. Pewnego dnia do ich codziennych zajęć dochodzi również malowanie kredą – którą szczególnie sobie upodobali, bo za pomocą kolorów i odpowiednich rysunków przekazywali sobie wzajemnie wiadomości, których nikt poza nimi nie umiałby odczytać. Kiedy rozpoczynali tę zabawę nie mieli jednak świadomości, że doprowadzi ich ona do zwłok.

Rok 2016. Po trzydziestu latach od tragicznych wydarzeń dorośli już przyjaciele otrzymują tajemnicze wiadomości z kredą w kopercie oraz rysunkiem na kartce. Początkowo się tym nie przejmują, jednak kiedy jeden z nich ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, dociera do nich, że to nie żart i ponownie roztrząsają przeszłość.

Kiedy otrzymałam propozycję przeczytania tej książki, nie wahałam się, ani przez chwilę. Lubię małe zamknięte społeczności i niewyjaśnione tajemnice z przed lat. Wiem, że nie jest to nic oryginalnego, ale ujęte w odpowiedni sposób, może nadać naprawdę dobry klimat książce i tutaj dokładnie tak jest.

Podobało mi się to jak zostali wykreowani bohaterowie. Autorka świetnie ich stworzyła, zarówno kiedy opisywała ich jako dzieci jak i dorosłych. W swoich zachowaniach wydawali mi się bardzo realni, nie przerysowani, z mnóstwem wad. Zdarzały im się sprzeczki, docinki, czy jakieś inne sytuacje, w których po prostu zachowywali się dość naturalnie.

Wydarzenia opisywane w książce poznajemy z perspektywy Eddiego. W „Kredziarzu” pojawiają się liczne retrospekcje – przez większą część rozdziały się przeplatają wydarzeniami z teraźniejszości z tymi z przeszłości. Zazwyczaj lubię ten zabieg, bo powinien dodawać jeszcze większej tajemniczości i grozy całej pozycji, jednak tutaj przez ponad połowę książki czułam się znużona. Niby pojawiły się jakieś niewiadome, ale nie zostało to opisane w porywający mnie sposób. Zdecydowanie brakowało mi tu czegoś, co od samego początku nie pozwoliłoby mi odłożyć książki dopóki nie poznam jej zakończenia.

W tej książce pojawia się naprawdę wiele niewiadomych i tajemnic. Bohaterowie po latach muszą stawić czoła swoim demonom przeszłości i podejmują próbę rozwiązania zagadek. Muszę przyznać, że kiedy przebrnęłam przez tę część, która mnie nużyła, zrobiło się bardzo ciekawie. Zakończenie jest zaskakujące i wynagrodziło mi początkowe znudzenie przy tej lekturze. Myślę, że słowa, które powiedział Eddiemu jego tata i są przytaczane, w książce kilka razy najlepiej oddają to, co powinno się wziąć pod uwagę sięgając po tę pozycję:

„Niczego nie zakładaj. Podawaj wszystko w wątpliwość. Odrzucaj to, co wydaje się oczywiste.”

Jeśli lubicie klimat zamkniętej, niewielkiej społeczności oraz wydarzeń, które doganiają bohaterów po wielu latach, aby prawda wyszła na jaw i jednocześnie nie przeszkadza Wam początkowy brak napięcia oraz powolny rozwój wydarzeń to jest to pozycja dla Was i nie będziecie zawiedzeni.


Moja ocena: 6/10


Za przedpremierowy egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca oraz Business And Culture.



niedziela, 25 lutego 2018

Sarah Pinborough – 13 minut

Sarah Pinborough – 13 minut

Tytuł książki: 13 minut
Oryginalny tytuł: 13 minutes
Autor: Sarah Pinborough
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 424
Data wydania: 16.01.2018



Natasha Howland była martwa przez 13 minut. Nie pamięta, w jaki sposób, ani dlaczego znalazła się w lodowatej rzece. Tasha jest w szkole popularna, piękna, uczniowie śledzą jej media społecznościowe, a jej przyjaciółki ją uwielbiają. Dziewczyna chciałaby odkryć, dlaczego znalazła się w rzece i kto jej w tym pomógł. Czy jest ktoś komu aż tak się naraziła, że posunął się do próby jej zamordowania?

Akcja została umiejscowiona wśród uczniów szkoły średniej. Pozornie mogłoby się wydawać, że z tego powodu jest to pozycja dla młodszego czytelnika, ale nic bardziej mylnego. Autorka pokazała tutaj idealnie życie panujące w tym środowisku i panującą tam hierarchię. Dzieciaki goniąc za ciągłą popularnością, byciem lubianym oraz ciągłym znajdowaniu się w centrum uwagi okazuje się, że potrafią zrobić bardzo wiele. Tam, gdzie kończy się granica zdrowej rywalizacji, zaczynają się intrygi, manipulacja i kłamstwa. Aby osiągnąć swój cel niektórzy są w stanie zrobić o wiele więcej, niż rozpuścić złośliwą plotkę, czy wdać się w utarczkę słowną.

Podobało mi się to jak zostały wykreowane główne bohaterki, choć ciężko było mi je polubić. Fałszywe, próżne, nie znające granic przyzwoitości, zimne, wyrachowane, nie liczące się z nikim i niczym. Takie bezwzględne dziewczyny, którym każdy w szkole schodzi z drogi w obawie, że zostanie zmieszany z błotem lub co gorsza wzięty na celownik i wtedy nie będzie w ogóle miał życia.

Kiedy przestałam mylnie sądzić,  że to raczej pozycja dla młodzieży, doszłam do wniosku, że to całkiem niezły thriller pod względem psychologicznym. Pinborough przedstawiła tu fabułę z perspektywy różnych bohaterów. Dzięki temu udało jej się łatwiej mnie zmylić, bo co chwilę zmieniałam zdanie odnośnie tego, kto i co zrobił oraz jaki miał motyw, a kto kłamie. Czytając tę książkę, byłam ciekawa jak się zakończy, jednak momentami czułam się trochę znużona i nie mogę do końca powiedzieć, że była nieprzewidywalna.

„13 minut” to dobry thriller psychologiczny, który rozgrywa się wśród nastolatków. Nie jest to książka, gdzie akcja nas porywa i przyspiesza ze strony na stronę, ale myślę, że jest całkiem przyjemna w odbiorze i może się podobać ze względu na dobrze rozwinięty aspekt psychologiczny. Dodatkowo ciągłe tajemnice, niedomówienia sprawiają, że chce się poznać zakończenie.


Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.





środa, 21 lutego 2018

Tijan Meyer - Fallen Crest. Akademia

Tijan Meyer - Fallen Crest. Akademia


Tytuł książki: Fallen Crest. Akademia
Oryginalny tytuł: Fallen Crest High
Autor: Tijan Meyer
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 480
Data wydania: 25.01.2018


Życie Samanthy Strattan wywraca się do góry nogami w momencie, kiedy matka oznajmia jej, że rozwodzi się z jej ojcem i wyprowadzają się do jej nowego partnera. Siedemnastolatce ta zmiana bardzo się nie podoba, nie tylko ze względu na jej ojca, ale z powodu tego, że musi zamieszkać z Loganem i Masonem Kade, którzy mają stać się jej przybranymi braćmi. Sam wiele o nich słyszała i nie chce być z nimi kojarzona. Jakby tego było mało dochodzą do tego również problemy z jej chłopakiem oraz przyjaciółkami.

Autorka całkiem nieźle poradziła sobie, aby pokazać codzienność w szkolnej społeczności. W każdej szkole jest grupa popularnych i „lubianych” osób, które uważają się za lepsze i kiedy wezmą kogoś na celownik to potrafią skutecznie uprzykrzyć tej osobie życie. Nieodłącznym elementem ich codziennych rozmów są plotki, które chętnie ubarwiają. Bywają próżni, niemili i bardzo często wzajemnie się od siebie odwracają. I grupa takich ludzi właśnie pojawia się w tej książce. Ten aspekt wydał mi się całkiem realnie przedstawiony.

To, co mniej mi się spodobało to tryb życia tych nastolatków. Rozumiem, że bohaterowie pochodzą z zamożnych rodzin, ale prawie codzienne imprezy, po których na kacu pojawiają się w szkole koło południa wydały mi się mocno przerysowane. Dodatkowo główna bohaterka wracając po szkole przez kilka godzin biegała i tak przez większość czasu. Ani razu nie został poruszony temat odrabiania lekcji, czy nauki. Wiem, że zupełnie nie o tym jest ta książka, ale choćby małe wzmianki o takich drobiazgach dodałyby odrobinę realizmu.

Samantha okazała się być bohaterką, która zdobyła moją sympatię. Zdecydowanie nie należy do słabych osób. Gdyby w tak krótkim czasie spadło na kogoś aż tyle, ile na naszą bohaterkę to jestem pewna, że by się załamał. Nie chcę zdradzać więcej niż w powyższym opisie fabuły książki, ale to zdecydowanie nie wszystko, z czym musi się ona zmierzyć. Uważam, że zniosła to naprawdę dzielnie i znalazła fajny sposób, aby sobie z tym radzić w postaci biegania. Skoro jestem już przy temacie bohaterów to nie mogę tu nie wspomnieć o braciach Kade, bo zapewne zyskają sympatię wielu czytelniczek. Są przystojni i są tymi, w których kocha się większość dziewczyn w szkole. Z tej dwójki bardziej polubiłam Logana, bo jest zabawny i polubiłam jego poczucie humoru.

„Fallen Crest. Akademia” to lekkie Young Adult, które czyta się bardzo przyjemnie. Opowiada o prawdziwej i fałszywej przyjaźni, o spełnionej i nieszczęśliwej miłości, zazdrości, intrygach, trudach dojrzewania, a także trudniejszych tematach takich jak np. rozwód rodziców. Ta książka ma w sobie coś co sprawia, że się ją pochłania i jest się ciekawym dalszych losów bohaterów, więc kiedy się pojawi to z pewnością sięgnę po drugi tom.


Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


wtorek, 20 lutego 2018

B.A. Paris – Na skraju załamania

B.A. Paris – Na skraju załamania




Tytuł książki: Na skraju załamania
Oryginalny tytuł: The breakdown
Autor: B.A. Paris
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 352
Data wydania: 15.02.2018










Cass Anderson to młoda nauczycielka, która nie dawno wyszła za mąż. Kiedy wraz ze znajomymi z pracy rozstają się po ostatnim spotkaniu przed wakacjami, zbiera się na burzę. Jest późno, ciemno, a warunki atmosferyczne nie sprzyjają podróży samochodem, więc kobieta pragnie jak najszybciej znaleźć się w domu i tym samym skraca drogę jadąc przez las. W trakcie podróży zauważa stojący na poboczu samochód z pasażerką w środku. Uznaje jednak, że wszystko jest w porządku i odjeżdża nie sprawdzając, czy nie potrzebuje ona pomocy. Rano okazuje się, że ta kobieta została zamordowana. Od tej pory życie Cass wywraca się do góry nogami, zaczynają się głuche telefony, rozkojarzenie i inne ciężkie do wytłumaczenia rzeczy.

Choć debiutanckiemu thrillerowi Paris zarzucam pewną przewidywalność to mocno zapadł mi w pamięci z wielu względów. Między innymi dlatego, że został napisany w sposób, który nie pozwalał się oderwać dopóki nie pozna się zakończenia oraz dlatego, że w moim odczuciu jest po prostu dobrym thrillerem pod względem psychologicznym. Dlatego długo wyczekiwałam kolejnego dzieła tej autorki. Oczekiwania miałam ogromne - „Na skraju załamania” również nie jest bez wad, ale ma także sporo zalet.


Cass dręczona wyrzutami sumienia staje się coraz bardziej roztargniona. Zapomina kupić prezent, wybrać się na spotkanie z przyjaciółką, a także o zakupieniu różnych rzeczy do domu. Dręczona obawami, że tak jak jej matka zachoruje na przedwczesną demencję wpada w coraz większy obłęd. Dzięki pierwszoosobowej narracji i licznym świetnym opisom, czy sytuacjom pojawiającym się w treści książki, niemal odczuwałam ten klimat ciągłego niepokoju razem z główną bohaterką. Początkowo to błahostki, które z czasem przybierają na sile. Głuche telefony, a także poczucie obserwowania wywołują u Cass niesamowity stres.

Autorka ponownie świetnie sobie poradziła pod względem psychologicznym. Różne objawy, czy też zachowania stopniowo pogłębiające się u bohaterki wydawały się być opisane bardzo realnie. Jednak muszę tu przyznać, że momentami wydawała się ona zbyt uległa w poleganiu na opinii innych i odrobinę przez to irytowała.

Kolejnym istotnym aspektem jest to, że o ile od początku autorka świetnie buduje napięcie to po pewnym czasie jednak jest tego trochę za dużo i oczekuje się już jakiejś akcji, wyjaśnienia, czy po prostu jakiegoś kroku przybliżającego do poznania prawdy. Potem jednak, kiedy już taki moment się pojawia, wydarzenia nagle przybierają zawrotne tempo, więc jeśli poczujecie się znużeni w połowie książki to naprawdę warto wytrwać do końca.

„Na skraju załamania” to kolejny bardzo dobry thriller psychologiczny B.A. Paris z drobnymi wadami. Nie zmienia to faktu, że książkę pochłonęłam i będę wyczekiwać jej kolejnych pozycji.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.

sobota, 17 lutego 2018

Kate Morton - Dom w Riverton

Kate Morton - Dom w Riverton

Tytuł książki: Dom w Riverton
Oryginalny tytuł: The house at Riverton
Autor: Kate Morton
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 528
Data wydania: 24.01.2018

Latem 1924 roku w posiadłości Hardfordów w Riverton odbywa się huczne przyjęcie z udziałem śmietanki towarzyskiej. Podczas imprezy przy pobliskim jeziorze młody poeta Robbie Hunter popełnia samobójstwo. Jedynymi świadkami tego zdarzenia są siostry – Hannah i Emmeline. To zdarzenie zmieniło je obie i sprawiło, że nigdy więcej się nie spotkały, ani nie porozmawiały ze sobą.

Po wielu latach, kiedy o całym zdarzeniu każdy już zapomniał, spokrewniona z siostrami Ursula pragnie nakręcić o nich film. W związku z tym nawiązuje kontakt z jedyną żyjącą osobą - Grace, która znała siostry, ponieważ była ich służącą. Staruszka podczas swoich ostatnich dni postanawia wyjawić skrywany przez całe życie sekret, który na zawsze podzielił siostry, a także sprawił, że służąca porzuciła u nich pracę.

„W każdej historii jest taki moment, po którym nie ma już odwrotu. Gdy wszystkie najważniejsze postaci wkraczają na scenę, przygotowując ją na dramat, który ma się rozegrać. Narrator traci kontrolę i bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem.”

Grace swoją opowieść zaczyna w momencie, kiedy kończy czternaście lat i rozpoczyna swoją pierwszą pracę jako służąca u rodziny, u której dawniej pracowała jej matka. Młoda dziewczyna uczy się swoich obowiązków i stara się je wykonywać sumiennie. Okazuje się, że dzieci mieszkające w rezydencji - Hannah, Emmeline i David są w podobnym do niej wieku, więc Grace mimo dzielącej ich różnicy klasowej z czasem nawiązuje pewnego rodzaju więź z jedną z nastolatek, nie zaniedbując przy tym swoich zadań.


Muszę przyznać, że bardzo spodobało mi się to, że cała historia jest opowiedziana z perspektywy służącej, bo dzięki temu śledziłam nie tylko losy sióstr, ale także Grace, a te są równie ciekawe, choć odrobinę zbyt przygnębiające i smutne. Praca służącej to niezwykle wyczerpująca harówka, zarówno fizycznie jak i psychicznie, bo przecież właściciele nie musieli zawsze się odnosić do swoich sług z szacunkiem. W tej książce nie brakuje mnóstwa opisów, kiedy to Grace wstawała o świcie i od rana do nocy ciężko pracowała, a kiedy skończyła pracę to w jej pokoju na poddaszu nie panowały warunki, w których mogłaby wypocząć.

Autorka w tej książce idealnie przedstawiła światy arystokracji oraz służby i to jak różniło się życie ludzi w zależności od tego, do której klasy społecznej należeli. Granice między tymi światami były ogromne. Akcja książki została umiejscowiona w okresie międzywojennym, więc zostały poruszone tu również kwestie dotyczące tego, co się dzieje z mężczyznami, którzy wrócili z wojny, a także dotyczące klasie robotniczej, u której pojawiła się chęć buntu.

„Dom w Riverton” to poruszająca opowieść o zakazanej miłości, złych decyzjach, siostrzanej więzi, a także o tajemnicach. A sekretów pojawia się tu o wiele więcej niż wskazuje na to opis książki. O ile byłam ciekawa tego, co mogło na zawsze poróżnić dwie siostry to jednak losy Grace bardziej mnie poruszyły. Pozornie są one zepchnięte na boczny tor, bo służąca starała się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki, nawet kosztem swoich pragnień, czy możliwości zaznania szczęścia, jednak życie tej kobiety nie było lekkie i moim zdaniem jest dosyć smutne. Jest to także opowieść, w której autorka przenosi nas w świat arystokracji i ich wiernych służących z początku XX wieku. Historia opisana z perspektywy służącej, mnóstwo tajemnic, a także świetne opisy oddające klimat tamtych lat. Polecam.


Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.



czwartek, 15 lutego 2018

Lucinda Riley – Siostra cienia

Lucinda Riley – Siostra cienia



Tytuł książki: Siostra cienia
Oryginalny tytuł: The shadow sister
Autor: Lucinda Riley
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 576
Data wydania: 31.01.2018


Sześć sióstr, z których każda ułożyła sobie już życie. Mieszkają oddalone od siebie i nie często mają okazję się ze sobą spotkać. Taką okazją jest tajemnicza śmierć ich ojca adopcyjnego Pa Salta. Każdej z nich zostawił on wskazówkę, która pozwoli im odszukać swoje korzenie. W tej części poznajemy bliżej Star (Asterope), a zostawione jej podpowiedzi prowadzą ją do ekscentrycznego świata angielskiej arystokracji.

Każda z sióstr jest zupełnie inna. Star zdecydowanie nie należy do osób przebojowych. Jest cicha, małomówna, skryta, a przede wszystkim wiecznie znajduje się w cieniu swojej siostry Cece. Ta sytuacja nie jest dla niej niczym dziwnym. Tak mijało jej życie, bez planów, marzeń, własnego zdania - całkowicie podporządkowana i uzależniona od swojej siostry. Pewnego dnia dochodzi jednak do wniosku, że czas uporządkować swoje życie i wyrwać się z toksycznej relacji z siostrą, a idealne do tego będą wskazówki pozostawione przez ojca – figurka kota oraz wizytówka. W ten sposób dziewczyna trafia do londyńskiego antykwariatu.

Tym razem Riley przenosi nas w świat angielskiej arystokracji z początku XX wieku, gdzie poznajemy losy Flory. Za sprawą wspaniałego stylu autorki od tych fragmentów w szczególności nie mogłam się oderwać. Jest lekki i sprawia, że jej książki są porywające. Dodatkowo potrzeba ogromnej elastyczności, umiejętności i wiedzy, aby w każdej swojej książce opisywać inne czasy, dziejące się w zupełnie innych krajach. Za każdym razem sięgając po książkę Riley mam wrażenie, że mam przed oczami to co zostało tam opisane.

Warto wspomnieć tu jeszcze o tym, jaki wpływ ta podróż miała na Star. Podobało mi się obserwowanie tego jaka zaszła w niej przemiana. Z cichej, zamkniętej w sobie osoby jak zaczęła stawać się osobą żyjącą swoim życiem, mającą pragnienia, czy też robiącą plany na przyszłość.

„Siostra cienia” to kolejna świetna książka Lucindy Riley, którą po prostu trzeba przeczytać. Autorka zdecydowanie nie skupia się tylko na wątkach obyczajowo-romansowych, ale także wplata w swoje opowieści wątki historyczne. Jednak ja przede wszystkim uwielbiam ją za to, że swoimi niesamowitymi opisami za każdym razem zabiera mnie w podróż w inne miejsce razem z główną bohaterką.


Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.


wtorek, 13 lutego 2018

Avital Norman Nathman – Liga (nie)złych mam. Egoistki z wyboru

Avital Norman Nathman – Liga (nie)złych mam. Egoistki z wyboru


Tytuł książki: Liga (nie)złych mam. Egoistki z wyboru
Oryginalny tytuł: The good mother myth
Autor: Avital Norman Nathman
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 384
Data wydania: 29.01.2018

Ta książka to zbiór esejów z życia różnych matek. Większość kobiet jeszcze będąc bardzo młodymi planuje zostać matką, a także ile będzie miała dzieci. Każdy zawsze wyobraża sobie ogromne szczęście oraz radość z posiadania potomstwa i choć nie miałam okazji jeszcze się o tym przekonać to wierzę, że tak jest. Ale nic nie jest idealne, tak jak nie jest tylko białe, lub tylko czarne. Tak więc macierzyństwo również posiada drugą stronę medalu.

Wszystko, co tu napiszę jest widziane oczami młodej kobiety, która macierzyństwo ma jeszcze przed sobą. Bycie rodzicem to z pewnością ogromna radość i duma, ale także chwile zwątpienia i słabości. I to głównie o tych drugich możemy przeczytać w tej książce. Trochę uogólnię, bo uważam, że to nie dotyczy tylko matki – bycie rodzicem to naprawdę ciężka praca przez 24 godziny na dobę. Nie można od tego odpocząć, bo nawet jeśli się, gdzieś wychodzi lub wyjeżdża bez dzieci to prędzej, czy później myślami na pewno jest się z nimi.

Historie opisane w tej książce wydarzyły się naprawdę. Każdy esej ma inną autorkę, a na ostatnich stronach tej pozycji znajdziemy krótkie notki o każdej z nich. Uważam, że zamieszczenie tych informacji jest fajnym zabiegiem, bo dzięki temu czytelnik zauważy, że te kobiety to zwyczajne i realne osoby, które wiodą takie samo życie jak każdy i że opisywane przez nie sytuacje mogą spotkać każdego. Być może czytelnik będzie mógł się nawet utożsamić z którąś z bohaterek, bo spotkało go coś podobnego.

Teksty umieszczone w tej książce są historiami bardzo różnych kobiet. Dzieli je wiele, ale łączy jedno – bycie matką. Znajdziemy tu losy matki bliźniąt, matki czarnoskórej, matki adopcyjnej, matki, która poroniła, matki, która miała ograniczone prawa rodzicielskie, matki będącej lesbijką, a także matki transseksualistki.

Najbardziej poruszyła mnie opowieść matki, do której dzieci dawniej zwracały się „tato”. Zmiana płci musiała być trudnym tematem i niełatwym przeżyciem, ale to jak wpłynęło to na relację tej matki z jej dziećmi to coś smutnego. Drugą historią, która wydała mi się dość wzruszająca, była ta o matce, której decyzją sądu dzieci zamieszkały z ojcem. To jak nie poddała się i dzielnie radziła sobie z tą przeciwnością losu jest godne podziwu.

„Liga (nie)złych mam porusza przede wszystkim ważny temat jakim jest mit idealnej matki. Coś takiego po prostu nie istnieje. Każda mama popełnia błędy, a jedyne co można robić to starać się wychować dziecko najlepiej jak się da. Zawsze będą wzloty i upadki, chwile radości i słabości – ale takie już jest macierzyństwo. Jest również jedna historia, która szczególnie zapadła mi w pamięci, w której matka bliźniąt spotyka się z matką trojaczków. Uważam, że idealnie pokazywała to, że matki nie powinny się ze sobą porównywać, przechwalać, wzajemnie się oceniać, czy ze sobą rywalizować. To o swoje dziecko trzeba się troszczyć i dla niego być najlepszą mamą jaką tylko się potrafi, a nie być najlepszą mamą w oczach innej mamy.


Myślę, ze ta książka przede wszystkim ma być pokrzepiająca dla innych matek, aby wiedziały, ze nie są osamotnione ze swoimi rodzicielskimi problemami. Ale oprócz tego, uważam również, że jest to świetna lektura dla kobiet, które w przyszłości planują zostać matką. Media kreują głównie piękno macierzyństwa i moim zdaniem brakuje trochę pokazywania także tej drugiej jego strony, która jest zawarta właśnie w tej pozycji oraz, że takie sytuacje zdarzają się wielu kobietom.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


niedziela, 11 lutego 2018

Tori Telfer - Seryjne zabójczynie. Najsławniejsze morderczynie w dziejach

Tori Telfer - Seryjne zabójczynie. Najsławniejsze morderczynie w dziejach

Tytuł książki: Seryjne zabójczynie. Najsławniejsze morderczynie w dziejach
Oryginalny tytuł: Lady killers
Autor: Tori Telfer
Wydawnictwo: Poradnia K
Ilość stron: 418
Data wydania: 22.11.2017

Prowadząc rozważania na temat seryjnych zabójców, odruchowo myślimy o mężczyznach. Ale jak się okazuje, tak można określać również kobiety. W tej książce zostało przedstawionych czternaście historii, w których to właśnie kobiety dokonywały okrutnych morderstw. Co skłoniło je do tak bestialskich i bezwzględnych czynów?

Muszę przyznać, że po przeczytaniu opisu książki, miałam wobec niej ogromne oczekiwania. Kryminały i thrillery to moje ulubione gatunki literackie. Lubię w nich zarówno krwawe oraz brutalne opisy, dreszczyk emocji towarzyszący ich czytaniu a także dobrze zarysowane portrety psychologiczne sprawców wyjawiające motywy ich postępowania - jednak to tylko fikcja literacka. Kiedy więc dowiedziałam się o pozycji o takiej tematyce opartej na faktach, bardzo chciałam ją przeczytać.

Autorka w tej książce umieściła historie najsławniejszych morderczyń w dziejach, m.in. Elżbiety Batory, Nannie Doss, Mary Ann Cotton, czy sióstr Rayi i Sakiny. Są to historie mrożące krew w żyłach. Mimo, że te kobiety żyły w różnych czasach oraz oddalonych od siebie miejscach, wiele je łączy – zabijały z zimną krwią. Telfer w dość szczegółowy sposób opisuje, w jaki sposób dokonywały swoich okrucieństw (a wielokrotnie były to dość wyszukane tortury) i często czuły się przy tym zupełnie bezkarnie. Niektóre z nich miały swoich wiernych pomocników, inne działały samotnie. To co zaskoczyło i jednocześnie przeraziło mnie najbardziej to ilość popełnionych przez nie morderstw.


Rozdziały w tej książce są dość krótkie, bo przy prostym równaniu podzielenia ilości stron przez 14 historii zostaje niewiele miejsca na każdą z nich. Mimo tego muszę przyznać, że autorka starała się przekazać jak najwięcej i myślę, że jej się to udało, jeśli chodzi o przekazanie faktów, wymienienie i krótki zarys metod, jakie stosowały. Zabrakło mi jednak rozwinięcia i dogłębnego zarysu portretów psychologicznych tych postaci. Niby często są podane ich motywy wprost, ale zabrakło mi szczegółów, większej dokładności odnośnie ich umysłów.
'
Styl autorki jest lekki, a opisywana w książce tematyka, która mnie interesuje, sprawiła, że książkę dosłownie pochłonęłam. Już od pierwszych stron wciąga i sprawia, że ciężko się od niej oderwać. To pozycja, która wzbudzi wiele emocji, z pewnością zaskoczy i zaszokuje nieracjonalnym, okrutnym i bezwzględnym zachowaniem bohaterek historii. Czytało mi się ją bardzo dobrze i zdecydowanie polecam tę pozycję.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.


Copyright © 2016 Books and Cats Lover , Blogger