
Tytuł książki: Najszczęśliwsza
Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 400
Data premiery: 05.09.2018
Dawid Kaster to trzydziestokilkuletni były malarz.
Kilka lat temu załamał się i przestał tworzyć, ponieważ jego żona została
brutalnie zamordowana, a sprawcy do tej pory nie ujęto. Od tego czasu minęły
już cztery lata i mężczyzna stara się ułożyć swoje życie na nowo. Przeprowadził
się do innego miejsca, a także buduje nowy związek z inną kobietą. Jednak jego
spokój i szczęście zostaje zakłócone, ponieważ pewnego dnia pod drzwiami
swojego mieszkania znajduje list. Ta wiadomość wywraca jego na nowo poukładane
życie do góry nogami, ponieważ Dawid nie ma wątpliwości, że charakter pisma
oraz treść wskazują, że nadawcą jest jego zmarła żona.
Do tej pory czytałam tylko „Grzech” Czornyja i była
to książka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Po pierwsze moim zdaniem to
świetny kryminał, a po drugie, jeśli autor debiutował w takim stylu to nie
mogłam się doczekać aż sięgnę po jego kolejne książki. Tym razem przyszedł czas
na thriller psychologiczny i muszę przyznać, że oczekiwania miałam bardzo duże.
Czy autor im sprostał? Tak, a książki tego autora mogę brać w ciemno.
W „Najszczęśliwszej” występuje narracja
pierwszoosobowa. Rozdziały z perspektywy głównego bohatera przeplatają się z
czymś, co intryguje już samą nazwą „Moje żale…”. Te drugie od samego początku
budują napięcie, ponieważ są to różne wydarzenia z życia pewnej zamężnej
kobiety i matki, o której nie wiemy zbyt wiele, ponieważ nie padają prawdziwe
imiona. Jest to coś w rodzaju dziennika i zawiera najtragiczniejsze,
najstraszniejsze wydarzenia z jej życia, zarówno z dzieciństwa jak i w czasie
teraźniejszym.
Dawid Kaster to postać, która szybko zyskała moją
sympatię. Spotkało go coś, czego nikt nie powinien doświadczyć i było mi go
żal. Podobało mi się także jego spojrzenie na malarstwo – sam przyznawał przed
sobą, że niektóre z jego dzieł to „bohomazy”, które często powstawały, kiedy
był odurzony i dopatrywanie się, jakiej techniki użył oraz nadanie im nazw
zostawiał innym. Trzeba przyznać, że miał też trochę „dziwactw”, które być może
były wynikiem tego, co przeszedł i nie powinnam tego oceniać. O innych
bohaterach nie chcę wspominać, bo nie ma ich zbyt wielu, a nie chciałabym
niechcący zdradzić zbyt wiele z treści.
„Najszczęśliwsza” to książka, która posiada
wszystko, co powinien mieć dobry thriller psychologiczny. Ta historia wciąga od
samego początku, od samego początku pojawiają się niewiadome, by z czasem zrobiło
się ich jeszcze więcej, a na końcu czytelnik uzyskuje odpowiedzi na nurtujące
go pytania. Jak wspomniałam wyżej, napięcie zostało tu dobrze zbudowane,
głównie za pomocą rozdziałów pisanych z perspektywy tajemniczej kobiety. Pod
koniec udało mi się domyślić, kim ona jest, jednak nie jest to takie oczywiste,
bo wiele elementów nie pasowało do tej postaci, a także nie byłam w stanie
przewidzieć motywacji i to ona zaskoczyła mnie najbardziej. Więc jako kolejną
zaletę trzeba dopisać umiejętne wodzenie czytelnika za nos, przy typowaniu
właściwej osoby, wiele razy zmieniałam zdanie i miałam mętlik w głowie, bo już
nie wiedziałam, co jest prawdą, a co nie.
Podsumowując, polecam „Najszczęśliwszą”. Jest to
książka, która wciąga od pierwszych stron i od której nie można się oderwać
dopóki nie pozna się zakończenia, które z całą pewnością większość czytelników
mocno zaskoczy. Mi nie pozostaje nic innego jak nadrobić „Ofiarę” i wyczekiwać
premiery „Pokuty”.
Moja ocena: 8/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Autorowi.