
Tytuł książki: Wyspa dusz
Oryginalny tytuł: SJÄLARNAS Ö
Autor: Johanna Holmstorm
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 444
Data wydania: 26.09.2018
Jesienią 1891 roku Kristina Andersson
topi dwójkę swoich dzieci. Udaje jej się uniknąć więzienia, ale trafia do
szpitala psychiatrycznego na wyspie, którą rzadko kto opuszcza. Czterdzieści
lat później trafia tam również siedemnastoletnia Elli Curten. Młoda dziewczyna
marzyła o lepszym życiu i uciekła z chłopakiem, który wciągnął ją w świat
przestępstw, który dla niej skończył się zesłaniem na wyspę. Obie kobiety
znajdują się pod opieką pielęgniarki Sigrid Frimna. Czy uda im się kiedyś
opuścić wyspę?
Johanna Holmstorm urodziła się w 1981
roku w Helsinkach. Swoją debiutancką powieść wydała w 2003 roku i została ona
nominowana do nagrody Szwedzkiego Radia. Za książkę „Camera Obscura” otrzymała
między innymi nagrodę literacką gazety „Svenska Dagbladet”. Oprócz tego autorka
napisała również dwie sztuki teatralne. Po „Wyspę dusz” sięgnęłam, ponieważ
lubię motyw szpitali psychiatrycznych w książkach. Zazwyczaj jednak pojawia się
on w częściej czytanych przeze mnie kryminałach i thrillerach, więc do tej lektury
podeszłam z dużym zaciekawieniem, tym bardziej, że historia została oparta na
prawdziwych wydarzeniach.
W tej książce występuje narracja
trzecioosobowa, a cała historia została podzielona na trzy części opisujące
losy poszczególnych kobiet: Kristiny, Elli oraz Sigrid. Akcja książki rozgrywa
się na przestrzeni ponad czterdziestu lat. Podobało mi się takie przedstawienie
wydarzeń oraz historii.
Każda z tych kobiet była zupełnie
inna, a jednak połączył je los oraz miejsce. Kristina zanim dopuściła się
okrutnego czynu, który przypieczętował jej los, nie miała najłatwiejszego
życia. Czytając o jej losach było mi jej bardzo szkoda. Natomiast co do Elli to
na początku ciężko było mi ją zrozumieć i sprawiała wrażenie rozkapryszonej.
Natomiast Sigrid jest łącznikiem między tym co było czterdzieści lat wcześniej
i tym, co wydarzyło się później. Między przeszłością, a teraźniejszością.
„Wyspa dusz” to historia bardzo
poruszająca. Trzymanie kobiet do końca życia w takim zakładzie to ogromna
tragedia, o ile część była naprawdę chora i potrzebowała pomocy, którą
niekoniecznie otrzymywała to reszta znajdowała się tam do końca swoich dni na
przykład tylko dlatego, że rodzina już o niej zapomniała lub nie miała do kogo
wrócić. Na odludziu, bez kontaktu ze światem rzeczywistym każdy mógłby popaść w
paranoję. Do tego metody stosowane w tamtych czasach w tego typu zakładach
pozostawiały wiele do życzenia i krótko mówiąc były nieludzkie.
Choć było trochę
momentów, które czasem nużyły to jednak cała powieść zrobiła na mnie dobre
wrażenie. To opowieść o szaleństwie, macierzyństwie, a także o niesprawiedliwości
wobec kobiet w dawnych czasach. Muszę przyznać, że autorka wyjątkowo dobrze
oddała mroczny i niepokojący klimat towarzyszący szpitalom psychiatrycznym.
Moja ocena: 6/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.