
Tytuł
książki: Płonący świat
Oryginalny
tytuł: Burning world
Autor: Isaac
Marion
Wydawnictwo: Replika
Ilość
stron: 432
Data
wydania: 26.10.2017
R powraca z martwych i na nowo uczy się żyć. Wszystko
powoli wraca (np. zdolność mówienia, czucia, sprawność fizyczna) i w nowej
rzeczywistości stara się odnaleźć za pomocą małych kroków. Jednak nie jest dane
im wraz z Julie wieść spokojnego sielankowego życia. Otaczająca ich
rzeczywistość zdaje się być jeszcze gorsza niż myśleli, bo to nie Martwi są ich
jedynym problemem, ani głównym zagrożeniem, a bohaterowie będą zmuszeni
wyruszyć w długą podróż w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Tylko czy aby na
pewno je odnajdą?
„Płonący świat” to drugi tom serii o zombie. I muszę
przyznać, że spodobał mi się o wiele bardziej od pierwszego. Przede wszystkim przypadło
mi do gustu to, że ta część nie skupia się głównie na wątku romantycznym. W tym
tomie autor zaskoczył mnie apokaliptyczną wizją świata, gdzie spustoszenie
sieją źli ludzie rządni władzy, w której panuje chory system. Marion w tej
książce wyszedł poza pewne ramy, w których się zamykał świat pierwszej części i
pokazał czytelnikowi globalny problem.
Kolejną rzeczą, która bardzo mi się spodobała jest
przemiana głównego bohatera. Nie od razu odzyskuje on wspomnienia, a po części
zapewne nie chciałby ich odzyskać nigdy. Ale to co odkrywa przed nami autor o R
to jest coś świetnego. Po pierwszej części postrzegałam go po prostu jako miłe
zombie, które przechodzi przemianę i się zakuje. Jednak to, co się z nim dzieje
w tej części to coś niespodziewanego. R odzyskując pamięć dokonuje również
wyboru, czy jego poprzednie życie wpłynie na jego obecne zachowanie, czy będzie
się kierował tymi samymi zasadami, czy się zmieni. Wielokrotnie ma okazję się
wykazać i jest o wiele bardziej wyrazistą postacią niż w poprzedniej części.
Autor wydobył tu trochę jego charakter, sprawił także, że R może przestać się
wydawać idealny.
Muszę tu również wspomnieć o bardzo przystępnym stylu autora. Opisując ten
zniszczony świat operuje językiem lekkim, mimo tego, że przedstawia tragiczne
wydarzenia, dzięki czemu całość czyta się naprawdę szybko. Ale co najważniejsze
to w tej części również jest mnóstwo humoru w dialogach między bohaterami. M i
Nora to mistrzowie ciętych ripost. Tę dwójkę bohaterów w tej części obdarzyłam
większą sympatią niż Julie. Nie chcę zbyt wiele zdradzać z fabuły, ale wiele do
niej wnieśli i wielokrotnie to oni zachowywali otwarty umysł i podejmowali te
właściwe decyzje.
„Płonący świat” to bardzo udana
kontynuacja. Przede wszystkim autor rozszerzył skalę problemu, który pojawił
się w pierwszej części, wprowadził dużo więcej akcji, a trochę mniej wątku
romantycznego oraz wykonał świetną pracę nad swoimi bohaterami. Moim zdaniem to
świetna książka i warto ją przeczytać. Jedyne nad czym ubolewam to to, że nie
jest jeszcze znana data wydania po polsku kolejnej części.
Moja
ocena: 8/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.