Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Replika. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 grudnia 2018

Wszystkie barwy roku

Wszystkie barwy roku
Tytuł książki: Wszystkie barwy roku. Wyjątkowe opowieści na 12 miesięcy
Autorzy: Hanna Greń, Edyta Świętek, Anna Klejzerowicz, Hanna Urbankowska, Iwona Walczak, Iwona Czarkowska, Karolina Kubilus, Iwona Żytkowiak, Monika Orłowska, Joanna Sykat, Magdalena Kawka, Małgorzata Hayles
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 416
Data wydania: 30.10.2018

12 opowiadań stworzonych przez 13 pisarek, po jednym na każdy miesiąc. Historie te dotyczą świąt, jakie w danym czasie obchodzimy, np. w styczniu Dzień Babci, w kwietniu Wielkanoc, w grudniu Wigilia. Rzadko czytam antologie, bo zazwyczaj wolę dłuższe teksty. Do sięgnięcia po tę pozycję zachęciła mnie chęć zapoznania się z twórczością autorek, z którą wcześniej nie miałam okazji się zetknąć.

W każdym opowiadaniu poznajemy zupełnie innych bohaterów, jednak łączy ich to, że każdy zmaga się z jakąś osobistą tragedią, z innym problemem. Postaci nie są przerysowane i można się z nimi utożsamiać. Najbardziej poruszyła mnie historia dwójki dzieci przebywających w domu dziecka z opowiadania Edyty Świętek "Przytul mnie mocno". Wydaje mi się, że ta opowieść wzruszy każdego, a ja po przeczytaniu tego tekstu czuję niedosyt twórczości tej autorki i koniecznie muszę wkrótce przeczytać jakąś jej książkę. 

Spore wrażenie wywarło na mnie również opowiadanie Hanny Greń pod tytułem "Prezent na Dzień Babci", które opowiada o tym jak tragiczne są skutki kłamstw, a także jak jeden przypadek może odmienić życie dwóch osób, które po latach na nowo nawiążą kontakt. W tej opowieści nie tylko babcia otrzymuje prezent. Tragedia goniła tragedię, więc obu bohaterkom przyda się w końcu trochę szczęścia.

Jak to w przypadku antologii bywa - jedne opowiadania podobały mi się bardziej, a inne mniej. Ale właśnie ze względu na tę różnorodność w historiach, stylach każdy z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. Dzięki temu, że książka jest podzielona na rozdziały pisane przez różne autorki, nie trzeba jej czytać na raz. Można ją odłożyć w dowolnym momencie, a można także czytać dane opowiadanie w miesiącu, którego dotyczy.

"Wszystkie barwy roku" to zbiór 12 historii, które wzruszą, rozbawią, a także skłonią do refleksji. Ze względu na sporą różnorodność, każdy znajdzie tu coś dla siebie, niezależnie od wieku. Mi nie pozostaje nic innego jak sięgnąć po książki autorek, których opowiadania spodobały mi się najbardziej, a wcześniej nie znałam ich twórczości.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.


czwartek, 25 października 2018

Hanna Greń - Popielate laleczki

Hanna Greń - Popielate laleczki

Tytuł książki: Popielate laleczki
Autor: Hanna Greń
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 444
Data wydania: 18.09.2018



Dwudziestoletnia Beata Szymanowska (zwana również Tulą), czyta wiadomość zaadresowaną do swojej matki, z której dowiaduje się, że ta jest szantażowana. Młoda kobieta postanawia chronić Astę i umawia się z prześladowcą na spotkanie, mając zamiar go przechytrzyć i nie płacić żądanej kwoty. Na miejscu jednak okazuje się, że mężczyzna jest martwy. Trzy lata później sytuacja ponownie się powtarza. Śledztwo w tej sprawie prowadzi aspirant Mirosław Ostaniec wraz z komendantem Konradem Procnerem.

„Popielate laleczki” to piąty i ostatni tom cyklu „W Trójkącie Beskidzkim”, zwanego również „Wiślańskim Cyklem”. Z tej serii czytałam tylko pierwszy tom i przed sięgnięciem po ostatni, polecam jednak zapoznać się z poprzednimi. Twórczość Hanny Greń polubiłam za sprawą serii „Polowanie na Pliszkę” i wyczekuję kolejnych książek tej autorki.

Przeczytawszy wcześniej kilka książek Greń, wiedziałam czego się spodziewać. Lubię jej styl oraz jej twórczość. Tutaj podobnie jak w pozostałych jej książkach, mimo, że głównym wątkiem jest wątek kryminalny to występuje tu mocno rozwinięta warstwa obyczajowa. Autorka mocno przybliżyła codzienność bohaterów oraz skupiła się na pokazaniu relacji matki z córką. Więź tego rodzaju może być bardzo silna i skłonić do uczynienia rzeczy, których nigdy by się nie zrobiło, gdy w grę wchodzi ochrona najbliższych, ale może być również pełna niedopowiedzeń ora wzajemnych podejrzeń i pretensji.

Autorka po raz kolejny umiejętnie poprowadziła intrygę wodząc czytelnika za nos. Podsuwała mylne tropy, odpowiednio zbudowała napięcie, więc tę lekturę czytałam z dużym zaciekawieniem i wyczekiwałam zakończenia z niecierpliwością. Jeśli oczekujecie ciągłych zwrotów akcji i mnóstwo krwawych opisów to niestety możecie być zawiedzeni. W książkach Greń wszystko toczy się powoli, ale w niczym to nie przeszkadza, a wręcz do tak poprowadzonej fabuły wydaje się to odpowiednie.


„Popielate laleczki” to kolejna dobra książka Hanny Greń. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak nadrobić pozostałe tomy z serii „W Trójkącie Beskidzkim”.


Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.


czwartek, 29 marca 2018

Małgorzata Rogala – Kiedyś cię odnajdę

Małgorzata Rogala – Kiedyś cię odnajdę


Tytuł książki: Kiedyś cię odnajdę
Autor: Małgorzata Rogala
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 280
Data wydania: 31.01.2018




Weronika w wieku dziewiętnastu lat doświadcza tragedii. Jej matka zostaje brutalnie zamordowana. Nie dość, że młodej dziewczynie ciężko jest się pogodzić z tą stratą to jeszcze do tego pogarsza się jej relacja z ojcem. Dziewczyna odżywa, kiedy poznaje Olgę Cichoń, która zostaje jej współlokatorką i przyjaciółką. Dziesięć lat później Nikę spotyka kolejna tragedia – Olga zostaje zgwałcona i zamordowana. Kiedy podobnie jak w przypadku śmierci jej mamy, policja nie jest w stanie ująć mordercy, dziewczyna postanawia się zatrudnić w szkole, w której pracowała przyjaciółka, ponieważ podejrzewa jednego z jej współpracowników.

Spotkałam się z samymi pozytywnymi opiniami o twórczości Małgorzaty Rogali. Autorka znana jest z cyklu kryminalnego o Agacie Górskiej i Sławku Tomczyku. Ja jednak zapoznałam się z jej twórczością dopiero teraz, zaczynając od książki, która nie jest częścią serii.

„Kiedyś cię odnajdę” to kryminał z dość mocno rozwiniętą warstwą obyczajową. Pojawia się tu zarówno wątek miłosny jak i dość szczegółowo opisane środowisko nauczycieli. Wydaje mi się, że autorka z detalami opisała szkołę od tej strony. Wplotła wiele kwestii dotyczących pracy pedagoga, ale również opisała relacje panujące między różnymi nauczycielami. Jak wszędzie zawiązują się między nimi bliższe przyjaźnie, spędzają ze sobą czas prywatny, a także nie stronią od plotek.


Jeśli chodzi o wątek kryminalny to bardzo mi się podobał. Od początku autorka szokuje brutalnymi wydarzeniami. Im dalej, tym więcej niewiadomych. Pojawiają się kolejne ofiary, a policja, ani trochę nie posuwa się do przodu. Podejrzanych też jest wielu i przez mylne tropy, można często zmieniać zdanie. Mam tylko jedno zastrzeżenie – książka mogłaby być dłuższa. Była ciekawa, wciągająca i zawiera dokładnie to, co moim zdaniem dobry kryminał mieć powinien, ale chętnie spędziłabym z nią więcej czasu.

„Kiedyś cię odnajdę” to bardzo dobry kryminał, od którego ciężko było mi się oderwać. Miłośnicy gatunku powinni być zadowoleni z tej lektury. A ja z pewnością sięgnę po pozostałe książki Małgorzaty Rogali.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.





wtorek, 27 marca 2018

Shirley Jackson – Nawiedzony dom na wzgórzu

Shirley Jackson – Nawiedzony dom na wzgórzu




Tytuł książki: Nawiedzony dom na wzgórzu
Oryginalny tytuł: Haunting of hill house
Autor: Shirley Jackson
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 306
Data wydania: 14.02.2018










Doktor Montague interesuje się okultyzmem i szuka dowodów na istnienie zjawisk paranormalnych. W tym celu zaprasza do pewnego starego, mrocznego domu na wzgórzu Eleanor, Theodorę oraz Luke’a. Dobór tych osób oczywiście nie jest przypadkowy, doktor wierzy, że z tymi osobami uda mu się dowieść istnienia sił nadprzyrodzonych. Początkowo wydaje się, że nie dzieje się nic poważnego. Z czasem jednak zaczynają mieć miejsce coraz to bardziej trudne do wytłumaczenia rzeczy.

„Nawiedzony dom na wzgórzu” to powieść, która po raz pierwszy została wydana kilkadziesiąt lat temu. Doczekała się dwóch ekranizacji kinowych, a niedługo ma także powstać serial na jej podstawie. Prawie w ogóle nie czytam tego gatunku, jednak opis oraz okładka nowego wydania skłoniły mnie do tego, aby sięgnąć po tę konkretną książkę.

Spośród bohaterów to Eleanor Vance jest tu kluczową postacią. Kiedy pojawiła się w nawiedzonym domu na wzgórzu, miała 32 lata. Stała się zgorzkniałą oraz egoistyczną osobą nie darzącą sympatią własnej rodziny, na co ogromny wpływ miało jedenaście lat pełnej wyrzeczeń opieki nad niedołężną matką. To, co bardzo podobało mi się w tej powieści to fakt, że wydarzenia są oceniane właśnie przez tą postać i do samego końca czytelnik nie wie, czy dane zdarzenie można zaliczyć jako paranormalne, czy np. to Eleanor sprawiła, że miało to miejsce.

Choć jest to powieść grozy i do typowego horroru jej daleko to nie brakuje tu licznych opisów wprowadzających w odpowiedni klimat. Pojawiają się tu między innymi drzwi, które same się zamykają i inne trudne do wytłumaczenia zjawiska, jednak raczej nie ma tu fragmentów, które mogą wywołać strach. Autorka dobrze zbudowała napięcie, które stopniowała zaczynając od opisów ponurych korytarzy i pozostałych mrocznych elementów domu na wzgórzu, by przejść do coraz to dziwniejszych i trudniejszych do wytłumaczenia zjawisk. Z powodu licznych opisów, akcja książki jest niespieszna. Opisywane wydarzenia dzieją się dość powoli, by lepiej oddać klimat obłędu oraz niedopowiedzeń.


„Nawiedzony dom na wzgórzu” to w moim odczuciu dobra powieść grozy. Nie ma tu niczego, czego bym się bała i bardzo podoba mi się klimat stworzony w tej pozycji. Jeśli lubicie niewytłumaczone zjawiska oraz otwarte zakończenia to myślę, że pozycja sprawdzi się idealnie.


Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.



środa, 17 stycznia 2018

Isaac Marion – Płonący świat

Isaac Marion – Płonący świat



Tytuł książki: Płonący świat
Oryginalny tytuł: Burning world
Autor: Isaac Marion
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 432
Data wydania: 26.10.2017















R powraca z martwych i na nowo uczy się żyć. Wszystko powoli wraca (np. zdolność mówienia, czucia, sprawność fizyczna) i w nowej rzeczywistości stara się odnaleźć za pomocą małych kroków. Jednak nie jest dane im wraz z Julie wieść spokojnego sielankowego życia. Otaczająca ich rzeczywistość zdaje się być jeszcze gorsza niż myśleli, bo to nie Martwi są ich jedynym problemem, ani głównym zagrożeniem, a bohaterowie będą zmuszeni wyruszyć w długą podróż w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Tylko czy aby na pewno je odnajdą?

„Płonący świat” to drugi tom serii o zombie. I muszę przyznać, że spodobał mi się o wiele bardziej od pierwszego. Przede wszystkim przypadło mi do gustu to, że ta część nie skupia się głównie na wątku romantycznym. W tym tomie autor zaskoczył mnie apokaliptyczną wizją świata, gdzie spustoszenie sieją źli ludzie rządni władzy, w której panuje chory system. Marion w tej książce wyszedł poza pewne ramy, w których się zamykał świat pierwszej części i pokazał czytelnikowi globalny problem.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się spodobała jest przemiana głównego bohatera. Nie od razu odzyskuje on wspomnienia, a po części zapewne nie chciałby ich odzyskać nigdy. Ale to co odkrywa przed nami autor o R to jest coś świetnego. Po pierwszej części postrzegałam go po prostu jako miłe zombie, które przechodzi przemianę i się zakuje. Jednak to, co się z nim dzieje w tej części to coś niespodziewanego. R odzyskując pamięć dokonuje również wyboru, czy jego poprzednie życie wpłynie na jego obecne zachowanie, czy będzie się kierował tymi samymi zasadami, czy się zmieni. Wielokrotnie ma okazję się wykazać i jest o wiele bardziej wyrazistą postacią niż w poprzedniej części. Autor wydobył tu trochę jego charakter, sprawił także, że R może przestać się wydawać idealny.

Muszę tu również wspomnieć o bardzo  przystępnym stylu autora. Opisując ten zniszczony świat operuje językiem lekkim, mimo tego, że przedstawia tragiczne wydarzenia, dzięki czemu całość czyta się naprawdę szybko. Ale co najważniejsze to w tej części również jest mnóstwo humoru w dialogach między bohaterami. M i Nora to mistrzowie ciętych ripost. Tę dwójkę bohaterów w tej części obdarzyłam większą sympatią niż Julie. Nie chcę zbyt wiele zdradzać z fabuły, ale wiele do niej wnieśli i wielokrotnie to oni zachowywali otwarty umysł i podejmowali te właściwe decyzje.

„Płonący świat” to bardzo udana kontynuacja. Przede wszystkim autor rozszerzył skalę problemu, który pojawił się w pierwszej części, wprowadził dużo więcej akcji, a trochę mniej wątku romantycznego oraz wykonał świetną pracę nad swoimi bohaterami. Moim zdaniem to świetna książka i warto ją przeczytać. Jedyne nad czym ubolewam to to, że nie jest jeszcze znana data wydania po polsku kolejnej części.


Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.




niedziela, 14 stycznia 2018

Hanna Greń – Uśpione królowe

Hanna Greń – Uśpione królowe




Tytuł książki: Uśpione królowe
Autor: Hanna Greń
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 448
Data wydania: 23.10.2017

















Sprzedawca Snów jest seryjnym zabójcą, który swoje ofiary zabija, co roku. Ich wybór wydaje się być przypadkowy. Poza tym, że to kobiety, policjanci nie widzą żadnych powiązań. Zabija je w sposób niezwykle brutalny i charakterystyczny - na miejscu zdarzenia zostawia pewnego rodzaju "wizytówkę".

Sprawę próbują rozwiązać nadkomisarz Konrad Procner i komisarz Marcin Cieślar. Niestety nie jest to łatwe, ponieważ mimo pozostawiania na miejscu zbrodni pewnych śladów nie udaje im się go schwytać. Śledztwo zaczyna posuwać się do przodu, kiedy mężczyźni poznają dwie kobiety – Zenę i Petrę.

Twórczość Hanny Greń polubiłam za sprawą cyklu „Polowanie na Pliszkę”. Po tamtej świetnej serii byłam bardzo ciekawa innych książek autorki. I ponownie się nie zawiodłam. Autorka rewelacyjnie łączy romans z wątkiem kryminalnym. Niczego nie jest tu za dużo, wszystko jest odpowiednio wyważone, a książkę czyta się bardzo dobrze i nie da się przy niej nudzić.

Autorka wykreowała w tej lekturze bardzo ciekawe postaci, wyraziste, z krwi i kości, które szybko zyskały moją sympatię. Każde z czwórki głównych bohaterów niesie ze sobą sporych rozmiarów bagaż doświadczeń. Hanna Greń zdecydowanie nie oszczędza postaci, które tworzy i choć większość ich przeżyć jest tragiczna i smutna to bardzo mi się podoba, że są kreowani na postacie rzeczywiste. Muszę tu również wspomnieć o bardzo fajnym lekkim stylu autorki, który sprawia, że książkę czyta się przyjemnie, a między bohaterami pojawia się mnóstwo zabawnych dialogów pełnych ciętych ripost.

Miłośnicy kryminałów mogą być trochę zawiedzeni zbyt małą ilością akcji bądź zakończeniem. Co do zakończenia to ja także chętnie przeczytałabym trochę inną jego wersję. Sięgając po tę książkę trzeba mieć świadomość, że spora jej część dotyczy jednak wątku romantycznego. Bardzo ciekawym zabiegiem było kończenie niektórych rozdziałów wpisami z pamiętnika, które przybliżały czytelnikowi dzieciństwo i młodość Sprzedawcy Snów, a także pozwoliły snuć przypuszczenia, co do motywów popełniania przez niego okrutnych zbrodni.

Jeśli lubicie połączenie romansu z kryminałem i do tego dużą dawką humoru to zdecydowanie ta książka jest dla Was. „Uśpione królowe” to przyjemna, lekka pozycja, która wciąga od samego początku. Mam nadzieję, niedługo przeczytać także kolejne tomy Cyklu Wiślańskiego.


Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.


wtorek, 2 stycznia 2018

Isaac Marion – Wiecznie żywy

Isaac Marion – Wiecznie żywy




Tytuł książki: Wiecznie żywy
Oryginalny tytuł: Warm bodies
Autor: Isaac Marion
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 308
Data wydania: 28.02.2013











Nastały czasy, kiedy ludzie zostali podzieleni na Żywych i Martwych. Z tym, że ci drudzy to zombie, które jedzą Żywych, a najchętniej zjadają ich mózgi, dzięki którym mają dostęp do wspomnień swoich ofiar. Martwi nie pamiętają swojej przeszłości, swojego imienia, a ich zdolność mówienia została mocno ograniczona do pojedynczych sylab. Martwy R spotyka na swojej drodze Julie, a ich relacja staje się czymś nietypowym w ich rzeczywistości. Nawiązują pewną więź i stają się sobie bliscy, a R staje się coraz mniej martwy. Tym samym wywołują zupełny chaos początkując coś nowego.


Dobrych kilka lat temu obejrzałam film na podstawie tej książki, na tyle dawno, żeby jednak nie pamiętać zbyt wielu szczegółów i tym razem sięgnąć lekturę. Poza tym lubię historie o zombie, rynek nie jest tym przesycony jak np. historiami o wampirach. Zaciekawiona podejściem do tematu zombie i tym, że tym razem nie są przedstawiane tylko w niekorzystnym świetle, postanowiłam nie czekać dłużej z czytaniem tej książki.

Przede wszystkim istotną rzeczą jest to, że nie zabrakło tu opisów polowań zombie. Po przeczytaniu opisu książki można się obawiać, że tego aspektu tu zabraknie. Nie brakuje tu  jednak krwawych opisów rozrywania ludzi i zjadania ich kawałków, opisów mówiących o tym, że ulubioną częścią jest mózg, czy po prostu opisów ich blizn, ran i cieknącej z nich czarnej wydzieliny zamiast krwi.

Podobała mi się więź jaka stopniowo pojawiała się pomiędzy głównymi bohaterami oraz zmiany, jakie zaszły zarówno w R jak i w Julie. Oboje się od siebie wiele nauczyli i wzajemnie o siebie dbali. Jednak na szczególne wyróżnienie zasługuje tu na pewno przemiana naszego zombie – zarówno w sposobie poruszania się, w mowie jak i w jego uczuciach. To ostatnie zostało przedstawione idealnie. R stopniowo zaczyna czuć wyrzuty sumienia, troskę o drugą osobę i wiele innych uczuć, których od dawna nie czuł.

Książkę czyta się dość szybko, bo jest napisana prostym językiem, pełnym zabawnych dialogów oraz sytuacji, ale zabrakło mi jednak trochę większej ilości akcji, więcej krwawych scen, zarówno polowań, jak i walk, czy czegokolwiek innego, co mocniej ubarwiłoby historię miłości rodzącej się pomiędzy Julie a R. Trzeba również przyznać, że książka jest dość przewidywalna.


„Wiecznie żywy” to raczej książka młodzieżowa, która łączy w sobie romans, fantastykę oraz horror. Chociaż to ostatnie to raczej z przymrużeniem oka, bo moim zdaniem nie ma tu nic strasznego – bardziej wrażliwe osoby mogą się jedynie trochę brzydzić krwawych opisów. Historia zawarta w tej książce opisuje piękne uczucie, które powinno być zakazane, a mimo tego zakochani robią, co w ich mocy, żeby zwalczyć przeszkody stojące im na drodze, a także chcą uratować świat.


Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.



sobota, 2 grudnia 2017

Hanna Greń - Światełko w tunelu

Hanna Greń - Światełko w tunelu






Tytuł książki:
Światełko w tunelu
Autor: Hanna Greń
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 320
Data wydania: 22.08.2017













Gerard wciąż nie może się pozbierać po stracie ukochanej, a jedyne co mu po niej pozostało to czarny kot o imieniu Plamka. Okazuje się jednak, że ciało znalezione w domu Kornelii to nie ona. Gdzie zatem podziewa się kobieta i dlaczego w żaden sposób nie spróbowała się z nim skontaktować? Policja wysuwa zatem prosty wniosek, że to Pliszka podpaliła dom i tym samym oskarża ją o morderstwo, ponieważ jej sytuacji nie pomaga fakt, że uciekła. Co tak naprawdę stało się z Kornelią Pliszką?

„Światełko w tunelu” to drugi tom serii „Polowanie na Pliszkę”. Po świetnym zakończeniu pierwszej części nie mogłam pozwolić, aby jej kontynuacja zbyt długo czekała na swoją kolej, bo zwyczajnie byłam zbyt ciekawa, co się dalej wydarzy. Bardzo cieszę się, że autorka tak rozwiązała kwestię z końca pierwszej części. Natomiast druga część została podzielona na 3 części. Pierwsza ukazuje nam życie Gerarda podczas nieobecności Kornelii, od momentu, kiedy myślał, że ukochana nie żyje, do jej poszukiwań. Druga wyjaśnia nam, co w tym samym czasie działo się u Pliszki oraz gdzie się podziewała. A trzecia opisuje wydarzenia, które nastąpiły po jej powrocie. Przypadł mi do gustu pomysł autorki, aby w taki sposób podzielić tę książkę, ponieważ dzięki temu czytelnik ma świadomość w takim samym stopniu, co przeżywał zarówno Gerard jak i Kornelia i jest w stanie lepiej ich zrozumieć.


W tej książce autorka ponownie starała się połączyć różne gatunki literackie, ale sięgając po tę część należy mieć świadomość, że tutaj przede wszystkim rozwinęła warstwę obyczajową, a thriller spadł na dalszy plan. Mi ta część również się bardzo spodobała, choć muszę przyznać, że momentami była bardziej przewidywalna. Mimo tego nie odebrało mi to przyjemności z lektury, ponieważ nie zabrakło także zaskakujących mnie wydarzeń.

Co do bohaterów to bardzo spodobała mi się przemiana, jaka zaszła w Gerardzie od pierwszej części. Nauczył się tego, na czym Kornelii zależało już w pierwszej części, ale wtedy jej tego nie dał – zaufania. W tej części mimo, że wszyscy inni szukali dowodów na winę kobiety, on jeden robił wszystko, cały czas mocno w to wierząc, aby udowodnić jej niewinność.

Po przeczytaniu tych dwóch książek Hanny Greń mogę śmiało stwierdzić, że jej styl jest lekki, przyjemny z dozą poczucia humoru i bardzo go polubiłam. Na pewno niedługo sięgnę po Wiślański Cykl.


„Światełko w tunelu” to udana kontynuacja „Jak kamień w wodę”. Jest to połączenie powieści obyczajowej z thrillerem. Książka jest ciekawa, mimo pewnej przewidywalności, potrafi także zaskoczyć, a także rozbawić.



Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.



piątek, 24 listopada 2017

Hanna Greń - Jak kamień w wodę

Hanna Greń - Jak kamień w wodę






Tytuł książki:
Jak kamień w wodę
Autor: Hanna Greń
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 304
Data wydania: 18.04.2017












Kornelia Pliszka od pewnego czasu otrzymuje liściki z pogróżkami. Ma jednak pewne opory przed pójściem na policję i sama siebie próbuje przekonać, że to tylko żarty. Jednak kiedy nękanie jej zaczyna przybierać również inną formę, kobieta postanawia zgłosić sprawę. Do funkcjonariuszy jest uprzedzona, ponieważ przed prawie jedenastoma laty potraktowali ją w okrutny sposób – uwierzyli opinii publicznej na jej temat, a nie jej oraz kiedy oskarżyła jednego z ich kolegów robili wszystko, aby udowodnić, że dziewczyna zmyśla. Pech chciał, że trafiła na nie przychylnego jej policjanta z przeszłości. Czy tym policja jej pomoże, a tajemnicze liściki oraz inne zdarzenia przestaną mieć miejsce?

Kornelia to bohaterka, która od razu zyskała moją sympatię. Nielubiana przez rówieśników w szkole, którzy rozpuszczali przykre dla niej plotki. Niekochana przez rodziców, którzy nie poświęcali jej uwagi, nie wspierali jej, a wręcz dawali odczuć, że jest dla nich jedynie ciężarem. Jak można się czuć będąc tak traktowanym? Nasza bohaterka mimo tych przeciwności losu nie załamała się, znalazła oddaną jej przyjaciółkę, a także zajęcie, które kocha i do którego ma niesamowity talent. Wiele osób na jej miejscu by się załamało, a ona była wycofana, trochę nieufna, ale przede wszystkim była silna i walczyła o siebie. Gerard, kiedy przestał być „dupkiem” z klapkami na oczach i po poznaniu jego przeszłości, faktu, że też nie zawsze wiodło mu się najlepiej, okazało się, że to normalny facet z krwi i kości, który potrafi być miły, zabawny i uprzejmy. Nie od razu, ale również bardzo go polubiłam.


„Jak kamień w wodę” to pierwszy tom serii „Polowanie na Pliszkę” i jest połączeniem kilku gatunków - trochę powieści obyczajowej i romansu, a trochę kryminału. Z takimi książkami bywa różnie, bo ciężko je ocenić, dla jednych może być za mało akcji, a za dużo romansu, a dla drugich wręcz odwrotnie. Mi osobiście spodobało się łączenie gatunków w tym przypadku. Podeszłam do tej książki jak do takiej z rozwiniętą w głównej mierze warstwą obyczajową i romansem natomiast z wątkiem kryminalnym w tle. Przypadło mi do gustu to jak autorka wyważyła proporcje łącząc ze sobą te rodzaje, bo dzięki temu pojawia się w niej mnóstwo różnych wydarzeń. Trochę uniesień miłosnych, kilka trupów i sporo humoru – dla mnie to połączenie, przy którym miło spędziłam czas.

Sięgając po tę książkę trzeba pamiętać, że to nie jest tylko kryminał , bo fani tego gatunku mogą być zawiedzeni. Pojawia się tu sporo trupów i nie przywiązujcie się zbytnio do bohaterów, bo jak któregoś polubicie to za chwilę może się okazać, że autorka go uśmierciła, bo nie oszczędzała w tej książce swoich bohaterów. Natomiast podczas tej lektury nie doświadczycie dreszczyku emocji typowego dla tego gatunku.

Te lektura bo przewrotna historia o tym jak wielką krzywdę mogą wyrządzić plotki i wpłynąć na życie poszkodowanej. Ponadto to także książka o poszukiwaniu przyjaźni i miłości, a także dążeniu do samospełnienia.

„Jak kamień w wodę” to ciekawa pozycja z mądrym przesłaniem łącząca w sobie kilka gatunków. Jest przy tym lekka i mi się ją czytało bardzo dobrze. A zakończenie sprawia, że druga część na pewno nie będzie czekała długo na swoją kolej.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Replika.


Copyright © 2016 Books and Cats Lover , Blogger