
Tytuł książki: Zwyczajne cuda
Autor: Agnieszka
Jeż
Wydawnictwo: Filia
Ilość
stron: 336
Data
wydania: 14.10.2020
Agnieszka Jeż w liceum uwielbiała matematyką i
fizykę, zaś na studiach filologię polską oraz filologię bałtycką. Po studiach
zamiast tylko czytać książki, przeszła do ich pisania. Jest mamą trójki dzieci,
zakochaną żoną, a także opiekunką Fifki. Kocha wycieczki, a także pracę w
ogrodzie. Nie znam jakoś dobrze twórczości Jeż, ale bardzo lubię świąteczne
powieści i chciałam sprawdzić jak ta autorka sobie poradziła w tym gatunku.
Marta jest bibliotekarką i wiedzie dość stateczne
życie. Pewnego dnia pod wpływem impulsu robi jednak coś dla siebie nietypowego –
umieszcza na tablicy ogłoszenie o poszukiwaniu mężczyzny, z którym wymieniła
się spojrzeniami na chwilę zanim jego autobus odjechał. Czy mężczyzna się do
niej odezwie? I czy kobieta się w końcu znajdzie w końcu miłość?
Książka napisana jest lekkim stylem i czyta się ją
szybko, choć przeszkadzały mi błędy w tekście, a trochę ich było, np. „Iga
chciał”, czy „Krzysztof powiedziała”. Historia ta została opowiedziana w
narracji trzecioosobowej, a wydarzenia naprzemiennie zostały przedstawione z
perspektywy Marty oraz Krzysztofa. Choć akcja rozgrywa się jesienią, w okresie przedświątecznym
to moim zdaniem mało tu było magii Świąt i lekturę tę można czytać w dowolnym
momencie, a nie tylko w grudniu. Podobało mi się nawiązanie do książek – Marta jest
bibliotekarką, a także organizatorką spotkań klubu czytelniczego. Lektura tej
książki spowodowała we mnie wyrzuty sumienia, że od kilka lat na mojej półce
wciąż stoi nieprzeczytane „Małe życie”.
Marta Miłkowska jest poukładana, wiedzie spokojne
życie, ale do pełni szczęścia brakuje jej miłości. Wydaje jej się, że kogoś
takiego spotkała, jednak była to tak krótka chwila, że nie zdążyli zamienić
słowa. I w ten sposób rozpoczyna poszukiwania swojego Hugh Granta (to
nawiązanie również przypadło mi do gustu, bo lubię tego aktora ;)). Krzysztof
jest pracoholikiem i choć spełnia się zawodowo to zazdrości otaczającym go ludziom,
którzy mają rodziny, a on czuje się samotny. Bardzo żałuję, że wątki członków
klubu czytelniczego zostały potraktowane po macoszemu. Wiem, że gdyby zostały
rozwinięte to książka byłaby o wiele grubsza, ale myślę, że cała historia wiele
by na tym zyskała.
„Zwyczajne cuda” to druga powieść świąteczna, którą
przeczytałam w tym roku. Nie jest to powieść zła, ale mnie nie zachwyciła. W moim
odczuciu zabrakło tu świątecznej aury, niektóre wątki można było rozwinąć, a
także poprawić błędy w tekście. Myślę jednak, że jeśli nie oczekujecie mocno
świątecznej historii to może Wam się ona spodobać.
Moja ocena: 5/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia.