
Tytuł
książki: Kartoteka 64
Oryginalny
tytuł: Journal 64
Autorki: Jussi Adler-Olsen
Wydawnictwo: Sonia
Draga
Ilość
stron: 440
Data
wydania: 24.05.2018
Rok 1987. Nete Hermansen planuje zemstę na osobach,
które przed laty zniszczyły jej życie. Kobieta nie ma już nic do stracenia, a jej
głównym celem jest Curt Wad. Jest on sławnym i szanowanym chirurg, głoszącym,
że dziewczęta z pewnymi skłonnościami oraz problemami należy sterylizować.
Rok 2010. Detektyw Carl Mørck z
Departamentu Q zajmuje się niewyjaśnionymi przed laty sprawami. Wraz z Assadem
oraz Rose badają tajemnicze zniknięcie z lat 80., właścicielki burdelu, Rity. Z
czasem z tym zdarzeniem łączą również kilka innych niewyjaśnionych zaginięć w
podobnym czasie.
„Departament Q” wcześniej kojarzyłam tylko z filmów,
które powstały na podstawie książek. Miałam okazję obejrzeć dwie pierwsze
części i bardzo mi się podobały, a skoro uważam, że zazwyczaj książki są lepsze
od ekranizacji to postanowiłam w końcu sięgnąć po książkę tego autora i mój
wybór padł na najnowszy czwarty tom, czyli „Kartotekę 64”.
Akcja książki została poprowadzona dwutorowo. Naprzemiennie
są przedstawiane wydarzenia w 2010 roku dotyczące postępów w śledztwie Mørcka i jego pomocników z
wydarzeniami z 1985 i 1987 roku, kiedy miały miejsce tajemnicze zniknięcia. We
fragmentach, w których jest ukazywana przeszłość są także opisane wydarzenia,
które sięgają jeszcze dalej wstecz, ponieważ wyjaśniają, co doprowadziło do
zniknięć. Muszę przyznać, że to na te wydarzenia opisujące przeszłość czekałam
w napięciu, bo zawierają mnóstwo okrutnych i poruszających rzeczy.
Narracja jest tutaj trzecioosobowa, a styl autora jest
lekki. Mimo poruszanej tematyki nie brak w książce humoru, ale to miało miejsce
głównie w dialogach pomiędzy Mørckiem,
a jego pomocnikami. Książkę czytało mi się bardzo dobrze i szybko zarówno ze
względu na przyjemny w odbiorze styl autora jak i na wciągającą treść.
Nie brakuje tu także ciekawych i barwnych postaci. O
Carlu Mørcku nie chcę się za
bardzo rozpisywać, bo jest takim typowym detektywem, który właśnie się rozwodzi
i mam wrażenie, że bez swoich wiernych pomocników nie rozwiązałby sprawy, więc
to oni mimo, że niepozorni, moim zdaniem zasługują na sporą uwagę. Rose jest
kobietą, która ma pewne problemy osobowościowe, czasami twierdzi, że jest jedną
ze swoich sióstr. Zaś Assad to skryty i tajemniczy mężczyzna, który nie dostał
się do policji w taki sposób jak każdy. W kryzysowej sytuacji okazuje się, że
jego współpracownicy nie wiele o nim wiedzą, a tymczasem on był o krok przed
nimi by rozwiązać zagadkę.
Jak wspomniałam wyżej ta książka porusza trudne
tematy, takie jak przeprowadzanie nielegalnych aborcji oraz sterylizacji.
Kobiety często nie były świadome tego jak okrutny zabieg właśnie przeprowadza
im lekarz. A robili to ponieważ wierzyli, że ludzkość dzieli się na ludzi i
podludzi, przy czym Ci drudzy nie powinni się rozmnażać i dalej przekazywać
swoich złych genów. Brzmi okropnie i jakby opisywało średniowiecze, tymczasem w
książce takie sytuacje mają miejsce w XX wieku. Jakby tego było mało, zsyłali
biedne i w większości zdrowe kobiety do miejsca nazywanego Sprogø. Nie było to, ani więzienie, ani szpital dla umysłowo
chorych, więc wydostanie się z tego miejsca było prawie niemożliwe i zawsze
kończyło się nieodwracalną zmianą w życiu danej kobiety.
„Kartoteka 64” to świetny kryminał! Mimo, że autor już
na początku zdradza nam, kto stoi za zaginięciami to wydarzenia opisujące ich
przyczynę oraz postępujące po latach śledztwo, były dla mnie wciągające.
Kolejną zaletą tej książki jest poruszenie trudnego tematu tabu, pełnego okrucieństwa.
Polecam!
Moja ocena: 8/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.