
Tytuł
książki: Siostra Księżyca
Oryginalny
tytuł: The moon sister
Autor: Lucinda
Riley
Wydawnictwo: Albatros
Ilość
stron: 578
Data
premiery: 13.02.2019
Tiggy po śmierci ojca podejmuje pracę w posiadłości
Kinnaird, która ma polegać na zasiedleniu dzikich kotów, a w przyszłości także
innych gatunków zwierząt. Na miejscu spotyka mieszkańca majątku, który jest
Cyganem. Dawno temu przepowiedziano mu, że kobieta do niego przybędzie, a on
wskaże jej drogę do poznania swoich korzeni. I w ten sposób Tajgete poznaje
losy swojej babci Lucii Albaycin – La Candela. Czego dowie się o swojej
przeszłości? Czy zechce zostać ze swoją prawdziwą rodziną, czy wybierze nową
pracę?
Lucinda Riley swoją pierwszą powieść napisała w
wieku dwudziestu czterech lata. Napisała ją w oparciu o swoje aktorskie
doświadczenia i nosi ona tytuł „Lovers and Players”. Potem napisała jeszcze
kilka powieści pod pseudonimem Lucinda Edmonds, ale na czas wychowywania
czwórki dzieci zawiesiła swoją karierę pisarską. Powróciła do niej w 2010 roku
wydając „Dom orchidei”. Chyba przy każdej recenzji książek tej autorki
wspominam, że jest ona moją ulubioną autorką powieści obyczajowych, a jej pióro
chyba nigdy mi się nie znudzi!
„Siostra Księżyca” to piąty tom serii o siedmiu
siostrach. Teoretycznie każda część opisuje dzieje kolejnej siostry, jednak
pojawiają się pewne wątki (jak np. tajemnicza śmierć Pa Salta, które moim
zdaniem sprawiają, że lepiej czytać tę serię we właściwej kolejności. Znając
już twórczość Riley wiedziałam, czego się spodziewać. Podobnie jak w
poprzednich częściach historia została opowiedziana dwutorowo. Wydarzenia
teraźniejsze opowiadają o Tajgete i przeplatają się z początkiem XX wieku,
gdzie poznajemy jej babcię Lucię.
Podobał mi się kontrast, jaki autorka utworzyła
pomiędzy tymi dwoma bohaterkami. Tiggy jest spokojna, uduchowiona, a także jest
miłośniczką natury i żyje w zimowej Szkocji. Zaś Lucia jest kobietą, która za
wszelką cenę dąży do spełnienia swoich marzeń oraz mieszka w gorącej Hiszpanii.
Jest wulkanem energii, bywała buńczuczna i dzięki temu jeszcze jako dziecko, bo
w wieku dziesięciu lat podbijała serca publiczności. Stała się znaną na całym
świecie tancerką flamenco. Jednak jej droga do sukcesu nie była usłana różami.
Były to czasy wojny domowej w Hiszpanii, a ona sama wywodziła się z ubogiej
rodziny Cyganów w Sacramento.
Twórczość Lucindy Riley za każdym razem ujmuje mnie
świetnymi opisami, które sprawiają, że niemal czuję jakbym dane wydarzenia
przeżywała razem z bohaterami lub razem z nimi była w jakimś miejscu. Choć w
Hiszpanii byłam tylko raz i dość krótko to wydaje mi się, że autorka
perfekcyjnie oddała klimat tego miejsca, ale i życia w tamtych czasach.
Przybliżyła tutaj czytelnikom również kulturę hiszpańskich Romów, którzy
musieli sobie radzić, np. z dyskryminacją. Niczego nie upiększa, wszystko, co
przedstawia wydaje mi się takie rzeczywiste. Może jedynie poza wątkiem z
przewidywaniem przyszłości, czy rozmowami z duchami przodków.
Podsumowując, czytajcie książki Riley! Są świetne!
Zawierają malownicze opisy miejsc przenosząc czytelnika w świat bohaterów oraz
wciągającą i poruszającą fabułę. Wciągają od samego początku i ciężko się od
nich oderwać dopóki nie pozna się zakończenia.
Moja ocena: 8/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.