
Tytuł
książki: Muza Koszmarów
Oryginalny
tytuł: Muse of Nightmares
Autor: Laini
Taylor
Wydawnictwo: SQN
Ilość
stron: 480
Data
wydania: 27.02.2019
Akcja rozpoczyna się w miejscu, w którym skończyła
się pierwsza część. Lazlo i Sarai nie są już tym, kim byli. Chłopak musi
dokonać niemożliwego wyboru – uratować ukochaną kosztem tysięcy mieszkańców
Szlochu, czy poświęcić jej życia dla dobra większości. Losy mieszkańców stoją
pod znakiem zapytania, a wojna wydaje się być nieunikniona. Jak wybrną z tego
bohaterowie? I czy wyjdą z tego cali?
„Muza Koszmarów” to drugi tom serii „Strange the
Dreamer”. Obie książki przykuwają uwagę swoimi przepięknymi okładkami, ale
treść jest równie interesująca. Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się poznać
tę serię dopiero niedawno i przeczytać drugą część od razu po pierwszej. „Marzyciel”
skończył się w taki sposób, że gdybym go przeczytała od razu po premierze to
nie wiem jak wytrzymałabym z tymi wszystkimi pytaniami pozostawionymi bez
odpowiedzi blisko rok do premiery kolejnego tomu.
Ponownie jestem pod wrażeniem przepięknego języka,
jakim posługuje się Taylor. Chociażby ze względu na to warto poznać tę serię,
bo jest niezwykle barwny i magiczny. Wydarzenia dotyczące Lazlo i Sarai
przeplatają się z rozdziałami opowiadającymi historie nowych postaci – sióstr Kory
i Novy. Początkowo może być ciężko zrozumieć, po co te postaci zostały
wplecione do fabuły, ale im dalej, tym więcej informacji o nich otrzymujemy i
sprawa staje się jaśniejsza.
W „Muzie Koszmarów” autorka stopniowo wyjaśnia
kwestie, które intrygowały czytelnika od pierwszego tomu. Otrzymujemy tu więcej
informacji o pochodzeniu bogów, o tym co się działo z ich dziećmi, o krążącej
Zjawie nad cytadelą, a także o przeszłości Erila-Fane’a. Mam wrażenie, że przez
to akcja książki trochę zwolniła i ta część nie wywarła na mnie aż takiego jak
pierwsza. Oczekiwałam czegoś więcej, a ta książka jest na dość podobnym poziomie
do poprzedniej. Przedstawiane wydarzenia były ciekawe, ale spodziewałam się
większej dynamiki oraz większego zaskoczenia, a w „Marzycielu” Taylor postawiła
sobie poprzeczkę wysoko.
Pojawiają się tu bohaterowie, których znamy, ale i
nowi istotni dla całej historii, takie jak wyżej wspomniane Kora i Nova.
Czytelnik może tu zaobserwować przemianę Sarai, ponieważ odkrywa się ona tu na
nowo. Niestety skoro jestem przy bohaterach to muszę wspomnieć, o tym, że tutaj
także mnie coś rozczarowało. Niestety Lazlo został zepchnięty na dalszy plan i
stał się postacią drugoplanową, nad czym ubolewam. Na jego niekorzyść
podziałało również dalsze rozwinięcie wątku romantycznego. Wolałabym, żeby było
go mniej, a więcej samej fantastyki i akcji.
„Muza Koszmarów” podobała mi się, choć oceniam ją
trochę gorzej niż pierwszy tom. Bohaterowie na swojej drodze spotykają przeszkody
i niebezpieczeństwa, którym muszą stawić czoło, ale nie do końca przypadło mi
do gustu zepchnięcie Lazlo na boczny tor oraz tak duża rola wątku
romantycznego. Mimo tego książkę oceniam dobrze, ponieważ autorka posługuje się
fantastycznym językiem, a to co przygotowała dla swoich bohaterów było dla mnie
ciekawe.
Moja ocena: 7/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu SQN.