
Tytuł
książki: Tkanki
Oryginalny
tytuł: Tkanki
Autor: Dominika
van Eijkelenborg
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość
stron: 448
Data
wydania: 16.02.2018
Evi Brouwer od dziecka choruje na poważną chorobę
serca. Teraz będąc nastolatką choroba postępuje i dziewczyna, aby dalej żyć
pilnie potrzebuje przeszczepu serca. Długie oczekiwania wykańczają psychicznie
jej rodziców i doprowadzają na skraj załamania. Kiedy powoli zaczynają tracić
nadzieję, okazuje się, że jest serce, które można przeszczepić Evi. Wkrótce po
przeszczepie z nastolatką zaczynają dziać się dziwne rzeczy.
Po przeczytaniu opisu książki oraz informacji, że to
thriller byłam zachwycona i książka od razu znalazła się na mojej liście do
przeczytania. Bardzo zaciekawił mnie temat poruszony w tej pozycji, czyli pamięć
tkankowa. Nie jest to często poruszana w książkach kwestia, a przynajmniej ja
takiej jeszcze nie czytałam, więc spodziewałam się czegoś ciekawego i intygującego.
Uznałam, że pomysł jest naprawdę dobry i to będzie bardzo dobra lektura.
Historia opisywana w tej książce jest z perspektywy
czterech osób – Evi, Chantal, czyli matki głównej bohaterki, Finna, czyli brata
dziewczyny, od której nastolatka otrzymała narząd oraz Sandera, czyli chłopaka
zmarłej. Zwykle lubię zabieg, kiedy dane wydarzenia autor przedstawia z
perspektywy kilku osób. Moim zdaniem najczęściej się to sprawdza w romansach,
kiedy bohaterowie mijają się w pewnych wydarzeniach – lubię wtedy wiedzieć,
czym się kierowali i dlaczego postąpili tak, a nie inaczej. Zakładam, że tutaj
taka narracja również miała na celu pozwolenie czytelnikowi na poznanie
wydarzeń z każdej strony, jednak w tym wypadku mi się to nie podobało. Co
innego czytać o danej sytuacji od strony dwóch osób, a co innego cztery razy.
To już trochę za dużo i zwyczajnie było to dla mnie nużące.
Nie przypadł mi do gustu również styl autorki. Jest to
kwestią dość indywidualną, ale ja wolę krótkie rozdziały. Tutaj jednak
spotykamy się ze zbitym tekstem oddzielonym, co jakiś czas imieniem i
nazwiskiem, kiedy wydarzenia są przedstawiane z perspektywy innego bohatera.
Dla mnie styl autorki nie jest lekki i męczyłam tę książkę okropnie długo. Czytało
mi się ją bardzo źle, a to również za sprawą tego, że występuje w niej mnóstwo
opisów i minimalna ilość dialogów.
Wrócę jeszcze na chwilę do pomysłu na fabułę i
wykorzystania motywu pamięci tkankowej. Jak pisałam wyżej wydało mi się to
ciekawe i wykorzystane należycie mogło wprowadzić odpowiednie napięcie, czy
nawet grozę do tej pozycji. Jednak uważam, że ten pomysł został tutaj
niewykorzystany w należyty sposób. Zachowanie głównej bohaterki po przeszczepie
zaczyna się zmieniać i potencjał tej zmiany moim zdaniem został zmarnowany. Evi
zaczyna kupować bardziej krzykliwe ubrania, po powrocie ze szpitala kot omija
ją szerokim łukiem, a ona po prostu zaczyna się zachowywać jak rozpuszczona
nastolatka, która w końcu ma szansę przejść okres buntu i nie szanuje możliwości,
którą otrzymała od życia. Wiem, że chodziło o to, że zaczęła swoimi czynami
przypominać dawcę organu, ale tu zwyczajnie też coś poszło nie tak.
Gwoździem do trumny, który przypieczętował moją niską
ocenę „Tkanek” jest fakt, że ta książka jest zapowiadana jako „wciągający
thriller”. Niestety, ani jedno, ani drugie nie jest prawdą. Największym
rozczarowaniem jest dla mnie fakt, że to nie jest thriller, a sięgając po tę
pozycję spodziewałam się właśnie tego, bo w opisie pozycji jest umieszczona
taka informacja. Ta książka nie zawiera typowych elementów dla tego gatunku.
Nie było tu dla mnie żadnego napięcia, a akcja książki wlecze się
niemiłosiernie. Pierwszy raz miałam taki problem, żeby dokończyć książkę.
Podsumowując „Tkanki” to w moim odczuciu książka słaba
i jak na razie najgorsza przeczytana przeze mnie pozycja w tym roku. Chciałabym
na gorszą już nie trafić, bo nie chcę się kolejny raz tak męczyć podczas jej
lektury. Nie zmienia to faktu, że jeśli sięgając po tę pozycję z wiedzą, że to
nie jest thriller i lubi się taki styl jak wyżej opisałam to pozycja może się
spodobać i szanuję to. Ja jednak jej nie polecam.
Moja opinia: 3/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.