
Tytuł
książki: Liga (nie)złych mam. Egoistki z wyboru
Oryginalny
tytuł: The good mother myth
Autor: Avital
Norman Nathman
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość
stron: 384
Data
wydania: 29.01.2018
Ta książka to zbiór
esejów z życia różnych matek. Większość kobiet jeszcze będąc bardzo młodymi
planuje zostać matką, a także ile będzie miała dzieci. Każdy zawsze wyobraża
sobie ogromne szczęście oraz radość z posiadania potomstwa i choć nie miałam
okazji jeszcze się o tym przekonać to wierzę, że tak jest. Ale nic nie jest
idealne, tak jak nie jest tylko białe, lub tylko czarne. Tak więc macierzyństwo
również posiada drugą stronę medalu.
Wszystko, co tu napiszę
jest widziane oczami młodej kobiety, która macierzyństwo ma jeszcze przed sobą.
Bycie rodzicem to z pewnością ogromna radość i duma, ale także chwile
zwątpienia i słabości. I to głównie o tych drugich możemy przeczytać w tej
książce. Trochę uogólnię, bo uważam, że to nie dotyczy tylko matki – bycie rodzicem
to naprawdę ciężka praca przez 24 godziny na dobę. Nie można od tego odpocząć,
bo nawet jeśli się, gdzieś wychodzi lub wyjeżdża bez dzieci to prędzej, czy
później myślami na pewno jest się z nimi.
Historie opisane w tej
książce wydarzyły się naprawdę. Każdy esej ma inną autorkę, a na ostatnich
stronach tej pozycji znajdziemy krótkie notki o każdej z nich. Uważam, że
zamieszczenie tych informacji jest fajnym zabiegiem, bo dzięki temu czytelnik
zauważy, że te kobiety to zwyczajne i realne osoby, które wiodą takie samo
życie jak każdy i że opisywane przez nie sytuacje mogą spotkać każdego. Być
może czytelnik będzie mógł się nawet utożsamić z którąś z bohaterek, bo
spotkało go coś podobnego.
Teksty umieszczone w
tej książce są historiami bardzo różnych kobiet. Dzieli je wiele, ale łączy
jedno – bycie matką. Znajdziemy tu losy matki bliźniąt, matki czarnoskórej,
matki adopcyjnej, matki, która poroniła, matki, która miała ograniczone prawa rodzicielskie,
matki będącej lesbijką, a także matki transseksualistki.
Najbardziej poruszyła
mnie opowieść matki, do której dzieci dawniej zwracały się „tato”. Zmiana płci
musiała być trudnym tematem i niełatwym przeżyciem, ale to jak wpłynęło to na
relację tej matki z jej dziećmi to coś smutnego. Drugą historią, która wydała
mi się dość wzruszająca, była ta o matce, której decyzją sądu dzieci
zamieszkały z ojcem. To jak nie poddała się i dzielnie radziła sobie z tą przeciwnością
losu jest godne podziwu.
„Liga (nie)złych mam
porusza przede wszystkim ważny temat jakim jest mit idealnej matki. Coś takiego
po prostu nie istnieje. Każda mama popełnia błędy, a jedyne co można robić to
starać się wychować dziecko najlepiej jak się da. Zawsze będą wzloty i upadki,
chwile radości i słabości – ale takie już jest macierzyństwo. Jest również
jedna historia, która szczególnie zapadła mi w pamięci, w której matka bliźniąt
spotyka się z matką trojaczków. Uważam, że idealnie pokazywała to, że matki nie
powinny się ze sobą porównywać, przechwalać, wzajemnie się oceniać, czy ze sobą
rywalizować. To o swoje dziecko trzeba się troszczyć i dla niego być najlepszą
mamą jaką tylko się potrafi, a nie być najlepszą mamą w oczach innej mamy.
Myślę, ze ta książka
przede wszystkim ma być pokrzepiająca dla innych matek, aby wiedziały, ze nie są
osamotnione ze swoimi rodzicielskimi problemami. Ale oprócz tego, uważam
również, że jest to świetna lektura dla kobiet, które w przyszłości planują
zostać matką. Media kreują głównie piękno macierzyństwa i moim zdaniem brakuje trochę
pokazywania także tej drugiej jego strony, która jest zawarta właśnie w tej
pozycji oraz, że takie sytuacje zdarzają się wielu kobietom.
Moja ocena: 7/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.