Tytuł książki: Dance, sing, love. Miłosny układ
Autor: Layla
Wheldon
Wydawnictwo: Editio
Red
Ilość
stron: 528
Premiera: 17 sierpnia 2017
Livia Innocenti pracuje jako tancerka. Poznajemy ją
w momencie, kiedy razem z zespołem mają wystąpić podczas trasy koncertowej
gwiazdy popu - Jamesa Sheridana. Sława uderzyła piosenkarzowi do głowy,
ponieważ wywyższa się, nie znosi sprzeciwu i okazuje wielu osobom totalny brak
szacunku, czy nawet zainteresowania. Między tą dwójką od początku dochodzi do
zgrzytów, ale ich współpraca jest nieunikniona, ponieważ choreografia została
ułożona tak, że często tańczą w duecie. Czy jednak sytuacja się zmieni i uda im
się dojść do porozumienia?
Bardzo się ucieszyłam na możliwość przeczytania tej
książki, ponieważ do tej pory miałam okazję tylko oglądać filmy o takiej
tematyce i chciałam się przekonać, czy książka spodoba mi się tak samo, a może
nawet bardziej. „Miłosny układ” to książka o tańcu, śpiewaniu i pasji.
Spodobało mi się, że było w książce tego tak dużo. Praca tancerza wiąże się z
wieloma wyrzeczeniami i wydaje mi się, że zostało to bardzo dobrze ujęte.
Długie godziny morderczych treningów, częste podróże, ale przede wszystkim
radość ze spełniania swojej pasji.
Sama historia wydaje się być banalna, dwójka ludzi z
początku darząca się niechęcią, wydarzenie, które to odmienia, i tak dalej ;)
nie będę zdradzać więcej. Jednak lekki sposób, w jaki została napisana ta
historia oraz, że jest to przeplatane dużą ilością tańca i muzyki, sprawił że
książka dla mnie nie była nużąca i mimo pewnej przewidywalności chciałam ją
czytać dalej i czytało mi się ją bardzo dobrze.
To, co mi się nie podobało to podejście bohaterów do
kwestii częstej zmiany partnerów i współżycia. Może jestem staroświecka, ale
moim zdaniem ich podejście do tego było zbyt luźne i przez to momentami mnie
irytowali. Drugą rzeczą, która mi się nie spodobała to to, że prawie przy
każdym spotkaniu pojawiało się mnóstwo alkoholu, wszystko jest dla ludzi i może
to wynikało z tego, jaki tryb życia prowadzą bohaterowie, ale moim zdaniem było
tego trochę za dużo.
Sięgając po tę książkę o autorce nie wiedziałam
prawie nic, poza tym, że jej debiutancka książka osiągnęła rekordową liczbę
odsłon na Wattpadzie. Bohaterowie książki dużo podróżują i w trakcie czytania zdziwiłam
się na kilka wzmianek akurat o Polsce, ale było to pozytywne zaskoczenie. Jakie
było moje zdziwienie, kiedy doszłam do końca książka i przeczytałam, że Layla
Wheldon to pseudonim polskiej autorki Sandry Sotomskiej!
„Miłosny układ” to lekka, przyjemna książka. O ile
wątek miłosny wydawał się banalny i nie było tu nagłych zwrotów akcji to
wszystkie opisy związane z pasjami głównych bohaterów sprawiły, że książka była
dużo ciekawsza. Warto też wspomnieć o zakończeniu – myślałam, że na ostatnich
stronach książki nic mnie nie zaskoczy i historia potoczy się tak jak każdy
zapewne się spodziewał, ale TO zakończenie to było naprawdę coś dobrego i chcę
już kolejną część!
Moja
ocena: 7/10
Uwielbiam tę książkę 😍 Ja jestem jedną z tych milionowych czytelniczek z wattpada. Pokochałam tę historię od samego początku. A zakończenie, wszyscy się nim zachwycają i chcą więcej. A ja już wiem co będzie dalej. Mimo to, książka koniecznie zagości na mojej półce, bo ją po prostu kocham 😍
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Kredziarecenzuje.blogspot.com
Mi pozostaje czekać na kolejną część, aby się dowiedzieć jak dalej potoczą się losy bohaterów :)
Usuń