Tytuł
książki: Kredziarz
Oryginalny tytuł: The chalk man
Autor: C.J. Tudor
Wydawnictwo: Czarna
owca
Ilość
stron: 384
Data
premiery: 28.02.2018
Rok 1986. Małe angielskie miasteczko i piątka 12-letnich
dzieci. Eddie, Hoppo, Gruby Gave, Mickey Metal i Nicky. Ich dzieciństwo
wypełniają typowe zabawy dla tamtych czasów – jazda na rowerze, zabawa na placu
zabaw, budowanie szałasu. Pewnego dnia do ich codziennych zajęć dochodzi
również malowanie kredą – którą szczególnie sobie upodobali, bo za pomocą
kolorów i odpowiednich rysunków przekazywali sobie wzajemnie wiadomości,
których nikt poza nimi nie umiałby odczytać. Kiedy rozpoczynali tę zabawę nie
mieli jednak świadomości, że doprowadzi ich ona do zwłok.
Rok 2016. Po trzydziestu latach od tragicznych
wydarzeń dorośli już przyjaciele otrzymują tajemnicze wiadomości z kredą w
kopercie oraz rysunkiem na kartce. Początkowo się tym nie przejmują, jednak
kiedy jeden z nich ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, dociera do nich, że
to nie żart i ponownie roztrząsają przeszłość.
Kiedy otrzymałam propozycję przeczytania tej
książki, nie wahałam się, ani przez chwilę. Lubię małe zamknięte społeczności i
niewyjaśnione tajemnice z przed lat. Wiem, że nie jest to nic oryginalnego, ale
ujęte w odpowiedni sposób, może nadać naprawdę dobry klimat książce i tutaj
dokładnie tak jest.
Podobało mi się to jak zostali wykreowani bohaterowie.
Autorka świetnie ich stworzyła, zarówno kiedy opisywała ich jako dzieci jak i
dorosłych. W swoich zachowaniach wydawali mi się bardzo realni, nie
przerysowani, z mnóstwem wad. Zdarzały im się sprzeczki, docinki, czy jakieś
inne sytuacje, w których po prostu zachowywali się dość naturalnie.
Wydarzenia opisywane w książce poznajemy z
perspektywy Eddiego. W „Kredziarzu” pojawiają się liczne retrospekcje – przez większą
część rozdziały się przeplatają wydarzeniami z teraźniejszości z tymi z
przeszłości. Zazwyczaj lubię ten zabieg, bo powinien dodawać jeszcze większej
tajemniczości i grozy całej pozycji, jednak tutaj przez ponad połowę książki
czułam się znużona. Niby pojawiły się jakieś niewiadome, ale nie zostało to opisane
w porywający mnie sposób. Zdecydowanie brakowało mi tu czegoś, co od samego
początku nie pozwoliłoby mi odłożyć książki dopóki nie poznam jej zakończenia.
W tej książce pojawia się naprawdę wiele
niewiadomych i tajemnic. Bohaterowie po latach muszą stawić czoła swoim demonom
przeszłości i podejmują próbę rozwiązania zagadek. Muszę przyznać, że kiedy
przebrnęłam przez tę część, która mnie nużyła, zrobiło się bardzo ciekawie.
Zakończenie jest zaskakujące i wynagrodziło mi początkowe znudzenie przy tej
lekturze. Myślę, że słowa, które powiedział Eddiemu jego tata i są przytaczane,
w książce kilka razy najlepiej oddają to, co powinno się wziąć pod uwagę
sięgając po tę pozycję:
„Niczego
nie zakładaj. Podawaj wszystko w wątpliwość. Odrzucaj to, co wydaje się
oczywiste.”
Jeśli lubicie klimat zamkniętej, niewielkiej społeczności
oraz wydarzeń, które doganiają bohaterów po wielu latach, aby prawda wyszła na
jaw i jednocześnie nie przeszkadza Wam początkowy brak napięcia oraz powolny
rozwój wydarzeń to jest to pozycja dla Was i nie będziecie zawiedzeni.
Moja
ocena: 6/10
Za przedpremierowy egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca oraz Business And Culture.
Dziś wieczorem na moim blogu również pojawi się recenzja tej książki. Serdecznie zapraszam, aby zbyt wiele nie zdradzić, powiem tylko, że mam troszeczkę inne odczucia. :)
OdpowiedzUsuńNa pewno sprawdzę :)
UsuńRóżne opinie słyszałam o tej książce i chcę ją przeczytać żeby wyrobić sobie własne zdanie. ;)
OdpowiedzUsuńJasne, tak zawsze jest najlepiej :)
Usuń