wtorek, 29 maja 2018

[Przedpremierowo] Ker Dukey & K. Webster – Skradzione laleczki

[Przedpremierowo] Ker Dukey & K. Webster – Skradzione laleczki

Tytuł książki: Skradzione laleczki
Oryginalny tytuł: Pretty stollen dolls
Autorki: Key Dukey, K. Webster
Wydawnictwo: NieZwykłe
Ilość stron: 250
Data premiery: 30.05.2018


Kiedy Jade miała czternaście lat, a jej siostra Macy dziewięć, zostały uprowadzone z pchlego targu. Dziewczynki były więzione przez okrutnego mężczyznę imieniem Benny. Warunki w jakich je trzymał były okropne, jednak zdecydowanie gorsze były tortury, jakim je poddawał. Po czterech latach Jade udaje się uciec, ale nie mogła zabrać ze sobą siostry. Obiecała sobie wtedy, że wróci po nią. Obecnie po dwunastu latach od tych wydarzeń kobieta pracuje w policji. Każdą wolną chwilę spędza w pracy wciąż nie tracąc nadziei i szukając nowych tropów, które doprowadzą ją do siostry. Najnowsza sprawa, którą się zajmuje wydaje jej się przypominać wydarzenia z przeszłości i uważa, że jej oprawca powrócił.

Nie znałam do tej pory twórczości autorek, więc kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej książce. Opis mnie bardzo zaciekawił i po jego przeczytaniu liczyłam na lekturę mroczną i wciągającą. Czy tak było?

Zacznę od tego, że kiedy otrzymałam książkę i zobaczyłam jak dla mnie dość niewielką ilość stron, obawiałam się, że potencjał nie zostanie wykorzystany i że temat zostanie potraktowany po macoszemu. Z przyjemnością przyznaję, że się myliłam. Ta książka zawiera mnóstwo drastycznych i brutalnych opisów tortur zarówno psychicznych jak i fizycznych. Myślę, że z tego powodu nie jest to książka dla każdego, ale dobrym pomysłem było umieszczenie takiej informacji na samym początku książki. Jednak osoby lubiące mocne wrażenia i miłośnicy gatunku z pewnością będą zadowoleni.

Mimo poruszanej naprawdę ciężkiej tematyki takiej jak porwanie, przemoc, trauma i zmaganie się z demonami przeszłości, książkę czyta się szybko. A to dlatego, że książka naprawdę wciąga i nie da się jej odłożyć dopóki nie pozna się zakończenia, a kiedy już się je pozna to natychmiast będzie się chciało sięgnąć po kolejną część! Mimo tego, że w tej książce głównym wątkiem jest wątek kryminalny to znajdziemy tu również bardzo dużo scen erotycznych. Dla mnie było ich trochę zbyt dużo.

Jade Phillips jest bohaterką z krwi i kości i bardzo ją polubiłam oraz współczułam z powodu tego co przeżyła. Mimo czterech lat życia w „piekle” potrafiła zawalczyć o swoją przyszłość i została policjantką. Była bardzo zdeterminowana i nigdy nie przestała poszukiwać siostry. Uważam, że autorki całkiem nieźle poradziły sobie w ujęciu psychologicznym z tą postacią, bo jednak nie da się wymazać z pamięci tego, co przeżyła ta kobieta. Miewa koszmary, trudności z nawiązaniem bliższej relacji z mężczyzną, czy nawet z własnymi rodzicami. Pierwszoosobowa narracja ułatwia czytelnikowi zrozumienie odczuć głównej bohaterki.

„Skradzione laleczki” to książka mroczna, pełna przemocy i wciągająca. Jest to książka mocna, momentami szokująca, z pewnością nie dla ludzi o słabych nerwach. Mi jednak bardzo się podobała i wyczekuję kolejnej części.


Moja ocena: 7/10


Za przedpremierowy egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu.




niedziela, 27 maja 2018

Aleksandra Polak – Perłowa dama

Aleksandra Polak – Perłowa dama

Tytuł książki: Perłowa dama
Autor: Aleksandra Polak
Wydawnictwo: Czwarta strona
Ilość stron: 456
Data wydania: 18.04.2018


Alicja walczy o przetrwanie w mrocznych podziemiach Hadesu, gdzie w każdym kącie czyha niebezpieczeństwo. Dziewczyna wierzy, że członkowie Circus Lumos ją uratują, jednak sama również stara się wydostać z tarapatów i aby tego dokonać zjednuje sobie Tristana. Udaje jej się uciec, ale na tym nie kończą się jej przygody. Z Hadesu wyniosła pewną wiedzę i wierzy, że uda jej się złamać klątwę ciążącą nad jej ukochanym oraz jego bratem bliźniakiem. Jak niebezpieczna będzie to droga i czy uda jej się osiągnąć cel?

„Perłowa dama” to drugi tom serii Circus Lumos. Zarówno obiecujące zapowiedzi z tyłu jak i przepiękne okładki przyciągają i sprawiają, że chce się sięgnąć po te książki. Do pierwszej części miałam kilka zastrzeżeń. Książka wydała mi się zawierać za mało magii, za mało cyrku, a ponadto dało się tam odszukać inspirację pewną inną serią. Miałam jednak na uwadze, że to debiut, a także świetne zakończenie pierwszej części, więc byłam pewna, że dam autorce jeszcze szansę. Czy tym razem było lepiej?

Zacznę od bohaterów. Autorka o wiele lepiej dopracowała postaci w tej części. Alicja w pierwszym tomie była trochę irytująca – wiecznie niezdecydowana, biedna dziewczyna, którą trzeba było ratować z opresji. Tutaj natomiast zachodzi sporą przemianę. Zdana tylko na siebie pokazuje siłę i wolę walki. Nie brak jej także pomysłów, odwagi, bo w końcu podjęła spore ryzyko, aby uciec z Hadesu. Jednak po przeczytaniu tej części najwięcej mogłabym pisać o Tristanie, ale nie mogę tego zrobić, bo niechcący mogłabym zdradzić zbyt wiele. Był dla mnie tu najciekawszą postacią – i co z tego, że zrobił tyle złych rzeczy? Ale nie tylko złe, więc wydał mi się o wiele bardziej intrygującą postacią niż np. jego brat Hadrian. Podobało mi się w tej części także to, że członkowie Circus Lumos czyniący dobro, mają jednak pewne sekrety, które po wyjściu na jaw są źródłem konfliktów.


O poprzedniej części pisałam, że przez jakieś pierwszych 200 stron było trochę nudno, bo były to opisy codzienności głównej bohaterki. W tej części natomiast od samego początku dzieje się wiele i jest tak do samego końca, akcja ze strony na stronę przyspiesza i nie ma tu miejsca na nudę. Książka od samego początku wciąga i ciężko ją odłożyć dopóki nie pozna się zakończenia. Bardzo się cieszę, że dałam autorce drugą szansę, bo dzięki temu miałam okazję zobaczyć jak dużą pracę wykonała, a także wyczekuję kolejnego tomu. Jedyne co najbardziej mnie raziło w tej części to ponownie widoczna inspiracja innymi książkami, np. ucieczka Alicji z Hadesu przypominała mi ucieczkę z jednej z książek o pewnym czarodzieju.

Bardzo mi się podobał pomysł wykorzystania motywu cyrku. Ja nieczęsto spotykam się z tym motywem w książkach. Jednak do „Króla Kier” miałam zastrzeżenia, że ten motyw nie został należycie wykorzystany. Był w tym pomyśle potencjał, ale zabrakło mi opisów wyczynów cyrkowych. W tej części natomiast tych opisów nie brakuje – jest ich całkiem sporo, są magiczne, wyjątkowe i bardzo mi się podobało to jak autorkę poniosła przy tym wyobraźnia, bo te występy zdecydowanie różnią się od tego, co my możemy zobaczyć idąc do cyrku.

„Perłowa dama” to bardzo udana kontynuacja. Jeśli pierwsza część Was zraziła to warto dać szansę drugiej, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie, a może nawet będziecie zachwyceni. Tutaj na bohaterów spotyka o wiele więcej przygód,  niebezpieczeństw, a także jest o wiele więcej magii.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.





czwartek, 24 maja 2018

Hideo Yokoyama - Sześć cztery

Hideo Yokoyama - Sześć cztery

Tytuł książki: Sześć cztery
Autor: Hideo Yokoyama
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 748
Data wydania: 23.05.2018


W styczniu 1989 roku zrozpaczeni rodzice przez pięć dni wykonywali polecenia bezlitosnego porywacza ich siedmioletniej córki. Niestety sprawa skończyła się tragicznie – nie zobaczyli swojej córki żywej, a sprawcy nigdy nie schwytano. W grudniu 2002 roku policjant Yoshinobu Mikami od trzech miesięcy bezskutecznie poszukuje swojej nastoletniej córki, która zaginęła, w pracy jednak pochłaniają go przygotowania do wizyty komisarza generalnego policji. Wizyta ta została zaplanowana w związku z porwaniem sprzed prawie czternastu lat. Czy na rok przed przedawnieniem uda im się wymierzyć sprawiedliwość?

Hideo Yokoyama jest japońskim pisarzem, wielokrotnie nagradzanym za swoje powieści kryminalne oraz opowiadania. Część z nich została zekranizowana. Autor ten jest dwukrotnym laureatem Kono Mystery ga Sugoi! – wyróżnienia za najlepszą powieść w kategorii mystery fiction. „Sześć cztery” to powieść zapowiadana jako japońskie „Millennium”. Czy to porównanie jest słuszne? Moim zdaniem nie do końca powinno się używać tego sformułowania, uważam je po prostu za nietrafione. Nie ujmuje to jednak niczego tej książce, ponieważ w ciągu zaledwie sześciu dni sprzedano 1 000 000 egzemplarzy, stała się bestsellerem w Japonii, została obsypana literackimi nagrodami, a także przeniesiona na mały i duży ekran.

Sięgając po tę książkę trzeba mieć świadomość tego, że obszerność tej pozycji ma związek z tym, że akcja jest dość powolna i rozwija się stopniowo. Napięcie zostało tu dobrze zbudowane, ale zwolennicy szybkich i częstych zwrotów akcji nie będą zachwyceni tą lekturą. Mi jednak przypadło do gustu to jak autor szczegółowo przedstawił japońską społeczność i ich kulturę. Autor nie szczędził opisów dotyczących ich codzienności, zwyczajów, czy potraw, a kiedy pojawiała się w tekście niezrozumiała nazwa to na dole strony znajdują się przypisy wyjaśniające dane słowo.


Styl autora jest lekki i mi się dobrze czytało tę książkę. Początkowo jednak myliły mi się imiona niektórych bohaterów i przez sporą część książki ciężko było mi odróżnić od siebie dwie damskie postaci, których imiona brzmią podobnie. Yokoyama w „Sześć cztery” przedstawił czytelnikowi biurokrację panującą w japońskiej policji, a także zależności i układy między funkcjonariuszami, a dziennikarzami. Właściwie to byłam zaskoczona tym, jaką rolę odgrywali i jak wiele mogli zdziałać.

Mam jednak pewne zastrzeżenia do wątku zniknięcia Ayumi, czyli córki Mikamiego. Nie znalazłam się w takiej sytuacji jak on, ale liczyłam, że ten wątek zostanie bardziej rozwinięty. I nie jestem przekonana, czy ktoś inny na jego miejscu też by nie wykorzystywał wszystkich możliwych środków, aby odnaleźć córkę. Niby było to w tekście wyjaśniane, ale do mnie jakoś to nie przemówiło. A poza tą jedną drobną sprawą (bo ten wątek został zepchnięty na dalszy plan) to bardzo polubiłam głównego bohatera. To taki funkcjonariusz z krwi i kości. Nie wahał się przed niczym, nie straszne mu były konsekwencje, a kiedy nie wiedział jak ruszyć dalej wykazywał się świetną intuicją i potrafił podjąć ryzyko.

„Sześć cztery” to bardzo dobra lektura. Z wolno rozwijającą się akcją, trzymająca w napięciu, a także przybliżająca czytelnikowi nieco japońskiej kultury. Nieczęsto czytam japońskie książki i muszę to zmienić, bo bardzo je polubiłam, choć wydaje mi się, że są specyficzne i nie każdemu przypadną do gustu.

Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.



niedziela, 20 maja 2018

Mario Puzo - Omerta

Mario Puzo - Omerta

Tytuł książki: Omerta
Oryginalny tytuł: Omerta
Autor: Mario Puzo
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 352
Data wydania: 20.04.2018

Raymone Aprill to mężczyzna, który przed trzema laty wycofał się ze swojej działalności mafijnej. Od tego momentu starał się wieść spokojne życie z dala od dawnych przedsięwzięć. Jednak pewnego dnia w biały dzień na Manhattanie ktoś go zabija. Czy ta osoba zrobiła to dla pieniędzy, a może chodziło o zemstę? A może odpowiedź jest dużo bardziej skomplikowana i aby ją odkryć należałoby złamać Omertę, czyli zmowę milczenia?


Mario Puzo to amerykański powieściopopisarz pochodzenia włoskiego, którego właściwie nie muszę przedstawiać, bo jestem przekonana, że nie ma osoby, która by o nim nie słyszała. „Omerta” to książka wydana już po śmierci autora oraz pierwsza, po którą ja sięgnęłam, więc kultowy „Ojciec chrzestny” wciąż przede mną, tak samo jak i ekranizacja.


Styl autora jest dość specyficzny przez co czytanie tej książki mi się dłużyło. Od samego początku czytelnik zostaje zasypany mnóstwem informacji oraz bohaterów i początkowo ciężko było mi się w tym zorientować. Potem jednak wszystko mi się poukładało i dalsza lektura była już dużo bardziej przyjemna.

Podobało mi się to jak autor przedstawił świat mafii. Te wszystkie układy, zależności, sojusze, obowiązujące zasady, czy wzajemne niechęci wprowadzały w naprawdę świetny i niepowtarzalny klimat, który pozwolił mi zrozumieć za co autor jest tak bardzo ceniony na całym świecie przez czytelników. W tej książce akcja przynajmniej na początku jest dość niespieszna, a dopiero gdzieś od połowy zaczyna się więcej dziać, jednak akurat tutaj w niczym mi to nie przeszkadzało.

Myślę, że miłośnicy kryminałów będą zachwyceni tą pozycją, ponieważ zawiera ona wszystko to, co powinna. Jest tu sporo opisów brutalnej przemocy, czy porachunków mafijnych i nie można się przy tej lekturze nudzić. A także początkowo niespieszna akcja, później nabiera tempa i pełna jest zwrotów. Podobała mi się i z pewnością niedługo sięgnę po „Ojca chrzestnego”, który podobno jest jeszcze lepszy.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.




środa, 16 maja 2018

Michelle Richmond – I że cię nie opuszczę

Michelle Richmond – I że cię nie opuszczę


Tytuł książki: I że cię nie opuszczę
Oryginalny tytuł: The marriage pact
Autor: Michelle Richmond
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 488
Data wydania: 09.05.2018

Alice i Jake to kochająca się para, która pragnie wziąć ślub. Kobieta pracuje od świtu do nocy i osiąga dzięki temu sukcesy jako prawniczka. Mężczyzna jest terapeutą i prowadzi swoją poradnię psychologiczną. W prezencie ślubnym od najlepszego klienta Alice, małżeństwo dostaje zaproszenie do elitarnego klubu nazywanego Paktem. Ma on za zadanie pomagać parom umacniać małżeństwo i je pielęgnować. Jego członkowie nigdy się nie rozwiedli, ani nie żyli w separacji.

Michelle Richmond jest autorką czterech książek. „Rok we mgle” został bestsellerem New York Times’a, a także został uznany za najlepszą książkę roku 2007 przez Library Journal’s. Oprócz tego pisze również opowiadania, które ukazywały się w licznych czasopismach takich jak Glimmer Train, Oxford American czy The Beliver. Do tej pory jednak nie miałam styczności z twórczością autorki, ale opis „I że cię nie opuszczę” zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam to zmienić.

Narracja w tej książce jest pierwszoosobowa, Wszystkie wydarzenia zostały  przedstawione z perspektywy Jake’a. Muszę przyznać, że styl autorki jest lekki i mimo prawie pięciuset stron, książkę czytało mi się naprawdę dobrze. Autorka stworzyła historię, która zaczyna się dość przeciętnie i początek nie wskazuje na to, co znajdziemy na kolejnych stronach. Bardzo mi się podobało to jak Richmond powoli budowała napięcie.


Na początku książki autorka skupiła się na przybliżeniu bohaterów, ich wzajemnej relacji, a także ich życiu. Wydawać by się mogło, że tych dwoje nie mogłoby się bardziej od siebie różnić. Alice przed laty występowała w zespole, jest bałaganiarą, a Jake jest bardzo stateczny i pedantyczny. Jednak wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają i wydawało mi się, że naprawdę świetnie się uzupełniają, więc bardzo szybko polubiłam tę dwójkę. Jednak kiedy otrzymali zaproszenie do Paktu okazali się dość naiwni, bo właściwie nie mieli zbyt wielu pytań oraz sądzili, że to raczej rodzaj jakieś stowarzyszenia/gry/zabawy.

Już na samym początku, kiedy bohaterowie składają podpisy i przystępują do Paktu zaczyna się robić niepokojąco. Bo skoro to zabawa to dlaczego ma kilkusetstronicowy podręcznik, który trzeba znać na pamięć, zawierający wszystkie zasady, a także kary za niewywiązywanie się z nich. Podobało mi się to jak powoli i stopniowo akcja posuwała się do przodu. Dzięki temu autorka zbudowała napięcie i podsycała ciekawość czytelnika., bo czytając tę książkę, cały czas zastanawiałam się do czego jeszcze można się posunąć w myśl panujących tam zasad?


„I że cię nie opuszczę” to dobry thriller psychologiczny z ciekawym pomysłem na fabułę, powolnym rozwijaniem się akcji, a także z niepokojącym klimatem. Mi książka przypadła do gustu i polecam ją.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.




poniedziałek, 14 maja 2018

Jessica Park - 180 sekund

Jessica Park - 180 sekund

Tytuł książki: 180 sekund
Oryginalny tytuł: 180 seconds
Autor: Jessica Park
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia
Ilość stron: 374
Data wydania: 21.03.2018

Allison Dennis spędziła mnóstwo czasu w wielu rodzinach zastępczych. Zbyt wielu, co odcisnęło na niej piętno. Spowodowało to, że dziewczyna nauczyła się, iż nie można się przyzwyczajać, a także ma problemy z zaufaniem. Jednak w wieku szesnastu lat udało jej się znaleźć stały dom. Obecnie Allison jest na studiach i pewnego dnia zupełnie przypadkiem bierze udział w eksperymencie. Na oczach gapiów musi przez 180 sekund wpatrywać się w nieznajomego jej chłopaka siedzącego naprzeciwko niej. Po upłynięciu tego czasu zarówno dziewczyna jak i Esben Baylor są zaskoczeni wynikiem.

Nie miałam wcześniej styczności z twórczością tej autorki. Ale za to bardzo lubię książki wydane przez Wydawnictwo Filia – praktycznie za każdym razem, kiedy jestem zainteresowana opisem książki, całość również mnie nie zawodzi. Pomysł na tę książkę mnie zaintrygował, więc kiedy pojawiła się możliwość wzięcia udziału w Book Tour organizowanym przez Patrycję, postanowiłam skorzystać i przyłączyć się do zabawy.

Pióro Jessici Park jest bardzo lekkie, co sprawia, że książkę czyta się bardzo dobre. Nie brakuje tu zabawnych momentów, a także wzruszających, co jest bardzo na plus, ponieważ nie ma nic gorszego niż książka, która nie wywołuje żadnych emocji. Mam jednak również kilka zastrzeżeń. Wydaje mi się, że historia jest przewidywalna oraz co gorsze naiwna. W kilku miejscach miałam wrażenie, że dana sytuacja jest zwyczajnie mocno naciągana i w rzeczywistym świecie nigdy by się nie zdarzyła.

Ze wszystkich bohaterów najbardziej polubiłam Simona, czyli mężczyznę, który adoptował Allison, kiedy ta była już nastolatką i stracił przez to partnera. Poza tym był naprawdę troskliwy i dbał o nią jak prawdziwy ojciec. Jednak tym, co poruszało mnie najbardziej była jego cierpliwość, dawał dziewczynie tyle czasu, ile potrzebowała, nie naciskał, ale także nie odpuszczał. Kolejną postacią, którą obdarzyłam sympatią była Kerry, czyli dziewczyna, która mimo przeżycia przed laty tragicznego wydarzenia jest osobą, której nie da się nie lubić. Zawsze można na nią liczyć i jest bezinteresowna. Esben to chodzący ideał i moim zdaniem autorka powinna sprawić, żeby nie był tak perfekcyjny. Zaś Allison ciężko mi ocenić, bo to z jednej strony osoba, która od dziecka nie miała łatwo i wiele przeszła, a z drugiej, kiedy już zaczęła się zmieniać i otwierać na ludzi to stało się to w moim odczuciu zbyt nagle i powinno się to odbywać stopniowo.

Pisząc o Esbenie nie mogę również nie wspomnieć o tym, że przy okazji tej postaci autorka wykorzystała w fajny sposób media społecznościowe. Otóż chłopak przeprowadza różne eksperymenty społecznościowe i publikuje je na swoich profilach. Dzięki temu obserwują go tysiące osób i w trakcie książki są naprawdę świetne sytuacje, kiedy z tego korzystał. Najbardziej urzekło mnie ratowanie przyjęcia urodzinowego i pomoc w schronisku, bo niestety organizowanie transportu wydało mi się już mocno przekombinowane.

„180 sekund” to lekka książka młodzieżowa o miłości, przyjaźni i zaufaniu. Nie jest bez wad i z pewnością szybko o niej zapomnę, jednak jeśli szukacie czegoś na jeden wieczór, co pozwoli Wam się zrelaksować pomiędzy cięższymi lekturami to ta sprawdzi się bardzo dobrze.


Moja ocena: 6/10

piątek, 11 maja 2018

Kathryn Croft - Nie ufaj nikomu

Kathryn Croft - Nie ufaj nikomu

Tytuł książki: Nie ufaj nikomu
Oryginalny tytuł: Silent lies
Autor: Kathryn Croft
Wydawnictwo: Burda Książki
Ilość stron: 368
Data wydania: 18.04.2018

Mia pięć lat temu została wdową. Mąż jej obecnie siedmioletniej córeczki odebrał sobie życie. Jednak nie to było najgorsze. Kobieta po jego śmierci musiała zmagać się z samosądem mieszkańców ich miasteczka, którzy uważali go za potwora i uprzykrzali kobiecie życie. Po tych kilku latach Mia pozornie się pozbierała i stara się zaangażować w nowy związek. Jednak pojawia się u niej nowa pacjentka, która zaburza jej spokój mówiąc słowa „Twój mąż nie popełnił samobójstwa” i ucieka.

Kathryn Croft to kobieta z wykształceniem pedagogicznym i przez sześć lat uczyła angielskiego w gimnazjum. Jednak postanowiła poświęcić się pisaniu i jest obecnie autorką sześciu thrillerów psychologicznych. Wcześniej czytałam „Tylko jedno kłamstwo” i ta książka zrobiła na mnie dobre wrażenie, więc wiedziałam, że sięgnięcie po inne książki autorki to kwestia czasu.

Akcja książki biegnie dwutorowo, wydarzenia z teraźniejszości przedstawiane są pierwszoosobowo z perspektywy Mii i przeplatają się z rozdziałami opisywanymi przez Josie, które działy się pięć lat temu. Ten zabieg skutecznie stopniował napięcie i sprawiał, że czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Ciężko było mi się oderwać od tej książki, ponieważ Croft odpowiednio kończy większość rozdziałów tak, aby pozostawić czytelnika zaintrygowanego.


Mia wydawała mi się postacią, z którą już wielokrotnie spotykałam się w innych książkach. Spotkało ją w przeszłości coś tragicznego, po czym kobieta próbuje na nowo poukładać sobie życie i kiedy wszystko jest na najlepszej drodze to osiągnięcia na nowo szczęścia, nagle demony przeszłości ją doganiają. Mimo przeżytej traumy, chciała pomagać innym ludziom i podobało mi się w niej to. Natomiast odnośnie Josie cały czas nie mogłam się zdecydować i jej rozgryźć, bo z jednej strony to dziewczyna nadużywająca alkoholu, a z drugiej ambitna i chcąca odciąć się od przeszłości. Mimo jej niektórych zachowań, które z pewnością są wywołane traumą z dzieciństwa, starała się być dla swojego brata opiekuńcza.

Sam tytuł „Nie ufaj nikomu” sugeruje, że żadnemu bohaterowi nie powinno się tutaj ufać, bo nie wiadomo, kto mówi prawdę, a każdy z nich skrywa jakiś mroczny sekret. Autorka skutecznie wodziła za nos i podrzucała mylne tropy przez co często zmieniałam zdanie dotyczące rozwiązania zagadki. Zaskoczenie po części udało mi się przewidzieć, ale częściowo także mnie zaskoczyło, jednak zdecydowanie zabrakło mi tu czegoś bardziej spektakularnego.


„Nie ufaj nikomu” to thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu i wciąga od pierwszych stron. Myślę, że osoby, które rzadziej ode mnie sięgają po ten gatunek, będą nie raz zostaną tu zaskoczone. Uważam, że to dobra książka i warto dać jej szansę.

Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.


wtorek, 8 maja 2018

[Przedpremierowo] Jenny Blackhurst - Zanim pozwolę ci wejść

[Przedpremierowo] Jenny Blackhurst - Zanim pozwolę ci wejść

Tytuł książki: Zanim pozwolę ci wejść
Oryginalny tytuł: Before I let you in
Autor: Jenny Blackhurst
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 447
Data premiery: 09.05.2018


Karen, Bea i Eleanor to najlepsze przyjaciółki od czasów dzieciństwa. Choć każda z nich zmaga się z własnymi problemami to zawsze mogą wzajemnie na siebie liczyć. Pewnego dnia do Karen Browning przychodzi na sesję nowa pacjentka, Jessica Hamilton. Zaczyna od słów „Nie naprawi mnie pani” – po co więc tak naprawdę przyszła i dlaczego tak dużo wie o niej oraz jej najbliższych? Wkrótce pozornie poukładane życia trzech kobiet zaczną zamieniać się w koszmar.

„Zanim pozwolę ci wejść” to druga książka napisana przez Jenny Blackhurst, jednak pierwsza wydana w Polsce. Lubię thrillery psychologiczne, a po zapoznaniu się z opisem książki czułam się mocno zaintrygowana. Dodatkowo książki wydane nakładem Wydawnictwa Albatros dotąd mnie nie zawiodły, więc nie pozwoliłam tej pozycji zbyt długo czekać na swoją kolej.

Książkę czyta się bardzo szybko, zarówno za sprawą lekkiego stylu autorki jak i krótkich rozdziałów. Występuje tutaj narracja trzecioosobowa, a rozdziały się przeplatają opisując na zmianę losy trzech kobiet. Autorka zadbała, aby w życiu każdej z nich działo się na tyle dużo, że taki podział się sprawdził. Dodatkowo, co jakiś czas występują fragmenty sesji pewnej postaci, która początkowo może wydawać się nie mieć sensu, ale im dalej, tym większego nabiera znaczenia. A oprócz tego, co jakiś czas rozdziały są również poświęcone osobie, która wprowadza w życie głównych bohaterek tyle zamętu. Przypadła mi do gustu taka forma przedstawiania wydarzeń, wydała mi się ciekawa i sprawiała, że książkę trudno było odłożyć na bok.


Tym, co podobało mi się najbardziej w tej książce to naprawdę dobrze przedstawione portrety psychologiczne postaci. Wydarzenia zostały przedstawione tak, że czytelnik dobrze poznaje myśli oraz odczucia bohaterek, a także razem z nimi zaczyna snuć rozważania, czy znajdują się na granicy obłędu. Książka jest wciągająca i ciężko się od niej oderwać, jednak oczekiwałam bardziej spektakularnego zakończenia. Od pewnego momentu podejrzewałam, kto stoi  za wszystkimi rzeczami, które przydarzały się trzem kobietom i niestety trochę mnie to rozczarowało.


„Zanim pozwolę ci wejść” to solidny thriller psychologiczny ze świetnie wykreowanymi postaciami, który trzyma w napięciu. Uważam jednak, że fani tego gatunku mogą oczekiwać od tej książki nieco więcej. Mimo tego, zawsze warto sprawdzić samemu. 

Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.



sobota, 5 maja 2018

Cynthia Swanson – Wyśnione życie

Cynthia Swanson – Wyśnione życie


Tytuł książki: Wyśnione życie
Oryginalny tytuł: The bookseller
Autor: Cynthia Swanson
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 424
Data wydania: 16.03.2018

Rok 1962. Kitty Miller to trzydziestoośmioletnia panna mieszkająca w Dencer z kotem. Jej codzienność to prowadzenie księgarni wspólnie z najlepszą przyjaciółką Friedą. Jest niezależna, a jej życie jest dość monotonne.

Rok 1963. Kitty budzi się w nieznanej sobie sypialni jako Katharyn Anderson. Okazuje się, że ma wspaniałego kochającego męża, wspaniałe dzieci oraz piękny dom. To życie wydaje się być spełnieniem jej marzeń, ale… przenosi się do niego tylko w snach. Jak kobieta poradzi sobie z tą sytuacją oraz które życie jest tak naprawdę prawdziwe?

Cynthia Swanson z wykształcenia jest projektantką wnętrz, a pisanie jest jej pasją. Jest autorką The Glass Forest, a także bestsellerową pisarką „New York Timesa” oraz „USA Today”. W 2016 roku otrzymała nagrodę WILLA w kategorii literatury historycznej. Nie miałam do tej pory styczności z twórczością tej autorki, jednak opis mnie zainteresował oraz fakt, że główną rolę w kinowej adaptacji ma zagrać Julia Roberts.

Bardzo polubiłam główną bohaterkę w obu jej wydaniach – zarówno jako niezależną pannę jak i matkę oraz żonę, którą stawała się w snach. To taka typowa kobieta, która boryka się z przyziemnymi problemami. Podobało mi się to jak w swoich snach nie znając wszystkich faktów potrafiła zawsze szybko wybrnąć z danej sytuacji, np. kiedy nie wiedziała kim jest osoba, która ją zaczepiła, a z jej słów wynikało, że się znają, albo w różnych sytuacjach w domu. Frieda to wspaniała przyjaciółka, która również wydaje się być bohaterką z krwi i kości, jednak mimo swoich problemów, była naprawdę oddaną przyjaciółką. Mam tylko pewne zastrzeżenia do Larsa – ale czy wyśniony mąż może mieć jakieś wady? Skoro to sen to był idealny, choć dla mnie odrobinę za bardzo.

Styl Swanson jest niezwykle lekki, a sama historia na tyle wciągająca, że ciężko się oderwać. O ile fragmenty o codzienności bohaterki po prostu dobrze się czytało, o tyle tych dotyczących snów wyczekiwałam. Bardzo byłam ciekawa, czym jeszcze zostanę zaskoczona ja razem z główną bohaterką. Jednak, kiedy granica między jednym światem, a drugim się zatarła, nie zazdrościłam głównej bohaterce. Nie jest niczym przyjemnym, kiedy umysł płata nam figle. W tej historii nic nie jest takie jak się wydaje. Bardzo miłym akcentem, który ja lubię w książkach jest to, że główna bohaterka ma księgarnię i sporo scen lub wydarzeń toczy się wokół tego miejsca.

„Wyśnione życie” to wspaniała opowieść pełna ciepła o tym jak wyobraźnia potrafi płatać figle, ale także skłaniająca do refleksji, bo czy na przykład wymarzone życie może być idealne i pobawione wad oraz problemów?



Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.




Copyright © 2016 Books and Cats Lover , Blogger