środa, 31 stycznia 2018

Carmen Santos – Ogród z marzeń

Carmen Santos – Ogród z marzeń





Tytuł książki: Ogród z marzeń
Oryginalny tytuł: Un Jardin entre vindeos
Autor: Carmen Santos
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 544
Data wydania: 18.01.2018












Kiedy Rodolfo Montero dowiaduje się o śmierci ojca w podejrzanych okolicznościach, musi wrócić do domu i zająć się rodzinnym biznesem produkcji wina. Mężczyzna wobec tego jest zmuszony opuścić swój ukochany Paryż, w którym żył dotychczas. Jednak nie wraca sam, ale ze świeżo poślubioną Solange, którą poznał we Francji. Zmiana otoczenia nie wypływa dobrze na łączące ich uczucie, ponieważ młoda małżonka czuje się osamotniona i przytłoczona realiami, które zastała w hiszpańskiej wiosce. Zmiana klimatu oraz brak luksusów wpływają na to, że kobieta nie jest szczęśliwa i w czasie, kiedy jej mąż próbuje ratować upadającą firmę, ona zaczyna czuć coś do jego brata Dionisio.

Akcja książki rozpoczyna się w 1927 roku i muszę przyznać, że autorka idealnie oddała klimat tamtych czasów. W książce pojawia się mnóstwo opisów, zarówno z życia Rodolfo w Paryżu jak i w rodzinnej wiosce i bardzo mi się podobało to jak barwnie autorka opisywała zarówno codzienność bohatera, życie w tamtym okresie, jak i miejsca. Dzięki licznym opisom miałam wrażenie, że przeniosłam się do tamtego okresu razem z naszymi bohaterami. Autorka wyraźnie zaznaczyła różnice między codziennością w wielkim mieście, a tą na prowincji. Życie w tamtych czasach było zupełnie inne i lubię o tym czytać. W książce w dialogach pojawia się wiele francuskich sformułowań, co moim zdaniem dodało jej jeszcze większego uroku.

Autorka pokazała w tej powieści jak kruche może być uczucie, zbudowane na relacji intymnej oraz co się dzieje, kiedy ludzie nie znają się wystarczająco dobrze lub dość długo. Ta historia choć dzieje się w odległych czasach, może wiele nauczyć. Solange do czasu przeprowadzki żyła w luksusach, co sezon miała szyte na miarę kolekcje sukien, a czas często spędzała na zabawie. Ciężko było jej się odnaleźć w nowej rzeczywistości – jej garderoba nie była przygotowana na dużo chłodniejszą temperaturę, bardzo nie podobał jej się także wystrój domu. Trochę ciężko było mi polubić tę bohaterkę, bo była dość próżna i w czasie, kiedy jej mąż próbował ratować ich sytuację finansową, ona myślała o swoich przyjemnościach.

„Ogród z marzeń” to powieść o miłości, zdradzie, tajemnicach oraz o marzeniach. Ta książka do głębi porusza i bardzo lubię takie historie, jednak mimo tego wszystkiego, co wyżej napisałam, zabrakło mi trochę więcej akcji w tej książce. Miałam wrażenie, że wszystko działo się zbyt powolnie.

Jeśli szukacie pięknej i porywającej historii, która może nie będzie lekka to zdecydowanie jest to pozycja godna uwagi. Podczas tej lektury autorka przeniesie Was do pierwszej połowy dwudziestego wieku w Paryżu oraz Hiszpanii, a moim zdaniem warto dać jej się zabrać w tę podróż.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


wtorek, 30 stycznia 2018

Kathryn Croft - Tylko jedno kłamstwo

Kathryn Croft - Tylko jedno kłamstwo

Tytuł książki: Tylko jedno kłamstwo
Oryginalny tytuł: While you were sleeping
Autor: Kathryn Croft
Wydawnictwo: Burda Książki
Ilość stron: 350
Data wydania: 08.11.2017



Tara Logan ma kochającego męża i dwójkę cudownych dzieci: siedemnastoletnią Rosie oraz jedenastoletniego Spencera. Kobieta pracuje w szkole, a oprócz tego w wolnych chwilach spełnia się artystycznie malując. Wraz z rodziną mieszkają w spokojnej okolicy i mają wspaniałych sąsiadów. Pewnego dnia jej poukładane i szczęśliwe życie wywraca się do góry nogami. Tara budzi się w nie swoim łóżku obok mężczyzny, który nie jest jej mężem i nie pamięta nic z tego co działo się w nocy. Jednak jest przekonana, że nie zabiła swojego sąsiada Lee oraz że między nimi do niczego nie doszło.

Tytułowe jedno kłamstwo pociągnęło ich za sobą całą lawinę. Kłamstwo choćby z pozoru niewinne potrafi nieść za sobą fatalne w skutkach konsekwencje, a to jak autorka się tutaj nim posłużyła idealnie to oddaje. Z czasem zaczęła odkrywać przed czytelnikiem, że życie naszej bohaterki było pozornie takie idealne. Bo przecież nie da się wieść idealnego życia i każdego dosięgają problemy, zarówno w małżeństwie jak i w pracy, czy problemy wychowawcze z dziećmi. Podobało mi się to stopniowe odsłanianie przed czytelnikiem zwyczajności tej rodziny.

Styl Croft jest lekki i książkę czyta się naprawdę szybko. Może sam pomysł na fabułę nie jest oryginalny, ale ta książka ma w sobie coś, co sprawia, że ciężko się od niej oderwać. Chciałam jak najszybciej poznać zakończenie, bo razem z Tarą zdarzyło mi się mocno pogubić w kłamstwach pozostałych bohaterów. Muszę przyznać, że autorce udało się mnie zaskoczyć, bo podejrzewałam zupełnie inną osobę. W tej książce pojawia się cała sieć kłamstw, które skutecznie utrudniają przewidzenie zakończenia. Wielokrotnie wydawało mi się, że już wiem, co się dokładnie wydarzyło i kto jest mordercą, by za chwilę stwierdzić, że jednak to na pewno nie było tak. Czytaniu tej książki towarzyszy napięcie związane z dalszym biegiem wydarzeń i muszę przyznać, że autorka umiejętnie połączyła naprawdę wiele wątków oraz podsuwała różnych podejrzanych.

„Prawda zawsze nas w końcu dogoni. Czasami inną drogą, niż moglibyśmy się tego spodziewać.”

„Tylko jedno kłamstwo” to książka o sile kłamstwa i o tym, że jeśli dalej się w nie brnie to można wywołać efekt domina, którego konsekwencje mogą być tragiczne. Poza tym jest to wciągający thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu i ciężko przewidzieć jego zakończenie. Po tej lekturze czuję się zachęcona do zapoznania się z innymi książkami tej autorki. 


Moja ocena:7/10


Za e-booka serdecznie dziękuję księgarni internetowej Virtualo.

niedziela, 28 stycznia 2018

Lauren Blakely - Pan wyposażony

Lauren Blakely - Pan wyposażony




Tytuł książki: Pan wyposażony
Oryginalny tytuł: Big rock
Autor: Lauren Blakely
Wydawnictwo: Editio Red
Ilość stron: 255
Data wydania: 11.01.2018










Spencer Holiday jest młody, przystojny i bogaty. Wychował się w szczęśliwej rodzinie, zdobył znakomite wykształcenie, a do tego prężnie rozwija swój biznes u boku swojej wieloletniej przyjaciółki. Młody mężczyzna nie czuje jednak potrzeby ustatkowania się i nawiązuje liczne przelotne romanse. Pewnego dnia, przed podpisaniem najważniejszej umowy w swoim życiu, ojciec prosi Spencera, aby do momentu jej zawarcia nie wywoływał publicznych skandali i najlepiej, żeby sprawiał wrażenie ustatkowanego. Mężczyzna zrobi wszystko, żeby mu pomóc i dlatego prosi swoją najlepszą przyjaciółkę Charlotte o to by udawała jego narzeczoną.

„Pan wyposażony” to przyjemny romans, który czyta się bardzo dobrze, a to za sprawą lekkiego stylu autorki. Dialogi nie były sztuczne, a do tego pojawiało się w nich sporo humoru, co przypadło mi do gustu. Jest to lektura, która będzie idealną rozrywką na jeden wieczór.

Narracja jest pierwszoosobowa, więc wszystkie wydarzenia znamy z perspektywy Spencera. Podobało mi się to, że dzięki temu mogłam zaobserwować pewną przemianę, jaka zaszła w bohaterze. Jednak uważam, że autorka mogła pokusić się o pokazanie tych wydarzeń także z perspektywy Charlotte. Z powodu tego braku czułam pewien niedosyt.

Miałam pewne obawy, jeśli chodzi o bohaterów. Autorka wykreowała ich na młodych, pięknych, bogatych, odnoszących sukcesy i brzmiało to zbyt idealnie i obawiałam się, że są zbyt nierealni. Na szczęście w trochę ich ubarwiła o nie do końca doskonałe zachowania pokazując w ten sposób, że jednak mają jakieś wady. Ciężko było mi polubić na początku Spencera. Rozumiem, że w życiu wszystko przychodziło mu łatwo i bardzo było widać po jego zachowaniu, że jest zbyt pewny siebie, a momentami wręcz zadufany w sobie. Na szczęście później, pod koniec lektury zyskał trochę mojej sympatii. Za to Charlotte okazała się być wspaniałą przyjaciółką, na którą zawsze można liczyć i taką, która potrafi się poświęcić, aby ratować bliskich w potrzebie.

Autorka bardzo dobrze wyeksponowała siłę i rolę przyjaźni w życiu każdego człowieka. To, że ta prawdziwa przyjaźń jest na wiele lat oraz fakt, że na prawdziwym przyjacielu można liczyć w każdej potrzebie. Prawdziwy przyjaciel pomoże zawsze, nie zważając na konsekwencje, nawet jeśli te nie będą przyjemne dla niego samego.

„Pan wyposażony” to lekki i przyjemny romans z odrobiną erotyki, który z pewnością umili wieczór. Zabrakło mi jednak w tej niezobowiązującej lekturze, czegoś zaskakującego.


Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.





Laetitia Colombani – Warkocz

Laetitia Colombani – Warkocz


Tytuł książki: Warkocz
Oryginalny tytuł: La tresse
Autor: Laetita Colombani
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 208
Data wydania: 09.11.2017











Trzy kobiety oddzielone od siebie o wiele kilometrów, które wydawać by się mogło, że nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak przewrotny los postanawia je połączyć.
Smita mieszkająca w Indiach jest niedotykalną. Wykonuje zawód, który jest dla niej upokarzający, ale w jej kulturze zawody przechodzą z pokolenia na pokolenie. Kobieta marzy, aby jej córka miała lepsze życie i wierzy, że nauka pisania i czytania w tym pomoże.
Giulia na Sycylii pracuje w zakładzie ojca produkującym peruki. Jej codzienny spokój zostaje zmącony, gdy ulega on ciężkiemu wypadkowi i odkrywa ona, że firmie, która jest teraz na jej głowie, grozi bankructwo.
Sara żyje w Kanadzie, samotnie wychowuje trójkę dzieci i od wielu lat poświęca się karierze zawodowej w jednej z najlepszych kancelarii, by niedługo objąć kierownicze stanowisko. Jednak jej plany ulegają gwałtownej zmianie, gdy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora.

Najbardziej urzekła mnie historia Smity. W Indiach życie wygląda zupełnie inaczej niż u nas. I fragmenty, które opisują losy tej kobiety czytałam ze ściśniętym sercem. Ludzie mają różne marzenia, realne lub nie, są to sprawy przydatne lub zupełnie próżne służące tylko przyjemnościom. Tymczasem Smita marzyła o tak przyziemnych rzeczach jak przestać zajmować się tym, co robiła jej mama, która z kolei nauczyła się tych umiejętności od swojej mamy. Chciała po prostu przestać robić coś, co uwłaczało jej godności, a także chciała, aby szanowano jej rodzinę i aby jej córka miała lepszą przyszłość. Czy to tak wiele? Wyczekiwałam tekstów opisujących dalsze dzieje tej kobiety, ponieważ strasznie jej kibicowałam, aby jej się udało i chciałam wiedzieć jak wielka jest jej determinacja oraz ile przyjdzie jej poświęcić na drodze ku lepszemu życiu.

Choć kobiety pochodzą z różnych kontynentów oraz klas społecznych to jednak wiele je łączy. Giulię i Sarę też spotkało wiele nieprzyjemności i musiały walczyć o swoje. Wykazały się niezwykłą odwagą, siłą i powinny być inspiracją dla wielu kobiet. Ich pełne determinacji postawy są godne podziwu. O takich bohaterkach chce się czytać książki, bo ich losy do głębi poruszają, a ich postawy są godne naśladowania.

Od początku książki zastanawiałam się co łączy te kobiety, bo wydawało mi się, że dzieli je dosłownie wszystko, może poza pewnymi zachowaniami i cechami, które zaczęłam zauważać w trakcie lektury. Nie byłam jednak w stanie przewidzieć takiego obrotu spraw. Zakończenie oraz to co okazało się tym metaforycznym warkoczem zaskakuje, jest piękne, wzrusza i porusza do głębi. Zakończenie jest świetne i warto po jego przeczytaniu na chwilę się zatrzymać i przemyśleć parę zagadnień.

„Warkocz” to trochę nostalgiczna powieść o wytrwałości, determinacji, sile, walce o lepszą przyszłość, różnicach kulturowych. Jest napisana prostym językiem, ale została przemyślana i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. To zdecydowanie jedna z lepszych książek, jakie czytałam i nie da się przejść obok niej obojętnie. Jest piękna, mądra, wzruszająca i porusza ważne tematy.


Moja ocena: 9/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

środa, 24 stycznia 2018

Harlan Coben – W domu

Harlan Coben – W domu



Tytuł książki: W domu
Oryginalny tytuł: Home
Autor: Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 416
Data wydania: 17.01.2018












Patrick i Rhys to chłopcy, którzy zostali porwani z domu jednego z nich w wieku 6 lat. Ich rodziny są zamożne, więc początkowo spodziewano się wydania dzieci w zamian za okup, jednak tak się nie stało. Nie udało się odnaleźć zarówno chłopców jak i porywaczy. Obecnie, czyli dziesięć lat po tym wydarzeniu Win i Myron wpadają na pewien trop i wierzą, że tym razem uda im się odkryć to, co przeoczyli przed laty i uda im się poznać prawdę.

„W domu” to jedenasty tom serii o Myronie Boliairze. Choć uwielbiam książki tego autora to nie wiem, czy kiedykolwiek przeczytam tę serię w odpowiedniej kolejności ;) Więc czytanie ich bez znajomości  poprzednich tomów, absolutnie w niczym nie przeszkadza.

Tym, co wyróżnia tę część od pozostałych z całą pewnością jest narracja. Coben opowiadał historię w tej części między innymi z perspektywy Wina, co wcześniej się nie zdarzało. I muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało. Po części dlatego, że lubię tego bohatera, a po części, dlatego, że to wniosło coś nowego do tej serii oraz okazało się to dość istotne. Podobały mi się ukazane w ten sposób postępy w ich śledztwie, kiedy bohaterowie się rozdzielili i każdy wykonywał inne zadanie.

Styl autora jest taki jak w jego poprzednich książkach. Zawiera mnóstwo charakterystycznego humoru pełnego ciętych ripost i sarkazmu, ale i wesołych dialogów rozbawiających do łez. Książkę dosłownie się pochłania, ponieważ fabuła jest wciągająca. Liczne intrygi oraz postępy w śledztwie, jakich dokonują bohaterowie sprawiają, że książkę czyta się z ogromnym zaciekawieniem.

Autor pozytywnie zaskoczył mnie jeszcze jednym – wprowadzeniem do serii o Myronie trójki bohaterów z serii o jego bratanku, czyli Mickeya, Emy i Łyżki. Choć byli tu tylko postaciami drugoplanowymi to ciekawiło mnie to, co dalej się u nich działo po wydarzeniach z końca tamtej trylogii i wreszcie, w czym takim mogą się wykazać oni, czego nie jest w stanie zrobić Myron i Win – i jak się okazało znalazło się coś takiego.

„W domu” to kolejna dobra książka Cobena. Wciąga od pierwszych stron i nie sposób się od niej oderwać dopóki nie pozna się zakończenia. Mnóstwo intryg z dużą dozą humoru. Może zabrakło, czegoś bardzo zaskakującego i spektakularnego, bo po tym, co autor wielokrotnie pokazał w swoich dziełach, zawsze spodziewamy się jak najwięcej. Jednak Coben to Coben i warto przeczytać zarówno tę książkę jak i pozostałe, które wyszły z pod jego pióra.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.


wtorek, 23 stycznia 2018

Helen Klein Ross – Jesteś moja

Helen Klein Ross – Jesteś moja



Tytuł książki: Jesteś moja
Oryginalny tytuł: What was mine
Autor: Helen Klein Ross
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 368
Data wydania: 11.01.2018













Lucy Wakefield to wykształcona kobieta, która pnie się po szczeblach kariery. Niestety w życiu prywatnym nie wiedzie jej się tak jak by sobie tego życzyła. Bezdzietna oraz osamotniona po rozwodzie kobieta, pewnego dnia w akcie desperacji zabiera niemowlę pozostawione w wózku na zakupy. Dziewczynkę wychowuje jak swoje własne dziecko, a prawdę udaje jej się ukrywać przez 21 lat.

To moja pierwsza książka z serii Kobiety to czytają i na pewno nie ostatnia. „Jesteś moja” to rozdzierająca serce opowieść o stracie, nadziei, bólu, macierzyństwie, radzeniu sobie z nieodwracalnymi rzeczami w naszym życiu, a także o próbie nadrobienia straconego czasu.

Bardzo spodobało mi się to, że książka jest w narracji pierwszoosobowej. Choć samo to nie jest niczym szczególnym to jednak na wyróżnienie zasługuje fakt, że fabułę poznajemy z perspektywy wielu osób, m.in. Lucy, matki, której porwano dziecko, Mii, siostry Lucy, wieloletniej opiekunki dziewczynki, a także rodzeństwa. Autorka umiejętnie przeplatała tę narrację w odpowiednich momentach, co pozwoliło czytelnikowi na zobaczenie danej sytuacji oczami różnych bohaterów.

Najmocniejszą stroną tej książki jest jej emocjonalność. Na długo po skończeniu tej książki targało mną wiele emocji. Lucy nie została w tej książce przedstawiona tylko jak potwór, który ukradł komuś życie. Na początku jest przedstawiona, jako normalna kobieta z przyziemnymi problemami. Potem, kiedy dochodzimy do sceny uprowadzenia, dowiadujemy się, że to nie była planowana od miesięcy akcja. To była chwila desperacji i nawet przez moment wywoływała we mnie współczucie. Lucy tłumaczyła to sobie na różne sposoby, a nawet chciała dziecko oddać. I wreszcie przedstawienie sprawy od drugiej strony – rozpacz rodziców, Marilyn i Toma, długie poszukiwania i inne sytuacje, do których to doprowadziło. Ale także bardzo spodobały mi się fragmenty tej historii opowiadane przez wieloletnią opiekunkę Mii – Wendy, a także Cheryl, siostra Lucy.


Ta historia choć dotyczy porwania jednej osoby, wpłynęła na życie wielu ludzi. Przy okazji zmusza także do zastanowienia się nad kwestią macierzyństwa, np. która matka wychowa lepiej dziecko – ta, która wita dzieci z uśmiechem w drzwiach i z pytaniem o to jak im minął dzień, przygotowuje ich ulubione dania, czy ta która dba o kosztowną edukację i aby dziecku nigdy niczego nie zabrakło? Ale także warto się tu zastanowić, czy da się nadrobić 21 straconych lat? A przede wszystkim, czy można wymazać 21 lat doświadczania matczynej (bo czy kobieta, która wychowuje dziecko nie jest matką?) miłości?

"Nie można kogoś kochać przez dwadzieścia jeden lat, a potem spodziewać się, że ta miłość po prostu zniknie.'

Kolejną zaletą tej książki jest to, że zostało w niej opisane także to, co się stało po odkryciu przez wszystkich prawdy. Większości może się wydawać, że uprowadzone dziecko wraca wtedy do swoich biologicznych rodziców i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Ale czy na pewno? Czy da się z dnia na dzień zmienić miejsce zamieszkania i nagle obcą osobę nazywać mamą?

„Jesteś moja” to druzgocąca historia, silnie oddziałująca na czytelnika – skłania do refleksji, wzrusza, ale wywołuje również wiele innych emocji. Na długo po skończeniu nie zapomnicie o tej pozycji. Polecam. 


Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.



czwartek, 18 stycznia 2018

[Przedpremierowo] Aurora Rose Reynolds - Until Trevor

[Przedpremierowo] Aurora Rose Reynolds - Until Trevor



Tytuł książki: 
Until Trevor
Oryginalny tytuł: Until Trevor
Autor: Aurora Rose Reynolds
Wydawnictwo: Editio Red
Ilość stron: 240
Data premiery: 23.01.2018








Liz nie ma szczęścia do mężczyzn. Ojciec zmarł wiele lat temu przez co załamała się jej matka i była trochę nieobecna w życiu dziewczyny. Brat ją zdradził – okłamał i zniknął z jej oszczędnościami, z których korzystała, aby utrzymać sklep, spłacać kredyt oraz opłacać mieszkanie przez co zmuszona jest podjąć dodatkową pracę. W miłości dziewczyna również nie ma szczęścia, lecz kiedy Trevor dowiaduje się, że Liz zatrudniła się w klubie ze striptizem stara się pomóc stanąć jej na własnych nogach, a także zbliża się do  niej. Jednak jest to mężczyzna z rodziny Maysonów, którzy są znani z tego, że często zmieniają kobiety. Czy to się zmieni i dziewczyna znajdzie w końcu szczęście w miłości?

„Until Trevor” to drugi tom serii Until. Dwójkę głównych bohaterów mieliśmy okazję poznać w poprzedniej części jednak byli tam postaciami drugoplanowymi. Liz można było zapamiętać jako przyjaciółkę November, a Trevor jest bratem Ashera. Ona niesie ze sobą bagaż równych doświadczeń przez co sprawia wrażenie cichej, wycofanej i uległej, jednak z drugiej strony nie można jej odmówić niezwykłej troskliwości względem rodziny. Natomiast Trevor podobnie jak jego brat to taki trochę „jaskiniowiec”. Wszystko wie najlepiej, nie znosi sprzeciwu i często działa zanim jego wybranka zdąży zareagować. Jednak nie jest aż tak zaborczy, czy wulgarny jak jego brat. Oprócz tego Trevor przede wszystkim jest czuły i opiekuńczy wobec wybranki swego serca.

Styl autorki podobnie jak w pierwszej części jest lekki i sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Muszę tu również przyznać, że tę część czytało mi się lepiej. Odnośnie poprzedniej części miałam zarzuty wobec niepasującego słownictwa do scen seksu, czy zbyt częstego przeklinania. W tej części jednak te sceny były bardziej dopracowane i było mniej wulgarnie.

Podobnie jak w „Until November” pojawia się tu minimalny wątek sensacyjny. Uważam, że wplecenie tego do fabuły było dobrym zabiegiem, ponieważ trochę nadało innego charakteru powieści, która mogłaby bez tego być zbyt słodka i mdła, a dzięki temu dla mnie była ciekawsza. Jednak nie spodziewajcie się także, że to uczyni z tej książki kryminał, bo ten wątek to nic wybitnego oraz zaskakującego i jest on tylko niewielkim dodatkiem do całej historii.

Jeśli lubicie lekkie romanse na jeden wieczór to jest to z pewnością pozycja warta uwagi. Czyta się ją bardzo przyjemnie i ciężko się od niej oderwać.


Moja ocena: 7/10


Za przedpremierowy egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

środa, 17 stycznia 2018

Isaac Marion – Płonący świat

Isaac Marion – Płonący świat



Tytuł książki: Płonący świat
Oryginalny tytuł: Burning world
Autor: Isaac Marion
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 432
Data wydania: 26.10.2017















R powraca z martwych i na nowo uczy się żyć. Wszystko powoli wraca (np. zdolność mówienia, czucia, sprawność fizyczna) i w nowej rzeczywistości stara się odnaleźć za pomocą małych kroków. Jednak nie jest dane im wraz z Julie wieść spokojnego sielankowego życia. Otaczająca ich rzeczywistość zdaje się być jeszcze gorsza niż myśleli, bo to nie Martwi są ich jedynym problemem, ani głównym zagrożeniem, a bohaterowie będą zmuszeni wyruszyć w długą podróż w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Tylko czy aby na pewno je odnajdą?

„Płonący świat” to drugi tom serii o zombie. I muszę przyznać, że spodobał mi się o wiele bardziej od pierwszego. Przede wszystkim przypadło mi do gustu to, że ta część nie skupia się głównie na wątku romantycznym. W tym tomie autor zaskoczył mnie apokaliptyczną wizją świata, gdzie spustoszenie sieją źli ludzie rządni władzy, w której panuje chory system. Marion w tej książce wyszedł poza pewne ramy, w których się zamykał świat pierwszej części i pokazał czytelnikowi globalny problem.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się spodobała jest przemiana głównego bohatera. Nie od razu odzyskuje on wspomnienia, a po części zapewne nie chciałby ich odzyskać nigdy. Ale to co odkrywa przed nami autor o R to jest coś świetnego. Po pierwszej części postrzegałam go po prostu jako miłe zombie, które przechodzi przemianę i się zakuje. Jednak to, co się z nim dzieje w tej części to coś niespodziewanego. R odzyskując pamięć dokonuje również wyboru, czy jego poprzednie życie wpłynie na jego obecne zachowanie, czy będzie się kierował tymi samymi zasadami, czy się zmieni. Wielokrotnie ma okazję się wykazać i jest o wiele bardziej wyrazistą postacią niż w poprzedniej części. Autor wydobył tu trochę jego charakter, sprawił także, że R może przestać się wydawać idealny.

Muszę tu również wspomnieć o bardzo  przystępnym stylu autora. Opisując ten zniszczony świat operuje językiem lekkim, mimo tego, że przedstawia tragiczne wydarzenia, dzięki czemu całość czyta się naprawdę szybko. Ale co najważniejsze to w tej części również jest mnóstwo humoru w dialogach między bohaterami. M i Nora to mistrzowie ciętych ripost. Tę dwójkę bohaterów w tej części obdarzyłam większą sympatią niż Julie. Nie chcę zbyt wiele zdradzać z fabuły, ale wiele do niej wnieśli i wielokrotnie to oni zachowywali otwarty umysł i podejmowali te właściwe decyzje.

„Płonący świat” to bardzo udana kontynuacja. Przede wszystkim autor rozszerzył skalę problemu, który pojawił się w pierwszej części, wprowadził dużo więcej akcji, a trochę mniej wątku romantycznego oraz wykonał świetną pracę nad swoimi bohaterami. Moim zdaniem to świetna książka i warto ją przeczytać. Jedyne nad czym ubolewam to to, że nie jest jeszcze znana data wydania po polsku kolejnej części.


Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.




niedziela, 14 stycznia 2018

Hanna Greń – Uśpione królowe

Hanna Greń – Uśpione królowe




Tytuł książki: Uśpione królowe
Autor: Hanna Greń
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 448
Data wydania: 23.10.2017

















Sprzedawca Snów jest seryjnym zabójcą, który swoje ofiary zabija, co roku. Ich wybór wydaje się być przypadkowy. Poza tym, że to kobiety, policjanci nie widzą żadnych powiązań. Zabija je w sposób niezwykle brutalny i charakterystyczny - na miejscu zdarzenia zostawia pewnego rodzaju "wizytówkę".

Sprawę próbują rozwiązać nadkomisarz Konrad Procner i komisarz Marcin Cieślar. Niestety nie jest to łatwe, ponieważ mimo pozostawiania na miejscu zbrodni pewnych śladów nie udaje im się go schwytać. Śledztwo zaczyna posuwać się do przodu, kiedy mężczyźni poznają dwie kobiety – Zenę i Petrę.

Twórczość Hanny Greń polubiłam za sprawą cyklu „Polowanie na Pliszkę”. Po tamtej świetnej serii byłam bardzo ciekawa innych książek autorki. I ponownie się nie zawiodłam. Autorka rewelacyjnie łączy romans z wątkiem kryminalnym. Niczego nie jest tu za dużo, wszystko jest odpowiednio wyważone, a książkę czyta się bardzo dobrze i nie da się przy niej nudzić.

Autorka wykreowała w tej lekturze bardzo ciekawe postaci, wyraziste, z krwi i kości, które szybko zyskały moją sympatię. Każde z czwórki głównych bohaterów niesie ze sobą sporych rozmiarów bagaż doświadczeń. Hanna Greń zdecydowanie nie oszczędza postaci, które tworzy i choć większość ich przeżyć jest tragiczna i smutna to bardzo mi się podoba, że są kreowani na postacie rzeczywiste. Muszę tu również wspomnieć o bardzo fajnym lekkim stylu autorki, który sprawia, że książkę czyta się przyjemnie, a między bohaterami pojawia się mnóstwo zabawnych dialogów pełnych ciętych ripost.

Miłośnicy kryminałów mogą być trochę zawiedzeni zbyt małą ilością akcji bądź zakończeniem. Co do zakończenia to ja także chętnie przeczytałabym trochę inną jego wersję. Sięgając po tę książkę trzeba mieć świadomość, że spora jej część dotyczy jednak wątku romantycznego. Bardzo ciekawym zabiegiem było kończenie niektórych rozdziałów wpisami z pamiętnika, które przybliżały czytelnikowi dzieciństwo i młodość Sprzedawcy Snów, a także pozwoliły snuć przypuszczenia, co do motywów popełniania przez niego okrutnych zbrodni.

Jeśli lubicie połączenie romansu z kryminałem i do tego dużą dawką humoru to zdecydowanie ta książka jest dla Was. „Uśpione królowe” to przyjemna, lekka pozycja, która wciąga od samego początku. Mam nadzieję, niedługo przeczytać także kolejne tomy Cyklu Wiślańskiego.


Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.


Copyright © 2016 Books and Cats Lover , Blogger