Tytuł książki: Zabójcy bażantów
Oryginalny tytuł: Fasandræberne
Autor: Jussi Adler-Olsen
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 384
Data wydania: 15.11.2017
Przed dwudziestoma laty brutalnie
zamordowano rodzeństwo, które uczęszczało do elitarnej szkoły z internatem.
Jeden z kilku podejrzanych przyznał się do winy, został skazany i obecnie
odsiaduje wyroku. Sprawa ta w tajemniczych okolicznościach ląduje na biurku
Carla Mørcka. Kilka
poszlak oraz nowe dowody sprawiają, że podkomisarz angażuje się w tę sprawę.
Razem ze swoim asystentem Assadem oraz Rose pracują nad rozwiązaniem tej
sprawy.
„Zabójcy bażantów” to drugi tom serii o
Departamencie Q. Tę serię poznaję niestety zupełnie nie po kolei, bo najpierw
obejrzałam filmy na podstawie dwóch pierwszych części, a potem sięgnęłam po
najnowsze tomy, by następnie wrócić do tych pierwszych. Do sięgnięcia po te
książki, skłoniły mnie filmy, które zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie.
Książki wypadają zdecydowanie lepiej, choć muszę przyznać, że drugi tom w
porównaniu z pierwszym wypada trochę gorzej i takie same odczucia miałam wobec
ekranizacji.
W tej pozycji występuje narracja
trzecioosobowa. Większość wydarzeń poznajemy poprzez kolejne etapy śledztwa
Carla Mørcka, ale przeplatają się one z
fragmentami dotyczącymi życia oraz planów Kimmie. We fragmentach dotyczących
kobiety zdarzają się również retrospekcje, przybliżające czytelnikowi jej
przeszłość. Muszę przyznać, że z zaciekawieniem śledziłam te fragmenty. Głównie
ze względu na to, że autor dość dobrze zaprezentował jej psychikę, jej sposób
myślenia, a także co ją doprowadziło do obecnej sytuacji.
W „Zabójcach bażantów” ponownie spotykamy
się z bohaterami, których miałam już okazję polubić w poprzednich książkach
autora. W tej części do załogi Departamentu Q dołącza Rose, która okazuje się
bardzo pomocna, ale jest również stanowcza i nie przebiera w słowach nawet
wobec swojego przełożonego. Cenię w książkach humor, a tutaj jest go całkiem
sporo w dialogach Carla, Assada i Rose.
W tej książce Jussi Adler-Olsen porusza
tematy przemocy, wychowywania się w domu, w którym nie okazywało się uczuć, a
także pokazuje świat pełen wykorzystywania wpływów wynikających z wysokiej pozycji
społecznej, w którym szantaże i zastraszanie są na porządku dziennym. W tej
części mniej wciągające dla mnie było samo śledztwo, a bardziej interesowała
mnie psychika złoczyńców. Dodatkowo bardzo nie lubię czytać, ani słyszeć o
przemocy wobec zwierząt, jaką jest trzymanie ich w skandalicznych warunkach,
czy urządzanie bezsensownych polowań dla przyjemności. Trochę naciągany był dla
mnie również fakt, że Kimmie czekała tak długo na wcielenie swojej zemsty w
życie.
Podsumowując, „Zabójcy bażantów” to dobry
kryminał, choć na tle innych książek, w moim odczuciu wypada słabiej. Nie
zmienia to jednak faktu, że polubiłam załogę Departamentu Q i z wielką chęcią
dalej będę sięgać po książki z tej serii.
Moja ocena: 6/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.
Tę serię mam w planach, ale nie wiem kiedy uda mi się po nią sięgnąć. Mam nadzieję, że już niedługo. :)
OdpowiedzUsuńJedynymi kryminałami jakie czytałam była te Agaty Christie lol
OdpowiedzUsuńZainteresowałaś mnie :)
~Pola z www.czytamytu.blogspot.com