
Tytuł
książki: Gdy zasypie śnieg
Autor: Agata
Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta
Strona
Ilość
stron: 368
Data
wydania: 27.10.2021
Agata Przybyłek
urodziła się w 1994 roku i obecnie mieszka z mężem, córką oraz owczarkiem
niemieckim – Emmą w małej miejscowości pod Szczecinem. Jest absolwentką
psychologii na Uniwersytecie Gdańskim. Debiutowała w 2015 roku powieścią „Nie
zmienił się tylko blond” i od tamtej pory ukazało się ich już ponad
trzydzieści. Pisze głównie komedie oraz powieści obyczajowe. Lubię pióro
Przybyłek i chętnie sięgam po jej książki. Nie mogłam się doczekać jej zimowej
historii, więc sięgnęłam po nią, jako jedną z pierwszych w tym sezonie.
Marta pod choinką
znajduje voucher na dwutygodniowy pobyt w pensjonacie pod Tatrami. Jest jej to
bardzo nie na rękę, ponieważ nie może sobie teraz pozwolić na urlop. Nie chce
jednak robić przykrości babci, która się wykosztowała na ten prezent.
Niespodziankom jednak nie było końca, bo okazuje się, iż Janina sobie również
opłaciła tam pobyt, więc kobiety jadą razem. Czy kobietom uda się spokojnie wypocząć?
I czy wnuczka znajdzie wspólny język z babcią?
Marta i Janina są jak
woda i ogień. Niestety nie polubiłam żadnej z tych bohaterek. Marta jest
pracoholiczką, której wydaje się, że bez niej jej firma nie przetrwa. Zwykle w
pracy spędza mnóstwo czasu, więc na randki jej go brakuje. Kiedy już udało jej
się wyjechać to najchętniej nie wychodziłaby z pokoju, a kiedy to robiła zwykle
bywała przyklejona do telefonu. Niektórzy lubią taki tryb życia i nic mi do
tego, natomiast nie spodobało mi się jak szybko oceniła Jędrka tak naprawdę
jedynie po tym, czym w życiu się zajmuje. Nie można jej odmówić odniesienia
sukcesu, ale nie każdy w życiu ma takie priorytety jak ona. Zaś Janina drażniła
mnie z kolei tym jak bardzo narzucała wnuczce swoją wolę nie próbując nawet jej
zrozumieć. Wiem, że chciała dobrze, ale kompletnie nie próbowała się nawet
postawić na miejscu drugiej osoby. Choć koniec końców wywołała moje
współczucie.
Powieść ta została
napisana w narracji trzecioosobowej i choć styl autorki jest lekki to tym razem
ciężko było mi przebrnąć przez tę lekturę. Po pierwsze sięgając po nią należy
mieć na uwadze, iż nie jest to typowo świąteczna historia, a bardziej po prostu
zimowa. Akcja rozpoczyna się 23 grudnia, ale Wigilia przemija dosłownie w kilka
stron, a główne wydarzenia rozgrywają się już kilka dni później, kiedy nadchodzi pora wyjazdu. Po
drugie niektóre dialogi wydawały mi się bardzo drętwe i nienaturalne. Zaś co do
samej fabuły to niestety tu również jestem rozczarowana, ponieważ zwyczajnie
wynudziła mnie ta historia, była przeciągnięta i przez większą część niewiele
się działo. Doceniam natomiast niesamowity zimowy górski klimat, który
wyczarowała Przybyłek. Sama chętnie wybrałabym się do takiego pensjonatu, przechadzała
się zaśnieżonym szlakiem, napiła grzanego wina, a także uczestniczyła w kuligu.
„Gdy zasypie zima” to
lekka, zimowa historia, którą moim zdaniem warto przeczytać głównie dla
niesamowitej atmosfery, która otula niczym miękki, biały puch. Natomiast nie
jest to moja ulubiona powieść tego typu, głównie ze względu na bohaterki, które
nie zdobyły mojej sympatii oraz historii, która nie wzbudziła we mnie większych
emocji poza znużeniem.