poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Paulina Hendel - Tropiciel

Paulina Hendel - Tropiciel

Tytuł książki: Tropiciel
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: We need YA
Ilość stron: 542
Data premiery: 03.04.2019



Hubert ponownie budzi się w Paryżu w ciele siedemnastolatka. Po tragicznych zniszczeniach świata, jakie pamięta z „wczorajszego” dnia, nie ma śladu. Kiedy Luwr ponownie staje w płomieniach, chłopak tym razem dobrze wie, co ma robić. Musi zdobyć księgę, która pomoże mu w pokonaniu demonów. Jednak nie wszystko idzie po jego myśli, potężny impuls elektromagnetyczny niszczy wszystkie urządzenia, a ludzi dopadają śmiertelne choroby. Choć jego zdaniem największym zagrożeniem są potwory to nikt nie chce mu w to wierzyć. Czy Hubert ocali świat?

„Tropiciel” to drugi tom serii „Zapomniana księga”. Pierwszy tom przypadł mi do gustu, dlatego cieszę się, że nie musiałam czekać zbyt długo, aby sięgnąć po kontynuację, ponieważ jest to wznowienie serii, która wcześniej ukazała się nakładem innego wydawnictwa. Polubiłam pióro Hendel za sprawą rewelacyjnej serii o żniwiarzach i bardzo byłam ciekawa, czym zaskoczy mnie tym razem.

Styl autorki w tej książce również jest lekki, przyjemny, co sprawia, że czyta się ją naprawdę szybko. Występuje tutaj narracja trzecioosobowa. Muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie pomysłem na kierunek, w którym potoczyła się fabuła w tej części. Hendel postanowiła dać tu czytelnikom odpowiedzi na pytania z pierwszego tomu. Mianowicie, dowiadujemy się tu, co się działo z Hubertem przez siedem lat, których nie pamiętał w tamtej części. Dużo zostało tu wyjaśnione, między innymi dlaczego pewne sprawy potoczyły się w takim, a nie innym kierunku.

Ponownie jestem pod wrażeniem wykreowanego przez Hendel postapokaliptycznego świata. Tym razem czytelnik otrzymuje wiedzę jak wyglądało wszystko świeżo po atakach terrorystycznych oraz przejściu impulsu elektromagnetycznego. Zaczęły upadać rządy państw, a ludzie w małych miejscowościach musieli zacząć liczyć na siebie. I tak poznajemy mieszkańców Dąbrówki, którzy muszą się przystosować do życia bez bieżącej wody oraz prądu. Choć wydaje im się, że to ich największe problemy to Hubert jako jedyny zna prawdę o słowiańskich demonach, ale nikt nie chce mu wierzyć. Pojawiają się tu również nowi bohaterowie, jak np. rodzina chłopaka, jednak on nie potrafi zapomnieć o mieszkańcach Świecina.


„Tropiciel” to w moim odczuciu udana kontynuacja. Autorka w ciekawy sposób rozstrzygnęła kwestię amnezji głównego bohatera. Pojawia się tu również o wiele więcej akcji oraz otrzymujemy mnóstwo nowych informacji o wykreowanym przez Hendel świecie.

Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu We need YA.


sobota, 27 kwietnia 2019

Lucinda Riley – Siostra Księżyca

Lucinda Riley – Siostra Księżyca

Tytuł książki: Siostra Księżyca
Oryginalny tytuł: The moon sister
Autor: Lucinda Riley
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 578
Data premiery: 13.02.2019

Tiggy po śmierci ojca podejmuje pracę w posiadłości Kinnaird, która ma polegać na zasiedleniu dzikich kotów, a w przyszłości także innych gatunków zwierząt. Na miejscu spotyka mieszkańca majątku, który jest Cyganem. Dawno temu przepowiedziano mu, że kobieta do niego przybędzie, a on wskaże jej drogę do poznania swoich korzeni. I w ten sposób Tajgete poznaje losy swojej babci Lucii Albaycin – La Candela. Czego dowie się o swojej przeszłości? Czy zechce zostać ze swoją prawdziwą rodziną, czy wybierze nową pracę?

Lucinda Riley swoją pierwszą powieść napisała w wieku dwudziestu czterech lata. Napisała ją w oparciu o swoje aktorskie doświadczenia i nosi ona tytuł „Lovers and Players”. Potem napisała jeszcze kilka powieści pod pseudonimem Lucinda Edmonds, ale na czas wychowywania czwórki dzieci zawiesiła swoją karierę pisarską. Powróciła do niej w 2010 roku wydając „Dom orchidei”. Chyba przy każdej recenzji książek tej autorki wspominam, że jest ona moją ulubioną autorką powieści obyczajowych, a jej pióro chyba nigdy mi się nie znudzi!

„Siostra Księżyca” to piąty tom serii o siedmiu siostrach. Teoretycznie każda część opisuje dzieje kolejnej siostry, jednak pojawiają się pewne wątki (jak np. tajemnicza śmierć Pa Salta, które moim zdaniem sprawiają, że lepiej czytać tę serię we właściwej kolejności. Znając już twórczość Riley wiedziałam, czego się spodziewać. Podobnie jak w poprzednich częściach historia została opowiedziana dwutorowo. Wydarzenia teraźniejsze opowiadają o Tajgete i przeplatają się z początkiem XX wieku, gdzie poznajemy jej babcię Lucię.

Podobał mi się kontrast, jaki autorka utworzyła pomiędzy tymi dwoma bohaterkami. Tiggy jest spokojna, uduchowiona, a także jest miłośniczką natury i żyje w zimowej Szkocji. Zaś Lucia jest kobietą, która za wszelką cenę dąży do spełnienia swoich marzeń oraz mieszka w gorącej Hiszpanii. Jest wulkanem energii, bywała buńczuczna i dzięki temu jeszcze jako dziecko, bo w wieku dziesięciu lat podbijała serca publiczności. Stała się znaną na całym świecie tancerką flamenco. Jednak jej droga do sukcesu nie była usłana różami. Były to czasy wojny domowej w Hiszpanii, a ona sama wywodziła się z ubogiej rodziny Cyganów w Sacramento.

Twórczość Lucindy Riley za każdym razem ujmuje mnie świetnymi opisami, które sprawiają, że niemal czuję jakbym dane wydarzenia przeżywała razem z bohaterami lub razem z nimi była w jakimś miejscu. Choć w Hiszpanii byłam tylko raz i dość krótko to wydaje mi się, że autorka perfekcyjnie oddała klimat tego miejsca, ale i życia w tamtych czasach. Przybliżyła tutaj czytelnikom również kulturę hiszpańskich Romów, którzy musieli sobie radzić, np. z dyskryminacją. Niczego nie upiększa, wszystko, co przedstawia wydaje mi się takie rzeczywiste. Może jedynie poza wątkiem z przewidywaniem przyszłości, czy rozmowami z duchami przodków.

Podsumowując, czytajcie książki Riley! Są świetne! Zawierają malownicze opisy miejsc przenosząc czytelnika w świat bohaterów oraz wciągającą i poruszającą fabułę. Wciągają od samego początku i ciężko się od nich oderwać dopóki nie pozna się zakończenia.


Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.


czwartek, 25 kwietnia 2019

Remigiusz Mróz - Umorzenie

Remigiusz Mróz - Umorzenie


Tytuł książki: Umorzenie
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 468
Data premiery: 13.03.2019

Skalscy to typowa szczęśliwa rodzina – małżeństwo wraz z dwójką dzieci. Pewnej nocy sąsiedzi słyszą krzyki dochodzące z ich domu. Na miejscu policjanci odnajdują bestialsko zamordowaną matkę oraz dzieci, a jedyny trop wskazuje na mężczyznę, który był ich mężem oraz ojcem. Był osobą, która nigdy nie podniosła ręki na bliskich. Dlaczego więc zabił? Joanna Chyłka podejmuje się jego obrony, nie zważając na problemy osobiste. Sprawa z góry wygląda na przegraną, ponieważ oskarżony od razu przyznaje się do winy. Ma jednak żelazne alibi, który wyklucza jego winę, choć on sam twierdzi, że zostało sfabrykowane.

Remigiusz Mróz to aktualnie najpopularniejszy polski pisarz młodego pokolenia. Nie wiem, czy istnieje osoba, która nie znałaby jego nazwiska. Choć nie przeczytałam wszystkich jego książek to zdecydowanie należę do grona fanów jego pióra. A kolejnych tomów serii o Chyłce zawsze wyczekuję z niecierpliwością. Na szczęście autor wydaje książki tak szybko, że nie muszę nigdy czekać dłużej niż kilka miesięcy. „Umorzenie” to już dziewiąty tom serii i polecam zapoznawanie się z nimi we właściwej kolejności.

Czytelnicy, którzy dobrze znają serię o Joannie Chyłce z pewnością wiedzą, czego się spodziewać. 
Przede wszystkim lektura ta wciąga od samego początku. Intryga została dobrze uknuta – akcja zawiera mnóstwo zwrotów, a Mróz ciągle wodzi czytelnika za nos. Kiedy staramy się coś przewidzieć to okazuje się, że nic nie jest takie jak się wydawało oraz że wszystko ma drugie dno. Warto tu wspomnieć, że w tej części pojawia się Tesa, bohaterka „Hashtagu”. Polecam przed sięgnięciem po „Umorzenie” zapoznać się najpierw z tamtą historią, ponieważ to co Mróz opisuje tutaj to historia po wydarzeniach z tamtej książki. Jeśli jednak nie czytaliście i nie macie zamiaru nadrabiać „Hashtagu” to ważniejsze kwestie prędzej, czy później zostają tutaj przez autora wyjaśnione.


Mróz nie oszczędza swoich bohaterów. W każdej kolejnej części wydaje mi się, że już nic gorszego im się nie przytrafi i zawsze okazuje się, że się myliłam. Tym razem jest podobnie – Joanna zmaga się z pewnym problemem, który rzutuje na jej relację z Kordianem. Oczywiście Chyłka postępuje po swojemu i nie mówiąc mu o swojej przypadłości stara się go odsunąć. Nie traci jednak typowego dla siebie rzucania ripostami. Zordon z każdą częścią zyskuje jeszcze więcej mojej sympatii. Podoba mi się przemiana, jaką można w nim zaobserwować na przestrzeni tych dziewięciu tomów serii.

„Umorzenie” to kolejna świetna kontynuacja serii. Autorowi ponownie udało się mnie zaskoczyć oraz dostarczyć mi świetnej rozrywki, kiedy byłam pochłonięta tą lekturą. Tą książką w dalszym ciągu utrzymuje się jako jeden z moich ulubionych polskich autorów.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.








wtorek, 23 kwietnia 2019

Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda - Cymanowski młyn

Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda - Cymanowski młyn


Tytuł książki: Cymanowski młyn
Autorzy: Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 340
Data premiery: 13.02.2019


Monika i Maciej przechodzą właśnie kryzys małżeński. Spędzają ze sobą coraz mniej czasu, rzucając się w wir pracy. Pewnego dnia otrzymują zagadkowy prezent, jakim jest voucher na dwutygodniowy pobyt w leśnym pensjonacie. Para wyrusza w podróż, początkowo dając się porwać romantycznym chwilom. Jednak Maciej otrzymuje telefon i musi pilnie wyjechać. Tymczasem Monika spotyka mężczyznę łudząco przypominającego jej byłego narzeczonego. Czy uda im się uratować małżeństwo? Co jeszcze spotka ich z dala od cywilizacji?

Przeczytałam do tej pory kilka książek Magdaleny Witkiewicz, w tym również te w duecie z innym autorem i polubiłam jej pióro. Tworzy świetne historie obyczajowe z szczęśliwymi zakończeniami. Zaś twórczość Stefana Dardy była mi obca. Wiedziałam jedynie, że zyskał popularność dzięki książkom grozy, a rzadko sięgam po ten gatunek. Byłam jednak bardzo ciekawa, co może wyjść z połączenia pracy tak twórczości autorów specjalizujących się w tak różnych od siebie gatunkach.

Występuje tu narracja trzecioosobowa, przeplatając się z pierwszoosobową. Książkę czytało mi się dobrze i dość szybko. Odnoszę wrażenie, że udało mi się rozpoznać, który fragment został napisany, przez którego ze współautorów. Wątek obyczajowy zdecydowanie przyćmił wątek grozy, a elementów thrillera pojawia się tu naprawdę niewiele. Sięgając po tę lekturę warto mieć to na uwadze, żeby uniknąć ewentualnych rozczarowań. Nie ukrywam, że ja zdecydowanie bardziej wolałabym, aby proporcje rozłożyły się odwrotnie. Liczyłam na trochę mocniejszą lekturę.

Najmocniejszym aspektem tej lektury, w moim odczuciu jest świetny klimat, który zbudowali autorzy. Pensjonat w lesie, w pobliżu bagien z dala od ludzi i cywilizacji. Tego typu opisy zdecydowanie mogą oddziaływać na czytelnika w trakcie lektury, a także stworzyły napięcie oraz tajemniczość. Pojawiają się tu także piękne opisy malowniczych Kaszub, które również bardzo przypadły mi do gustu.


„Cymanowski młyn” okazał się dla mnie lekturą trochę rozczarowującą, jednak jeśli Witkiewicz i Darda jeszcze kiedyś wspólnie napiszą jakąś książkę to z pewnością dam jej szansę. Poza tym, że tę lekturę czyta się szybko i autorzy stworzyli świetny klimat to była ona dla mnie trochę przewidywalna oraz zawiera zbyt mało elementów thrillera w stosunku do warstwy obyczajowej. Niektórych z pewnością może zaskoczyć pojawienie się wątku paranormalnego. Polecam przeczytać samemu i wyrobić sobie własną opinię J


Moja ocena: 5/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia.


poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Adam Silvera - Nasz ostatni dzień

Adam Silvera - Nasz ostatni dzień

Tytuł książki: Nasz ostatni dzień
Oryginalny tytuł: They both die at the end
Autor: Adam Silvera
Wydawnictwo: We need YA
Ilość stron: 408
Data premiery: 13.03.2019

Mateo Torrez i Rufus Emeterio nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego do czasu otrzymania pewnej wiadomości telefonicznej, z której dowiadują się, że umrą w ciągu dwudziestu czterech godzin. Choć bardzo się od siebie różnią to poznają się dzięki aplikacji Ostatni Przyjaciel. Spotykają się i postanawiają razem przeżyć ostatnie chwile w swoich życiach, które będą ich ostatnią przygodą. Co zrobią w tym czasie i czy może ten telefon to jednak żart i ta informacja się nie sprawdzi?

Adam Silvera pochodzi z Bronxu. Przez kilka lat pracował jako sprzedawca książek dla dzieci, agent literacki, a także recenzent książek dziecięcych i młodzieżowych. Dzięki debiutanckiej powieści „More happy than not”, autor został wyróżniony przez „Publishers Weekly”. Twórczość Silvery zaczęłam poznawać właśnie od jego debiutu i mimo, iż ze względu na swój wiek po młodzieżówki staram się sięgać coraz rzadziej, to zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że kolejne jego książki będę zawsze brała w ciemno!

Występuje tutaj narracja pierwszoosobowa, głównie z perspektywy dwójki głównych postaci. Ale autor wplótł w historię również pojedyncze rozdziały z perspektywy osób drugoplanowych. Przypadło mi to do gustu, ponieważ dzięki temu miałam szersze spojrzenie na świat wykreowany przez autora. Uważam za świetny, pomysł z telefonami informującymi ludzi o ich zbliżającej się śmierci. Jednak autor zostawił mnie z pytaniami bez odpowiedzi, ponieważ nie do końca wykorzystał potencjał wykreowanej przez siebie rzeczywistości i nie przedstawił jej czytelnikowi zbyt szczegółowo. No bo jak to się stało, że ludzie otrzymują takie telefony? Na jakiej zasadzie są wybierani? Czy po prostu skąd ktoś posiada taką wiedzę? Czuję niedosyt z powodu tej niewiedzy.

Znając poprzednie książki Silvery, nie spodziewałam się niczego innego jak prawdziwej bomby emocjonalnej, która będzie towarzyszyła tej lekturze i nie pomyliłam się. Autor ponownie porusza trudny temat, który skłania do refleksji. Zastanawialiście się, co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że umrzecie w przeciągu dwudziestu czterech godzin? Jak wykorzystalibyście ten czas? Rozpaczając? Spełniając marzenia? Odwiedzając ulubione miejsca? A może próbując naprawić jakieś błędy? Z prawie każdej strony bije smutek, zbliżający się koniec, bezradność, które oddziałują na czytelnika i nie pozostawiają go w obojętności. To za to przede wszystkim polubiłam twórczość tego autora.

„Nasz ostatni dzień” to historia, która pokazuje, że należy każdy dzień przeżywać tak, aby być z niego zadowolonym i niczego nie żałować. Należy żyć pełnią życia i niczego wiecznie nie odkładać na później, bo „później” może się nie wydarzyć. Ponownie przy recenzji książki Silvery muszę to napisać – to jedna z lepszych książek młodzieżowych, jaką miałam okazję przeczytać.


Moja ocena: 8/10



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu We need YA.



sobota, 20 kwietnia 2019

Donato Carrisi - Władca ciemności

Donato Carrisi - Władca ciemności


Tytuł książki: Władca ciemności
Oryginalny tytuł: Il maestro delle ombre
Autor: Donato Carrisi
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 336
Data premiery: 30.01.2019

W wyniku gwałtownej burzy w Rzymie doszło do awarii elektrowni. Zmusiło to władze do podjęcia decyzji o ogłoszeniu dwudziestoczterogodzinnej przerwy w dostawie prądu. Być może nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie pewna tajemnicza przepowiednia. Ponad pięćset lat temu papież Leon X ostrzegał przed tym wydarzeniem. Miasto pogrążone w ciemności opanowuje panika i chaos, którym towarzyszą zwłoki. Do rozwiązania tej zagadki zostaje zaangażowany penitencjariusz Marcus, który jest łowcą cieni przeszkolonym w rozpoznawaniu anomalii występujących na miejscach zbrodni.

Donato Carrisi jest włoskim pisarzem, scenarzystą i dramaturgiem. Ukończył prawo ze specjalizacją z kryminologii. W czasie studiów pisał sztuki dla grupy teatralnej Vivarte, którą założył. Od 1991 roku współpracuje z telewizją RAI, a także jest autorem scenariuszy kilku popularnych we Włoszech seriali. Swoją przygodę z twórczością autora zaczęłam właśnie od serii o Marcusie i od razu pokochałam jego pióro! Dlatego ucieszyłam się na wiadomość o premierze trzeciego tomu tej serii i wiedziałam, że muszę ją niebawem przeczytać.

Styl autora był mi już znany i dobrze wiedziałam, czego się spodziewać. Lekturę tę czytało mi się dość szybko, a to dzięki dynamicznej akcji. Występuje tu narracja trzecioosobowa. Carrisi w tej książce ponownie zabiera czytelnika do Rzymu, który tak jak w poprzednich częściach, okazuje się miastem mrocznym i tajemniczym. We „Władcy ciemności” przeplata się wiele wątków takich jak seryjne morderstwa, zaginięcie chłopca sprzed lat, sekta wyznawców Władcy Cieni, a to wszystko w mieście odciętym na dobę od prądu.

Pomysł na awarię elektrowni był świetną okazją do wykazania się kreatywnością przez autora i moim zdaniem w pełni to wykorzystał. Carrisi przedstawił obraz apokaliptycznej wizji Rzymu w dość realny sposób. Panika i chaos spowodowane niecodziennym wydarzeniem doprowadzają do wielu tragicznych w skutkach wydarzeń. Nie chcę opisywać zbyt wiele, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że dzieje się w tej książce tak wiele, że nie da się przy niej nudzić.

Jeżeli szukacie thrilleru z dynamiczną akcją, mnóstwem nieoczywistych zwrotów oraz z intrygującymi bohaterami to polecam „Władcę ciemności” oraz dwa poprzednie tomy serii. Marcus jest bohaterem, który posiada ciekawe zdolności i jeszcze ciekawszą przeszłość, a do tego jest pełen tajemnic ze względu na swoją amnezję. Choć można się domyślić, kto za wszystkim stoi to Carrisi umiejętnie manipuluje czytelnikiem. 


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.






wtorek, 16 kwietnia 2019

Melissa Darwood – Guerra

Melissa Darwood – Guerra


Tytuł książki: Guerra
Autor: Melissa Darwood
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 240
Data premiery: 23.10.2018



Związek Zuzy i Patryka przechodzi mały kryzys. Odkąd jej najbliżsi zostali Guardianami są zajęci innymi sprawami i nie mają już dla niej tyle czasu, co dawniej. Dziewczyna czuje się samotnie, ale cieszy się z okazji zbliżającego się koncertu, kiedy to wystąpi jak wokalistka, bo marzy o karierze w tym kierunku. Niestety podczas tego wydarzenia niespodziewanie dochodzi do tragedii. Patryk ratuje Zuzie życie łamiąc w ten sposób zasadę w wyniku, której zostaje zesłany do Guerry. Czy będzie jeszcze dane być im razem i zaznać szczęścia?

„Guerra” to drugi tom serii „Wysłannicy”. Tym razem autorka postawiła na narrację trzeciosobową, a pierwszoplanową postacią staje się Zuza, czyli najlepsza przyjaciółka Larysy. Polubiłam tę postać już w pierwszej części, a tutaj pokazała na co ją stać. Jest silną kobiecą postacią, która nie cofnie się przed niczym, aby ocalić ukochanego. Choć czeka ją trudne zadanie, dziewczyna nie zważając na możliwe konsekwencje, wyrusza w drogę. Nawet, kiedy nic nie działo się po jej myśli, nie poddawała się.

Darwood tym razem ponownie pokazała, że jej kreatywność nie jest niczym ograniczona. W tej powieści niezwykle istotnym elementem jest Guerra. Jest to miejsce potępienia dusz Guardianów, którzy złamali jakąś zasadę lub którzy podpisali diabelski pakt z Kupcem Dusz. Guerra wydała mi się świetnym sposobem na przedstawienie mrocznej strony ludzkiej natury. Samo to miejsce od samego początku wydawało mi się intrygujące, a także okazało się pełne niebezpieczeństw.

Mimo, iż ta część jest mniej obszerna od swojej poprzedniczki to podobała mi się bardziej. Oczarował mnie świat wykreowany przez autorkę i nie mogłam się oderwać od tej lektury! Nie znajdziemy tu zbędnych opisów, które mogłyby nużyć czytelnika, a fabuła wciąga od samego początku. Na Zuzę czyha mnóstwo niebezpieczeństw, co zbudowało również pewnego rodzaju napięcie. Moim zdaniem to ciekawa książka młodzieżowa, która z pewnością przypadnie do gustu wielbicielom fantastyki.  Ja z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części.


Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



niedziela, 14 kwietnia 2019

Melissa Darwood – Larista

Melissa Darwood – Larista



Tytuł książki: Larista
Autor: Melissa Darwood
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 288
Data wydania: 21.06.2018

Larysa jest typową nastolatką. Niedawno skończyła osiemnaście lat, a jej myśli krążą wokół zbliżającej się matury oraz konieczności podjęcia decyzji w kwestii studiów. Ma kochających rodziców oraz wspaniałą przyjaciółkę. Posiada również talent artystyczny – świetnie maluje. Jednak to jej nie wystarcza. Dziewczyna marzy o wielkiej miłości i nie może się doczekać aż spotka tego jedynego. Pewnego dnia na swojej drodze spotyka Gabriela, który jest tajemniczym nieznajomym z jej koszmaru. Jak to spotkanie wpłynie na jej dotychczasowe życie?


Melissa Darwood to pseudonim literacki polskiej autorki. Pochodzi ona z urokliwego miasteczka w środkowej części Polski, a wychowała się w otoczeniu lasów. Pisze książki młodzieżowe, a „Larista” to jej powieść debiutancka, która została wydana w 2013 roku, a teraz została wznowiona przez inne wydawnictwo oraz uzupełniona o rozdziały z przybliżające postać Gabriela. Już od dawna chciałam zapoznać się z twórczością Darwood, ponieważ nie spotkałam się jeszcze z negatywnymi opiniami na temat jej twórczości.

W tej powieści występuje narracja pierwszoosobowa. Część rozdziałów poznajemy z perspektywy Larysy, a część z perspektywy Gabriela. Styl autorki jest lekki, dialogi niewymuszone, a fabuła wciąga od samego początku. W trakcie tej lektury dostrzegłam zainspirowanie serią „Zmierzch”. Mamy tutaj kilka podobieństw. Zachowanie głównej bohaterki, nadnaturalne istoty, czy sam wątek miłosny.

Larysa niestety nie należy do postaci, które obdarzyłam sympatią. Była dla mnie zbyt infantylna i wydawało mi się, że kiedy spotkała swoją wielką miłość to za bardzo polegała na nim i wiedziała, że on zawsze niczym rycerz na białym koniu przybędzie jej z pomocą oraz wybawi z opresji. Co do reszty bohaterów to nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale podoba mi się, że Darwood nie postawiła tu na oklepane już wszędzie wampiry, czy wilkołaki, a wymyśliła coś swojego. Zaintrygowała mnie wprowadzeniem do swojej opowieści Guardianów oraz Tentatorów oraz to jak za ich pomocą przedstawiła walkę dobra ze złem. Jedni mają za zadanie ratować ludzi przed śmiercią, a inni wręcz przeciwnie.

„Larista” to pierwszy tom dobrze zapowiadającej się serii „Wysłannicy”. Mimo pewnych elementów, które nie do końca przypadły mi do gustu jak główna bohaterka, czy inspiracja pewną znaną serią to uważam, że autorka całkiem dobrze poradziła sobie z wprowadzeniem do swojej powieści również czegoś oryginalnego, co sprawi, że od książki będzie się ciężko oderwać. Przypadł mi do gustu świat, w którym istnieją Guardianie i Tentatorzy, a także bardzo jestem ciekawa, czym Darwood zaskoczy mnie w kolejnym tomie.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



sobota, 13 kwietnia 2019

Laini Taylor – Muza koszmarów

Laini Taylor – Muza koszmarów



Tytuł książki: Muza Koszmarów
Oryginalny tytuł: Muse of Nightmares
Autor: Laini Taylor
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 480
Data wydania: 27.02.2019


Akcja rozpoczyna się w miejscu, w którym skończyła się pierwsza część. Lazlo i Sarai nie są już tym, kim byli. Chłopak musi dokonać niemożliwego wyboru – uratować ukochaną kosztem tysięcy mieszkańców Szlochu, czy poświęcić jej życia dla dobra większości. Losy mieszkańców stoją pod znakiem zapytania, a wojna wydaje się być nieunikniona. Jak wybrną z tego bohaterowie? I czy wyjdą z tego cali?

„Muza Koszmarów” to drugi tom serii „Strange the Dreamer”. Obie książki przykuwają uwagę swoimi przepięknymi okładkami, ale treść jest równie interesująca. Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się poznać tę serię dopiero niedawno i przeczytać drugą część od razu po pierwszej. „Marzyciel” skończył się w taki sposób, że gdybym go przeczytała od razu po premierze to nie wiem jak wytrzymałabym z tymi wszystkimi pytaniami pozostawionymi bez odpowiedzi blisko rok do premiery kolejnego tomu.

Ponownie jestem pod wrażeniem przepięknego języka, jakim posługuje się Taylor. Chociażby ze względu na to warto poznać tę serię, bo jest niezwykle barwny i magiczny. Wydarzenia dotyczące Lazlo i Sarai przeplatają się z rozdziałami opowiadającymi historie nowych postaci – sióstr Kory i Novy. Początkowo może być ciężko zrozumieć, po co te postaci zostały wplecione do fabuły, ale im dalej, tym więcej informacji o nich otrzymujemy i sprawa staje się jaśniejsza.

W „Muzie Koszmarów” autorka stopniowo wyjaśnia kwestie, które intrygowały czytelnika od pierwszego tomu. Otrzymujemy tu więcej informacji o pochodzeniu bogów, o tym co się działo z ich dziećmi, o krążącej Zjawie nad cytadelą, a także o przeszłości Erila-Fane’a. Mam wrażenie, że przez to akcja książki trochę zwolniła i ta część nie wywarła na mnie aż takiego jak pierwsza. Oczekiwałam czegoś więcej, a ta książka jest na dość podobnym poziomie do poprzedniej. Przedstawiane wydarzenia były ciekawe, ale spodziewałam się większej dynamiki oraz większego zaskoczenia, a w „Marzycielu” Taylor postawiła sobie poprzeczkę wysoko.

Pojawiają się tu bohaterowie, których znamy, ale i nowi istotni dla całej historii, takie jak wyżej wspomniane Kora i Nova. Czytelnik może tu zaobserwować przemianę Sarai, ponieważ odkrywa się ona tu na nowo. Niestety skoro jestem przy bohaterach to muszę wspomnieć, o tym, że tutaj także mnie coś rozczarowało. Niestety Lazlo został zepchnięty na dalszy plan i stał się postacią drugoplanową, nad czym ubolewam. Na jego niekorzyść podziałało również dalsze rozwinięcie wątku romantycznego. Wolałabym, żeby było go mniej, a więcej samej fantastyki i akcji.

„Muza Koszmarów” podobała mi się, choć oceniam ją trochę gorzej niż pierwszy tom. Bohaterowie na swojej drodze spotykają przeszkody i niebezpieczeństwa, którym muszą stawić czoło, ale nie do końca przypadło mi do gustu zepchnięcie Lazlo na boczny tor oraz tak duża rola wątku romantycznego. Mimo tego książkę oceniam dobrze, ponieważ autorka posługuje się fantastycznym językiem, a to co przygotowała dla swoich bohaterów było dla mnie ciekawe.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu SQN.


Copyright © 2016 Books and Cats Lover , Blogger