Oryginalny tytuł: Famine
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 416
Data wydania: 12.09.2017
Ed Hardesty jest farmerem, który nie dawno po
zmarłym ojcu przejął rodzinne ziemie. Stara się prowadzić rodzinny biznes jak
najlepiej, ponieważ w pozostawionych mu papierach znalazł informację, że jest
na skraju bankructwa i robi wszystko, aby do tego nie dopuścić. Jakby tego było
mało wiele akrów ziemi są kością niezgody pomiędzy nim, a jego żoną Season,
która na pewien czas decyduje się wyjechać razem z córką do siostry. Pewnego
dnia Ed odkrywa, że jego pszenica została dotknięta tajemniczą zarazą, która
rozprzestrzenia się w bardzo szybkim tempie. Media bagatelizują problem i nie
przedstawiają jego realnych rozmiarów. Farmer prosi o zbadanie przyczyny gnicia
pszenicy znajomego naukowca. Kiedy jednak docierają do niego informacje, że ten
problem pojawił się u wielu farmerów i uzmysłowił sobie skalę problemu nie waha
się przed sięgnięciem po swoją ostateczną szansę, jaką jest kontakt z jednym z
najbardziej wypływowych ludzi w kraju.
Pomysł na książkę był bardzo dobry. Apokaliptyczna
wizja USA zachęciła mnie już swoim opisem z tyłu książki i nie mogłam się
doczekać aż zacznę ją czytać, ale niektóre rzeczy nie zostały do końca
dopracowane. Zarazą zostaje dotknięta nie tylko pszenica, ale również owoce i
warzywa – to jest pierwszy moment, w którym zabrakło mi sensu, przecież jest
wiele innych rzeczy, które można jeść jak np. ryby, a jakoś nikt na to nie
wpadł.
Plus tej książce należy się za świetnie
przedstawione zachowanie ludzi, którzy w obliczu paniki przestają myśleć
logicznie i aby przetrwać dosłownie zachowują się jak dzikie zwierzęta. Totalny
chaos. Okradają sklepy – ale nie jest to zwykła kradzież, nie idą do sklepu po
to co potrzebują, nie biorą tego i nie wychodzą. Tylko wpadają całym tłumem do
supermarketu, przepychają się, jedna osoba bierze 3 wózki i wypełnia je wszystkim,
co pierwsza zdejmie z półki, nawet rzeczami, które nie są do jedzenia jak sandały.
Ludzie dosłownie plądrują te sklepy, przewalają półki, a kiedy ktoś upadnie i
uderzy się przy tym w głowę lub się kogoś zadepcze na śmierć to nie istotne. Jednak
opisy, kiedy ludzie kłócili się o produkty w sklepie lub wręcz się o nie bili
były trochę przesadzone i momentami wręcz zabawne.
Fani brutalnych i krwawych scen będą zadowoleni. Opisy
zabójstw są tu przedstawione dosadnie, ze szczegółami, które pobudzają
wyobraźnię. Pod tym względem mocne wrażenia są gwarantowane.
Sceny seksu w tej książce zdecydowanie są słabym
elementem. Są tak niesmaczne, wulgarne i odbierało mi to przyjemność czytania
tej historii. Momentami miałam też wrażenie, że autor chciał tych opisów
upchnąć w książce na siłę jak najwięcej, bo większość bohaterów z tych scen
ledwo się znała i nie twierdzę, że w prawdziwym życiu tak się nie zdarza. Po prostu
było tego tak dużo, że było to dla mnie przesadzone.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Mastertona
i mam mieszane uczucia. Słyszałam o tym autorze wiele pozytywnych opinii, a
tymczasem ta książka nie wywarła na mnie zbyt dobrego wrażenia. Pomysł był świetny,
ale przy jego wykonaniu coś poszło nie tak i nie do końca dostałam to czego
oczekiwałam. Myślę jednak, że jeszcze kiedyś dam Mastertonowi drugą szansę i
spróbuję z jakąś inną jego książką.
Moja ocena: 5/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.
Po twoim opisie jednak nie sięgnę po tę książkę. Byłam jej ciekawa, Ale ona nie jest zupełnie w moim klimacie. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJa niestety się nią rozczarowałam :(
Usuń