niedziela, 31 marca 2019

Paulina Hendel - Strażnik

Paulina Hendel - Strażnik



Tytuł książki: Strażnik
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: We need ya
Ilość stron: 368
Data wydania: 27.02.2019


Hubert budzi się w ciemnym i zamkniętym pokoju. Nie poznaje tego miejsca, a ostatnie, co pamięta to wycieczka szkolna w Paryżu, na której był ze swoją klasą. Okazuje się, że chłopak znajduje się w Polsce, a od jego ostatnich wspomnień minęło… siedem lat! Mężczyzna, który się nim opiekuje, wyjaśnia mu, że impuls elektromagnetyczny zniszczył technologię, a zaraza i epidemia przetrzebiły ludzkość. Chłopak pragnie odszukać swoją rodzinę. Ale jak poradzi sobie w otaczającym go świecie, który jest tak różny od tego, który znał?

Paulina Hendel pochodzi z Miastka. Pasjonuje się wierzeniami ludowymi i demonologią słowiańską. „Strażnik” to pierwszy tom serii „Zapomniana księga” i jest to jej debiutancka książka, której wydanie niedawno zostało wznowione. Po przeczytaniu świetnych trzech tomów serii o Żniwiarzach już dawno miałam chęć sięgnąć po tę wcześniejszą serię. Jednak trochę się tego obawiałam i wciąż to odkładałam. Zastanawiałam się, czy dwie historie oparte na słowiańskiej demonologii wykreowane przez tą samą autorkę, będą na tyle od siebie różne, że ta również mnie wciągnie od samego początku.

Styl autorki jest lekki, bez zbędnych opisów, czy zbyt wyszukanego słownictwa, dzięki czemu tę lekturę czyta się naprawdę szybko. Bardzo lubię tematykę postapokaliptyczną, ponieważ ciekawi mnie to jak z problemami obecnej rzeczywistości poradzą sobie ludzie. Hendel bardzo szczegółowo przedstawiła czytelnikowi wykreowany przez siebie świat. Nie ma już kogoś takiego jak prezydent, są jedynie miejscowi przywódcy, którzy pełnią rolę liderów w danej, niewielkiej społeczności. Brak internetu, sprawnych komputerów, czy bieżącej wody zmusiła ludzi to zostania myśliwymi, czy rolnikami. Autorka umieściła w tej książce wiele opisów, które przybliżają czytelnikowi dokładnie to jak ludzie sobie radzą z otaczającym ich światem, ich codzienne życie, czy charaktery. Ale oprócz codziennych obowiązków pozwalających im przeżyć, muszą również stawiać czoło demonom, które wyszły z ukrycia i stwarzają zagrożenie.

Hubert został rzucony na głęboką wodę, musiał szybko się przestawić i nauczyć żyć w nowej dla niego rzeczywistości. Tutaj również Hendel nie szczędziła opisów dotyczących jego prób radzenia sobie. Natomiast może w tej postaci irytować fakt, iż mentalnie chłopak dalej zachowuje się jak nastolatek, a tymczasem jest już mężczyzną. Intrygował mnie jednak fakt utraconej przez niego pamięci, byłam ciekawa, kiedy i czy w ogóle ją odzyska oraz w jakich okolicznościach. Pozostałe postaci też uważam za dopracowane i są mocną stroną tej książki.

Jest jednak kilka słabszych aspektów. Ciężko było mi uwierzyć, że ludzie tak szybko zapomnieli o słowiańskich wierzeniach do tego stopnia, że często nie mieli pojęcia, z czym walczą. Zaskakująco szybko odbudowali naprawdę wiele w ciągu zaledwie tych kilku lat. Biorąc pod uwagę, w jakich warunkach żyją, wydało mi się to mało realne.


„Strażnik” to pierwszy tom serii opartej na słowiańskiej demonologii. Fanom serii o żniwiarzach oraz wątków postapokaliptycznych z pewnością przypadnie do gustu. Autorce udało się przedstawić intrygującą rzeczywistość oraz historię, której kontynuację przeczytam już niebawem.


Moja ocena: 6/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu We need YA.


czwartek, 28 marca 2019

[Przedpremierowo] M.T. Edvardsson – Zupełnie normalna rodzina

[Przedpremierowo] M.T. Edvardsson – Zupełnie normalna rodzina



Tytuł książki: Zupełnie normalna rodzina
Oryginalny tytuł: En helt vanlig familj
Autor: M.T. Edvardson
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 496
Data premiery: 15.04.2019

Ulrika, Adam oraz Stella tworzą zupełnie normalną rodzinę. Matka jest prawniczką, ojciec pastorem. Razem z dziewiętnastoletnią córką spędzają czas w zupełnie typowy sposób. Piątkowe wieczory upływają im na jedzeniu pizzy i wspólnych wieczorach przed telewizorem, a soboty w centrach handlowych. Jednak pewnego dnia ich spokojne i poukładane życie zostaje wywrócone do góry nogami, kiedy to ukochana córka zostaje aresztowana i oskarżona o morderstwo.

Muszę przyznać, że opis książki mocno mnie zaintrygował, bo byłam ciekawa, co takiego naprawdę ukrywa ta rodzina pod pozorami normalności. Historia ta została przedstawiona w narracji pierwszoosobowej z perspektywy trójki głównych postaci – Stelli, Ulriki oraz Adama. Był to bardzo dobry zabieg, ponieważ okazuje się, że każde z nich miało zupełnie inne spojrzenie na tę sprawę. Ich poglądy, chęci dalszego postępowania, obawy, czy wiedza odbiegały od siebie.

Największą zaletą tej lektury jest kreacja bohaterów. Po pierwsze Edvardsson świetnie przedstawiła portrety psychologiczne swoich postaci. Podobało mi się, że mogłam wniknąć w ich myśli. Najciekawsze tu dla mnie było zgłębienie psychiki Stelli oczekującej w areszcie na proces. Po drugie, dzięki temu zabiegowi Stella, Ulrika oraz Adam wydawali mi się postaciami z krwi i kości. Rozumiałam ich obawy i w pewnym sensie trzymałam kciuki za ich powodzenie. Po trzecie miałam wrażenie, że niemal uczestniczę w tym procesie razem z postaciami. W takim poczuciu z jeszcze większym zainteresowaniem śledziłam dalszy rozwój wydarzeń.

Edvardsson ukazała tutaj rodzinne relacje. Więź łącząca rodziców z dziećmi jest bardzo silna. Przedstawiła tu, że rodzic jest w stanie wiele poświęcić, przekroczyć pewne granice, byle tylko więcej nie drżeć w obawie, że ich dziecku może spaść włos z głowy. W obliczu niebezpieczeństwa, czy poważnych tarapatów, rodzice mogą zrobić wiele, nawet zapomnieć o pewnych wartościach, którymi kierowali się całe życie.

Autorka stworzyła w tej powieści klimat pełen niedopowiedzeń i tajemnic. I w pewnym sensie to sprawiało, że z chęcią czytałam tę lekturę dalej. Chciałam poznać ich sekrety i rozwiązanie zagadki. Natomiast brakuje tu zawrotnego tempa akcji i wszystko dzieje się dość powoli. Momentami ta lektura okazała się dla mnie nużąca i z trudem przebrnęłam przez te fragmenty. Myślę, że spokojnie można było odchudzić tę książkę o około 100 stron i wyszłoby jej to na dobre.

„Zupełnie normalna rodzina” to opowieść o sile rodzinnych więzów oraz przyjaźni, kłamstwach i niedopowiedzeniach. Sięgając po tę lekturę trzeba mieć na uwadze, że miłośnikom krwawych i brutalnych opisów, czy dynamicznej akcji raczej nie przypadnie do gustu. Zatem polecam tę lekturę osobom, które chcą poznać historię zwyczajnych ludzi, pełną sekretów do odkrycia.


Moja ocena: 6/10


Za przedpremierowy egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.




niedziela, 24 marca 2019

Ashley Woodfolk - Piękno, które pozostanie

Ashley Woodfolk - Piękno, które pozostanie



Tytuł książki: Piękno, które pozostanie
Oryginalny tytuł: The beauty the remains
Autor: Ashley Woodfolk
Wydawnictwo: We need ya
Ilość stron: 400
Data wydania: 13.02.2019


Ashley, Shay i Logan chodzą do tej samej szkoły, a poza tym wydaje się, że nic ich nie łączy. Jednak nic bardziej mylnego. Każde z nich właśnie zmaga się ze stratą kogoś bliskiego oraz kochają muzykę. Poza tym różnią się wszystkim. Przeżywają żałobę na różne sposoby i różnie sobie z tym radzą. A może właśnie zupełnie sobie z tym nie radzą? Bo jak można przejść po czymś takim do porządku dziennego?

„Piękno, które pozostanie” to debiut Ashley Woodfolk i jak na debiut nie jest źle, choć uważam, że mogłoby być lepiej. A może po prostu ja już wyrosłam z książek młodzieżowych i nie powinnam po nie sięgać. Ale nic nie poradzę, że tego typu książki wydawane przez We need YA są super i zazwyczaj bardzo mi się podobają.

Autorka postanowiła przedstawić tę historię w narracji pierwszoosobowej, z perspektywy trójki głównych bohaterów. Wydaje się to oczywiste, biorąc pod uwagę, że postawiła tu głównie na emocjonalność. Opisuje tu żałoby trzech różnych osób i próby radzenia sobie z nią. Każdy z bohaterów jest na innym etapie żałoby i każdy szuka ucieczki w czym innym. Jednak niestety akcji nie ma tu prawie wcale i sięgając po tę historię warto to wiedzieć, bo wiele osób może się rozczarować. Historia tu przedstawiona jest nostalgiczna, niemal z każdej strony bije ból i cierpienie bohaterów, ale nie spodziewajmy się tu zwrotów akcji. Niestety dla mnie jest to wada, ponieważ gdyby Woodfolk dopracowała ten aspekt, z pewnością wyszłaby z tego genialna opowieść. Muszę również wspomnieć, że z tego właśnie powodu lektura momentami była dla mnie nużąca i ciężko było mi przebrnąć przez niektóre fragmenty.

Moim zdaniem autorka chciała w tej książce też pokazać trochę zbyt wiele. Zróżnicowała bohaterów zarówno pod względem koloru skóry jak i orientacji seksualnej. Moim zdaniem w połączeniu z tak różnymi zachowaniami po stracie bliskiej osoby, było tego za dużo. Autumn jest nieśmiała, a jej przyjaciółka, której stratę opłakuje pomagała jej się trochę ośmielić. Dziewczyna pisze do niej wiadomości, choć zdaje sobie sprawę, że nigdy nie otrzyma na nie odpowiedzi. Shay czuje się po stracie siostry jakby straciła swoją połówkę, nie mogąc się z tym pogodzić zakłada jej ubrania. Zaś Logan nie może przestać oglądać filmików swojego zmarłego chłopaka, ale także próbuje zatopić swoje smutki w alkoholu.


Bardzo dobrze, że powstają książki, które poruszają tak istotny temat, jakim jest strata bliskiej osoby i próba radzenia sobie z tym oraz jak ważne wtedy jest wsparcie innych bliskich osób. Moim zdaniem, niestety autorka trochę przekombinowała i chciała pokazać różnorodność w zbyt wielu aspektach oraz zabrakło tu akcji. Jednak z całą pewnością nie można jej odmówić emocjonalności tej historii. Biorąc pod uwagę, że to debiut, podejrzewam, że w przyszłości dam autorce kolejną szansę.


Moja ocena: 5/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu We need YA.


piątek, 22 marca 2019

Alek Rogoziński - Śmierć w blasku fleszy

Alek Rogoziński - Śmierć w blasku fleszy



Tytuł książki: Śmierć w blasku fleszy
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Edipresse
Ilość stron: 304
Data wydania: 13.03.2019


Mario i Dominika wspólnie prowadzą agencję eventovą „360 stopni”. Pewnego dnia otrzymują zlecenie od najpopularniejszego polskiego projektanta – Olimpusa, aby przygotować pokaz mody. Jego wymagania są bardzo nietypowe, ale dwójka przyjaciół staje na głowach, żeby sprostać oczekiwaniom. Ten pokaz każdy na długo ma zapamiętać, ponieważ ma się kończyć, udawaną sceną, w której ginie jedna z modelek. Tyle, że niestety ginie ona naprawdę. Kto stoi za tym morderstwem? A może to tylko wypadek?

„Śmierć w blasku fleszy” to już dziesiąta książka Alka Rogozińskiego. Każdej jego nowości wyczekuję z niecierpliwością i tak też było tym razem. Kiedy do mnie dotarła, prawie od razu się za nią zabrałam. Nie bez powodu autor jest nazywany Księciem Komedii Kryminalnej - choć nie czytam zbyt często książek z tego gatunku to Rogoziński zdecydowanie jest jednym z moich ulubionych polskich autorów.

Jeśli czytaliście już jakąś książkę tego autora to z pewnością, wiecie czego spodziewać się po jego stylu. Jest lekko, pojawia się mnóstwo humoru, zarówno w dialogach jak i sytuacyjnego. Otrzymujemy tu również wiele nawiązań do postaci rzeczywistych, oczywiście wszystko z przymrużeniem oka. Lubię tego typu wtrącenia, lubię, kiedy nie wszystko w książce jest fikcją.

Tym razem autor wziął na warsztat świat mody – modelki, projektanci, właściciele agencji modelingowych, celebryci, dziennikarze. Choć sama z tym światem nie mam zbyt wiele styczności to wydaje mi się, że autor dość dobrze oddał pewne relacje i zależności. Pojawia się tu wiele zawiści, nienawiści, intryg, kopania pod sobą przysłowiowych dołków, szantaży, interesów oraz układów. Jestem prawie pewna, że część z nich ma miejsce również w świecie rzeczywistym, szczególnie rzeczy typu konflikt z powodu podmiany modelki na inną, która odegra w pokazie główną rolę.

Tradycyjnie na początku książki znajdziemy spis bohaterów i choć Mario oraz Krzysztof Darski byli mi znani z innych książek Rogozińskiego to muszę przyznać, że początkowo mi się to przydało, bo pojawia się tu naprawdę sporo postaci. Ale im więcej postaci, tym więcej potencjalnych podejrzanych, którzy mieli motyw, aby zabić modelkę. Muszę przyznać, że ten wątek naprawdę został świetnie dopracowany, bo do samego końca nie mogłam się zdecydować, kto za tym stoi. Skoro już jestem przy postaciach to nie mogę tu nie wspomnieć o Stefanii, matce Dominiki. Ta kobieta jest fantastyczna i z wielką chęcią przeczytałabym o niej w innej książce autora.


Podsumowując, „Śmierć w blasku fleszy” to lekka i zabawna lektura, którą stanowczo zbyt szybko się czyta! Przy książkach żadnego innego autora, nie śmieję się tyle, ile przy książkach Rogozińskiego, a jeśli jeszcze do tego przez całą lekturę nie mogę się domyślić, kto jest mordercą to jest to dla mnie lektura rewelacyjna. Książki tego autora mogę kupować lub podejmować współpracę w ciemno, bo wiem, że się nie zawiodę.


Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Edipresse oraz autorowi Alkowi Rogozińskiemu.


czwartek, 21 marca 2019

Magdalena Trubowicz - Zakochani w słowach

Magdalena Trubowicz - Zakochani w słowach



Tytuł książki: Zakochani w słowach
Autor: Magdalena Trubowicz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 344
Data premiery: 13.02.2019


Tomasz pracuje w bibliotece, a w wolnych chwilach pomaga pewnej aktorce Kornelii w przygotowaniach do roli. Mężczyzna jest w niej ślepo zakochany i ma przysłowiowe klapki na oczach – nie dostrzega wielu rzeczy. Ciężko pogodzić mu się z tym, że obiekt jego westchnień niedługo wyjeżdża. Jednak Tomasz ma prawdziwą przyjaciółkę Izabelę, która na każdym kroku go wspiera. Czy mężczyźnie uda się zdobyć serce ukochanej? Czy będzie im dane żyć długo i szczęśliwie?

Magdalena Trubowicz z wyksztalcenia jest magistrem inżynierem logistyki, a jej hobby to pisanie oraz gotowanie. W 2001 roku otrzymała nagrodę za najlepszą recenzją programu TVP „Zwyczajni niezwyczajni”. Jest autorką kilku powieści obyczajowych. „Zakochani w słowach” to trzeci tom serii „Kupidyn w spódnicy”. Jest to również najnowsza książka autorki i zarazem pierwsza jej powieść, którą mam okazję czytać. Przed sięgnięciem po nią, upewniłam się, iż nie trzeba wcześniej nadrabiać poprzednich tomów serii, ponieważ każdy opisuje inną historię.

W tej powieści występuje narracja trzecioosobowa. Styl autorki jest niezwykle lekki, a książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Pojawia się tutaj wiele postaci oraz jeszcze więcej wydarzeń i nie da się przy tej lekturze nudzić. Jest ciepła, lekka, zupełnie jak powiew wiosny. Nie brakuje tu również sporej dawki humoru, co cenię w książkach. Nie ma nic gorszego niż lektura, która nie wywołuje w czytelniku żadnych emocji, a tutaj można wielokrotnie, i się uśmiechnąć, i wzruszyć.

Tomasz jest mężczyzną, którego nie da się nie lubić. Pracuje w bibliotece, jest nieśmiały, szarmancki, pomocny i świetnie się sprawdza w pomocy w doborze literatury. Choć jest skryty i wydawać by się mogło, że ubiera się tak, żeby wtopić się w tłum i być niezauważalnym to czasami było w tej jego nieporadności coś co chwytało za serce. Nie można tu nie wspomnieć o Izabeli, która jest skromną bibliotekarką, ale przede wszystkim prawdziwą przyjaciółką mężczyzny. Pomaga mu walczyć z tą nieśmiałością i mogłabym tu jeszcze wiele wymienić, ale nie chcę psuć Wam lektury. Dodam tylko, że taka przyjaciółka to skarb. Sporą rolę odgrywa tu również Pani Zofia, która jest właścicielką biblioteki oraz ciotką Tomasza. Jest to kobieta z silnym charakterem, która lubi, kiedy wszystko toczy się wedle jej myśli i często narzuca swoje zdanie.

„Zakochani w słowach” to sympatyczna lektura idealna na początek wiosny. Z pewnością u wielu czytelników wywoła uśmiech na ustach oraz sprawi, że w oku zakręci się łezka. Książkoholików z pewnością ucieszy również fakt, że akcja rozgrywa się głównie w bibliotece, która lata świetności ma już za sobą. Umiejscowienie akcji w takim miejscu dodało powieści niezwykłego klimatu. Cieszę się, że ją przeczytałam i niebawem zamierzam sięgnąć po dwa poprzednie tomy serii.


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


wtorek, 19 marca 2019

Hans Joachim Lang - Kobiety z bloku 10

Hans Joachim Lang - Kobiety z bloku 10



Tytuł książki: Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz
Oryginalny tytuł: Die Frauen von Block 10. Medizinische Versuche in Auschwitz
Autor: Hans Joachim Lang
Wydawnictwo: Marginesy
Ilość stron: 370
Data wydania: 30.01.2019


Blok 10 w Auschwitz był Blokiem Doświadczalnym, w którym dokonywano wstrząsających eksperymentów medycznych. Przez Blok przeszło około ośmiuset kobiet, z czego udało się przetrwać zaledwie trzystu. Część z nich zdecydowała się opowiedzieć o tragedii, którą przeżyły. Na czym dokładnie polegały eksperymenty? Kto je wykonywał? Oraz jak radziły sobie z tym kobiety, które tego doświadczały?

Hans Joachim Lang urodził się w 1951 roku. Ukończył językowe studia oraz nauki polityczne na Uniwersytecie w Tybindze. Jest niemieckim dziennikarzem, historykiem i wykładowcą antropologii kulturowej w Instytucie Kulturoznawczych Studiów Empirycznych. Jest autorem wielu artykułów oraz książek. Do tej pory nie miałam styczności z twórczością Langa, jednak po przeczytaniu opisu tej książki, nie trzeba było namawiać mnie do lektury.

„Kobiety z bloku 10” to wznowione i rozszerzone wydanie. Nie miałam niestety okazji czytać wcześniejszego. Autor w tej książce stara się przedstawić pobyt w Auschwitz kobiet, które spotkało ogromne bestialstwo. Lang chce, aby przestano myśleć o nich jak o liczbach i przedstawia je tu z imienia i nazwiska. Zawarł tu historie kilkunastu osób od ich losów przed wojną, przez aresztowanie i transport do pobytu w obozie. Zawarte w tej książce wspomnienia dotyczą wyjątkowego okrucieństwa, pozbawiania godności oraz okaleczania na całe życie.

Jeden z lekarzy znajdujący się w obozie szukał szybkiego, taniego sposobu na nieoperacyjną sterylizację. W tym celu wstrzykiwał kobietom do macicy środki chemiczne, wywołując tym stan zapalny. Powtarzał to na nich wielokrotnie, bez stosowania znieczulenia. Nie dbał o ich ból, ponieważ nie traktował ich jak ludzi, a jedynie jak obiekty do przeprowadzania eksperymentów. Z kolei inny lekarz, który również chciał uzyskać trwałą niepłodność, wykorzystywał do tego promieniowanie rentgenowskie. Zaś jeszcze inny prowadził badania nad nowotworami szyjki macicy. Pobierał od więźniarek wycinki i wysyłał do badań. Nieistotne, czy cierpiały one na nowotwór, czy nie, ponieważ zdrowe fragmenty stanowiły elementy porównawcze.

Powyższe to tylko część z okropieństw jakich kobiety doświadczały w bloku 10. Nikt ich nie pytał o zgodę, ani nie traktował należycie. Były okaleczane, często bez znieczulenia w okropnych warunkach sanitarnych. Jak można było być lekarzem postępującym w sposób tak odbiegający od etyki lekarskiej? Oprócz eksperymentów, wspomnienia rozmówczyń autora zawierają też fragmenty dotyczące życia w obozie. W obliczu takich tragedii naturalną potrzebą była przyjaźń, miłość, czy zjednoczenie się wieczorem, np. poprzez wspólne śpiewanie.

Dla osób interesujących się II Wojną Światową oraz tematyką obozową jest to lektura obowiązkowa. Czytelnik znajdzie tu zarówno fragmenty biografii więźniarek jak i ich oprawców. Nie jestem w stanie ocenić tej lektury standardowo ilością gwiazdek. To jedna z takich pozycji, która jest wstrząsająca, zostawia z wieloma przemyśleniami i chciałoby się, żeby to była tylko fikcja literacka.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Marginesy.



niedziela, 17 marca 2019

Jenny Han - P.S. Wciąż cię kocham

Jenny Han - P.S. Wciąż cię kocham



Tytuł książki: P.S. Wciąż cię kocham
Oryginalny tytuł: P.S. I still love you
Autor: Jenny Han
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 392
Data wydania: 13.02.2019


Lara Jean napisała kolejny list i w Nowy Rok ma zamiar wręczyć go osobiście Peterowi. Czy to wystarczy, aby udało im się wszystko wyjaśnić? Czy tym razem stworzą „prawdziwy” związek? Niedługo po tym nastolatka otrzymuje odpowiedź na jeden ze swoich listów, które kilka miesięcy wcześniej wysłała Kitty. Nadawcą jest John Ambrose McLaren, z którym Lara Jean zaczyna korespondować. Czy pojawi się między nimi coś więcej niż przyjaźń? Czy można kochać dwóch chłopców jednocześnie? Którego z nich wybierze bohaterka?

„P.S. Wciąż cię kocham” to drugi tom serii „O chłopcach” i muszę przyznać, że to jedna z bardziej wyczekiwanych przeze mnie kontynuacji. Pierwszy tom bardzo mi się podobał. Może nie opisywał oryginalnej historii, ale styl oraz bohaterowie sprawili, że byłam nim zachwycona. Dodatkowo został zakończony w kluczowym momencie, w którym z pewnością większość czytelników chciała mieć w ręku od razu kontynuację.

W tej części również występuje narracja pierwszoosobowa z perspektywy Lary Jean. Bardzo odpowiada mi takie przedstawienie historii, ponieważ dzięki temu dokładnie można się wczuć w emocje bohaterki i lepiej zrozumieć jej myśli oraz postępowanie. A tych emocji pojawia się tu całkiem sporo. W życiu uczuciowym nastolatki robi się dość burzliwie, zarówno za sprawą jej związku, kandydata, który walczy o jej względy oraz osobistych problemów jak pewne kompromitujące nagranie krążące w internecie.

Lara Jean jest niezwykle rozsądną osobą jak na swój wiek i wiele razy byłam pod wrażeniem jej zachowania. Zapewne miało na to wpływ wychowanie rodziców jak i to, że straciła mamę, przez co musiała szybciej dorosnąć i zająć się młodszą siostrą. Bardzo podobało mi się to jak postarała się o jak najlepsze przyjęcie urodzinowe Kitty, czy kiedy mamy jej koleżanek kupowały ciasta, ona starała się własnoręcznie wykonać wypiek robiący wrażenie. Dziewczyna wykazuje się również dużym uporem oraz kreatywnością, co pokazała m.in. podczas organizowania zajęć w domu opieki dla starszych osób, w którym jest wolontariuszką. Oczywiście nie jest idealna i zdarza jej się popełniać błędy, czy zrobić lub powiedzieć coś pod wpływem emocji. Natomiast to jedna z nastoletnich bohaterek, która jest naprawdę sympatyczna i nie irytuje. Problemy związane z uczuciami, czy przyjaźnią, z jakimi się zmaga są dość „typowe” jak na nastolatkę, więc wydaje mi się, że wiele czytelniczek będzie mogło się z nią utożsamić.

Peter Kavinsky w tej części trochę stracił w moich oczach. Przez większą część książki irytowało mnie jego postępowanie i rozumiałam zazdrość, czy złość głównej bohaterki. Oczywiście nie mam tu na myśli, że powinien dokonać wyboru, a z drugą zerwać kontakt, ale uważam, że mocno przesadzał w swoich zażyłościach z Genevive, nawet jeśli jego intencje były dobre. Za to John Ambrose McLaren to prawdziwy dżentelmen. Postępował szarmancko i prawdziwy z niego romantyk.


„P.S. Wciąż cię kocham” to udana kontynuacja o wzlotach i upadkach nastolatków, o burzliwych związkach oraz trudnych wyborach. Momentami refleksyjna, a czasami zabawna. To zdecydowanie jedna z bardziej uroczych serii młodzieżowych i nie mogę się doczekać kolejnego tomu!


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


sobota, 16 marca 2019

Hannah Beckerman – Gdybyś tylko wiedziała

Hannah Beckerman – Gdybyś tylko wiedziała


Tytuł książki: Gdybyś tylko wiedziała
Oryginalny tytuł: If only I could tell you
Autor: Hannah Beckerman
Wydawnictwo: Burda Książki
Ilość stron: 400
Data wydania: 14.02.2019


Audrey ma ponad sześćdziesiąt lat i cierpi na śmiertelną chorobę. Zostało jej niewiele czasu i chce go wykorzystać jak najlepiej. Prawie przed trzydziestoma laty jej córki Jess i Lily pokłóciły się. W wyniku tamtych wydarzeń, obie kobiety nie rozmawiały ze sobą od tamtej pory. A konflikt ten sięga o wiele dalej, bo ma również wpływ na dorastające wnuczki Audrey, które nigdy się nawet nie poznały. Co takiego wydarzyło się lata temu i czy Audrey uda się na nowo zjednoczyć rodzinę?

Hannah Beckerman jest dziennikarką i przez dwanaście lat pracowała w telewizji. Początkowo w dziale produkcji BBC, a następnie jako redaktorka programów artystycznych oraz dokumentalnych w Discovery Channel USA. Oprócz tego zajmuje się również krytyką literacką i publicystyką w gazetach. Jest także jurorką w różnych konkursach literackich takich jak Costa Book Awards. Muszę przyznać, że sceptycznie podchodziłam do lektury „Gdybyś tylko wiedziała”, ponieważ opis zapowiadał zwykłą historię obyczajową.

Występuje tutaj narracja trzecioosobowa, a wydarzenia czytelnik poznaje z przeplatających się rozdziałów z perspektywy Audrey, Jess oraz Lily. Część przedstawianych wydarzeń rozgrywa się w teraźniejszości, ale pojawiają się również liczne retrospekcje, które przenoszą nas do roku 1988, w którym stało się to, co spowodowało rozpad rodziny. Od samego początku byłam zaintrygowana tym, co mogło poróżnić dwie siostry i wywołać tym samym tak dramatyczne skutki dla całej rodziny. Z niecierpliwością wyczekiwałam tej informacji i myślę, że wielu czytelników nie będzie tego w stanie przewidzieć i tym samym wielu z nich będzie zaskoczonych.

Bardzo podobało mi się przedstawienie historii z perspektywy trzech bohaterek, ponieważ dzięki temu o każdej mogłam się wiele dowiedzieć i zrozumieć jej obecne problemy, myśli, czy to co każdą z nich kierowało. Obie siostry choć są na zupełnie innych etapach w życiu, zmagają się z różnymi problemami. Jess jest samotną matką i trudno jest poradzić jej sobie z przytłaczającymi ją emocjami. Zaś Lily teoretycznie ma piękny dom i męża, ale czy to zawsze oznacza brak trosk i pełnię szczęścia? Autorka naprawdę dobrze wykreowała swoje bohaterki i każdą z nich byłam w stanie zrozumieć.


Beckerman stworzyła powieść obyczajową, która jest zupełnie nieszablonowa. Tak jak pisałam wyżej, nie miałam wielkich oczekiwań. Opis z tyłu książki, nie obiecywał zbyt wiele i spodziewałam się przeciętnej historii. Jednak to, co tutaj otrzymałam zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczyło. Książka jest bardzo dobrze napisana, intryguje i ciężko ją odłożyć dopóki się jej nie skończy. Jednak jej największą zaletą jest to, jaki czytelnik otrzymuje tu ciężki ładunek emocjonalny. „Gdybyś tylko wiedziała” to opowieść o utraconych szansach oraz latach, sekretach, poświęceniu oraz próbie naprawienia błędów i zjednoczenia rodziny. Gwarantuję, że wielu czytelników będzie wzruszonych podczas tej lektury!

Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.


czwartek, 14 marca 2019

Ann Cleeves - Czerwień kości

Ann Cleeves - Czerwień kości



Tytuł książki: Czerwień kości
Oryginalny tytuł: Red bones
Autor: Ann Cleeves
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 464
Data wydania: 13.02.2019


Na Whalsay przybywają dwie Angielki w celu prowadzenia wykopalisk archeologicznych. W trakcie tego zajęcia, znajdują one kości czaszki, które nie wiadomo od jak dawna się tam znajdowały. Niedługo po tym odkryciu ginie właścicielka terenu, na którym znajdowało się to znalezisko. Wszystko wskazuje na to, że Mima zginęła przypadkowo podczas polowania na króliki. Wygląda to na wypadek, jednak kiedy niedługo po tym pojawia się kolejny trup, deketyw Jimmy Perez, ma coraz więcej wątpliwości i zaczyna łączyć te dwie śmierci.

„Czerwień kości” to trzeci tom serii „Kwartet szetlandzki”, a wszystkich tomów serii powstało osiem, więc liczę na to, że niedługo ukaże się i w Polsce reszta tych książek. Poprzednie dwie części zrobiły na mnie duże wrażenie. Choć są dalekie od tego, co zazwyczaj lubię w kryminałach to ujęły mnie właśnie tym, że są świetnym wyjątkiem od reguły. Póki co najnowszy tom oceniam najlepiej i już nie mogę się doczekać kolejnych części.

Ponownie mamy tu do czynienia z małą zamkniętą społecznością. Mimo, że to już kolejna książka autorki, która korzysta z tego zabiegu w swojej powieści, ani trochę się nie nudziłam i nie czułam, że z czymś się powtarza. Tym razem mamy do czynienia z ludźmi, którzy skrzętnie ukrywają swoje sekrety i nie chcą, aby na jaw wyszły konflikty między dwiema rodzinami. Powody mogą wydawać się banalne i oczywiste, jednak to wystarczy, aby na mieszkańców wyspy sprowadzić nieszczęście.

Sprawę prowadzi dobrze już znany czytelnikom z poprzednich tomów, Jimmy Perez, któremu pomaga Sandy Wilson. Drugi z mężczyzn ma nadzieję wiele się nauczyć od starszego i bardziej doświadczonego kolegi, jednak będzie mu to utrudniał osobisty charakter prowadzonej przez nich sprawy. Mima była jego babcią. Cleeves pozwoliła w tej książce na spotkanie czytelnika zarówno ze znanymi mu już postaciami jak i zupełnie nowymi. Zadbała jednak o to, żeby każdą z postaci dopracować i dokładnie przedstawić pod względem psychologicznym.

Umiejscowienie akcji w Szetlandach było świetnym posunięciem. Klimat spowitej mgłą wyspy, mrok oraz zachmurzenie stworzyły mroczny, upiorny klimat, któremu towarzyszył dreszczyk emocji podczas lektury. W „Czerwieni kości” warstwa obyczajowa została jeszcze bardziej rozwinięta, ale wątek kryminalny wcale na tym nie stracił. Dzięki takiemu rozwinięciu fabuły akcja toczy się powoli, ale pojawia się dużo zwrotów akcji, a zakończenie może zaskoczyć.


Ann Cleeves tworzy świetne kryminały, w których akcja nie pędzi ze strony na stronę, ale mają tyle innych zalet, że ciężko się od nich oderwać. „Czerwień kości” trzyma w napięciu, autorka myli tropy i zaskakuje. Zdecydowanie jestem fanką jej twórczości i nie mogę się doczekać kolejnych jej książek.


Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.





Copyright © 2016 Books and Cats Lover , Blogger